Wszystko umiera

Widziałem go na żywo na Wacken Open Air, w 2007 roku, i nie był w dobrej formie. Wyraźnie pod wpływem – pół koncertu zaśpiewał całkiem dobrze, a drugie pół przebełkotał, po czym wywinął takiego orła, że myśleliśmy, że się połamał. A jednak był Peter Steele jedną z najbardziej wyrazistych osobowości w sztampowym metalowym świecie, gdzie wszyscy, nie wiedzieć czemu, starają się być tak bardzo podobni do wszystkich innych. Był szalony i utalentowany. Był też zabawny i groteskowy, ale widać było, że ma to gdzieś, że ma do siebie dystans (rzecz w metalowym świecie równie rzadka).

Kiedyś dałbym się pokroić za Type O Negative, dzisiaj pozostał tylko sentyment, głównie do „Slow, Deep And Hard” i „World Coming Down”, ale żal i artysty, i człowieka. Chociaż za życia mówił głównie o śmierci, a nawet bezczelnie z nią igrał, jakoś trudno się oswoić z myślą, że tym razem to już naprawdę i na zawsze.
Więcej napisałem w Interii, o tutaj. Idę sobie puścić „Unsuccessfully Coping With the Natural Beauty of Infidelity”, jedną z najlepszych piosenek o miłości ever 😉