„Przekrój”: Przebudzenie

Ja też przestałem już wierzyć, że wróci. Ale dziś mogę – niewierny Jarosław – czytać, kartkować, wąchać papier. Jest. Nowy numer „Przekroju”. Od deski do deski pochłonę go dopiero w czasie okołoświątecznej flauty, ale uważnie przejrzałem, tu i ówdzie zatrzymałem się na dłużej i powiem wam, że jeśli „Przekrojowi” powrót może się udać – to właśnie takiemu.

To nie jest ten „Przekrój”, który wstydliwie zszedł ze sceny kilka lat temu. Ale też nie ten, którego miałem zaszczyt być częścią przez dobrych parę lat. To nie tygodnik opinii, który próbuje nadążać, komentować rzeczywistość, odpowiadać na najnowsze trendy, albo nawet je kreować.
To jest „Przekrój” uszyty ze wspomnień jajogłowych w średnim wieku, ze wspomnień pachnących kuchnią w domu babci. Ulepiony z tęsknot i wyobrażeń aspirujących dwudziestolatków, którzy się nie załapali. Odpowiadający na potrzeby tych, których jest tak mało, że w badaniach konsumenckich robią za błąd statystyczny.

przekroj

Jest więc miejsce na literaturę (nie tylko recenzje książek – ale i długie opowiadanie czy wiersz!), architekturę, teatr, film, muzykę, sztuki plastyczne i modę, sprawy społeczne i przyrodę. Są komiksy i rysunki – m.in. Mrożek i Raczkowski, dużo Raczkowskiego – jest humor zeszytów szkolnych, jest Wacuś i Filutek, jest Ludwik Jerzy Kern, są aż dwie krzyżówki. Są teksty o problemach współczesności i skarby wydobyte z przepastnych archiwów „Przekroju”.

Jeżeli czegokolwiek nowemu „Przekrojowi” brakuje to… umiaru. Chodzi zarówno o ilość zgromadzonego materiału, jak i – a może przede wszystkim – sposób jego podania. Łatwo się zagubić w naszpikowanym michałkami layoucie, który w dodatku jest zamierzenie vintage’owy, otwarcie nawiązujący do „Przekroju” Eilego, a więc odległy od tego, do czego dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni.

Może więc ja muszę przywyknąć, może redakcja powinna jeszcze niektóre rzeczy uporządkować, może warto byłoby tu i ówdzie znaleźć miejsce na odrobinę oddechu, może wyraźniej oddzielić aktualności od archiwaliów… Nie wiem, to tylko pierwsze wrażenia. Ale wiem, jak to jest, kiedy ma się dużo fajnych treści do upchania na ograniczonej powierzchni papieru, więc nie będę tu robił za kocioł, który garnkowi. Nie będę czarno widział. Przeciwnie: nikt mocniej ode mnie nie wierzy w to, że papierowy kwartalnik o kulturze ma szansę powodzenia.

Trzymam kciuki, będę czytał, na krzyżówce pewnie znów polegnę. Niech żyje!

PS. Ciekawe, czy jest wersja na iPada. 😉

Reklamy

6 thoughts on “„Przekrój”: Przebudzenie

  1. Jak dla mnie to jest mocno nieczytelny, przez ten rozkład tekstów, jak szybko go otworzyłem, tak szybko go zamknąłem. No i 15 zyla, to już klienci narzekali na cenę, fakt jest gruby jak co najmniej 2 poprzedniki, ale nie specjalnie go widzę w tej cenie.

    P.S Lemmiego K. to ty specjalnie nie uważałeś za kogoś ważnego w muzyce?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s