A więc jednak nie jest Midasem?

Trochę szkoda, a trochę ulga…

Wczoraj w nocy Taco Hemingway odsłonił „Marmur”. Czy wybudował sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu? Czas pokaże, ale o ile „Trójkąt…”, „Umowa…” i „WOSK” z miejsca robiły na mnie duże/piorunujące wrażenie, tak tym razem serce żwawiej zabiło chyba tylko dwukrotnie, przy „Świat jest WFem” i „Żywocie” („Deszcz na betonie” też działa, ale to już znamy).

Szczególnie „Żywot” robi robotę, bo nawet jeśli Taco nie mówi w nim o sobie prawdy (albo całej prawdy), jest po prostu wiarygodny. To prosta, życiowa historia z niewymuszenie komicznymi fragmentami, na przykład wspomnieniem triumfu na Fryderykach: „Boję się tej raczej głośnej gali, wolę cichy dom / Wieści o wygranej, a ja napierdalam w Dziki gon”.


Zgaduję więc, że mój problem z „Marmurem” polega na tym, że za mało w nim konkretu, nazw własnych, prawdziwego życia – a więc tego wszystkiego, czym Taco mnie ujął na epkach – a za dużo dzielenia metaforycznego włosa na czworo w ramach jakiegoś mętnego, hotelowego konceptu. Cóż, widocznie jestem z tych, którzy „tak koniecznie chcą biografii”.

Ach, trzeba dodać, że Rumak wciąż galopuje.

I nieprawdą jest, że mszczę się na Filipie za to, że nie chce mi udzielić wywiadu. Tym bardziej, że w ogóle nie padało.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s