Na krawędzi chaosu

Uwielbiam talent-shows. Tak już mam i inaczej nie będzie. Co nie zmienia faktu, że wściekam się przed telewizorem na wyciskające łzy felietony o uczestnikach (najlepiej: kalekich sierotach z popegeerowskiej wsi w Bieszczadach, które do szkoły muzycznej miały sto kilometrów, w dodatku w obie strony pod górkę), wkurza mnie karygodnie wąski repertuar, zasmucają popisy ludzi, którym ambicja odbiera rozum, żenują grube dowcipy lub udawane wzruszenia jurorów.

Oglądam właściwie wszystkie talent-shows w których się śpiewa, ale gdy parę lat temu usłyszałem o pracach nad The Voice of Poland, uwierzyłem, że to będzie zupełnie nowe otwarcie. Miałem nadzieję, że program zwany pieszczotliwie i swojsko Wąsem będzie najbardziej profesjonalnym i bezpretensjonalnym talent-show, bo tu przecież nie chodzi o powierzchowność delikwentów, o pióra w dupie i kabaretowe wejście, ale tylko o głosy, wyłącznie o muzykę.

W ostatnim odcinku VoP młodzieńca, który zaśpiewał „Trójkąty i kwadraty” Edyta Górniak tak bardzo chciała mieć w swojej drużynie, że wbiegła na scenę, by go obmacać i kazać mu się powąchać (!). Chłopiec, wyraźnie zawstydzony, posłusznie pociągnął nosem, ale wybrał jednak Justynę, więc został dodatkowo wyściskany i wygłaskany przez panią Steczkowską. Edytę wtedy obmacywał, na pocieszenie, jeden z tych dwóch z Afromental. A później był czas na komentarze jurorów – o tym, jak uczestnik zaśpiewał ani słowa. Za to dowiedziałem się, że Edyta jest urażona, a Justyna boi się wyjść ze studia, bo fani tej pierwszej mogą czekać z siekierą.

Włączyłem VoP na kilka minut, trafiłem na opisaną powyżej scenę i wyłączyłem. Nie dałem rady. Żałuję, że Edyta i Justyna – przecież topowe polskie wokalistki – muszą odgrywać role z kanału Romantica rodem, żeby przyciągnąć przed telewizory widzów. (swoją drogą – może ktoś nakręci telenowelę z nimi, w dwóch, antagonistycznych rolach? oglądałbym!) Z przykrością patrzę na to, jak gładko w te role wchodzą… Bo jeśli one nie chcą lub nie potrafią dowieść, że muzyka sama w sobie jest wystarczająco atrakcyjna, to kto ma to zrobić?

Tytuł tej notki pochodzi z tekstu wklejonego powyżej hymnu VoP – ale nie traktujcie tego jako zachęty do jego przesłuchania 😉

Reklamy

4 thoughts on “Na krawędzi chaosu

  1. VoP nie oglądam od kiedy nie ma tam już Titusa… a nie, to inny program był.
    Ja jestem ufny, ufam w to, co pokazuje mi telewizja i wierzę, że panie trochę się wygłupiają, dają się ponieść i w ogóle mają z tego niezły ubaw.

    Bo w końcu o kogo chodzi w Talent Shows, jak nie o jurorów?

    Na koniec: polecam drugi odcinek serialu Black Mirror: Fifteen Million Merits

  2. Drogi Jarku,
    piszesz: ” Żałuję, że Edyta i Justyna – przecież topowe polskie wokalistki – muszą odgrywać role z kanału Romantica rodem, żeby przyciągnąć przed telewizory widzów.”
    Nie żałuj.
    Nie muszą.
    Biorą za to gażę, za którą, w razie „załamania nerwowego” będą mogły, położyć się na kozetce jakiegoś drogiego specjalisty, od ustawiania świadomości. On wyczyści im dysk twardy, wprowadzi nowe dane i już będą mogły uśmiechnięte, zadowolone z siebie, odcinać kupony i bawić gawiedź.
    Smutne?
    Samo życie.
    Jak w serialu…
    Pozdrawiam, BR

  3. Myślę, Górniak musi, ale jest to jej potrzeba wewnętrzna, a nie tylko telewizji. Oglądałem ten program przez jakiś czas i nabrałem przekonania, że ta kobieta ma spore problemy ze sobą. Jakby nie mogła się pozbierać po różnych wydarzeniach sprzed lat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s