Sacrum Profanum: Z batutą i humorem

Po czym poznaję, że przyszła jesień? Żadne liście, dynie, babie lato czy inne komponenty sielskich landszaftów. Musi być już jesień, bo ruszył krakowski festiwal Sacrum Profanum.

Koncert inauguracyjny, przyznaję, bardzo udany. Bo o ile w przypadku tego festiwalu łączenie wielkich elektroników z kameralnymi orkiestrami to już żadna nowość, o tyle pomysł przedstawienia „Ufabulum” Squarepushera przy wydatnej pomocy Sinfonietta Cracovia niósł w sobie sporo ryzyka i obietnicę niezłej awantury. Tom Jenkinson, owszem, lubi rozmach i patos, ale tworzy muzykę tak twardą, surową i gęstą, że trudno było mi sobie wyobrazić, gdzie tam się jeszcze da upchać smyki i dęciaki. Mój apetyt zaostrzył dyrygent, Charles Hazlewood, który przed koncertem odgrażał się, że to nie jest zwykłe fusion, że nie chodzi o długie nuty grane za plecami gwiazdy wykonującej swoje greatest hits, że orkiestra na pierwszym planie, że zupełnie nowe myślenie…

Nie do końca tak było. Squarepusher jednak zdominował orkiestrę, nawałnicą syntetycznych bitów zagłuszając analogowe smaczki, a już na pewno odwracając od nich uwagę. Bardzo ładnie to brzmiało, w połączeniu z wizualizacjami było absolutnie przekonujące, ale nowej muzyki z tego nie będzie. Coś jak z Therionem w świecie metalu – poszli o krok dalej niż wszyscy w łączeniu brzmienia orkiestry z metalowym kopytem, ale okazało się, że następnego kroku nawet oni nie są w stanie zrobić, że dalej jest już ściana.

Doskonałym pomysłem było zestawienie tego barokowego, rozpasanego „Ufabulum” ze znacznie skromniejszymi formalnie utworami zaprezentowanymi w części pierwszej koncertu, ponoć wybranymi przez Jenkinsona. Xenakis, Benjamin, Ligeti, Messiaen… Sam pewnie nie potrafiłbym znaleźć klucza, wedle którego dobrano ich akurat w takim porządku, na szczęście Hazlewood robił za przewodnika, wyczerpująco i zabawnie (doświadczenie procentuje – ma własne audycje w radiu) objaśniając przed każdym z utworów okoliczności jego powstania, intencje kompozytora i tajemnice wykonania. Skłamałbym, gdybym powiedział, że moje Slayerem ciosane ucho było w stanie wychwycić wszystkie niuanse przez niego zapowiedziane, ale to, co usłyszałem lepiej zrozumiałem i na dłużej zapamiętam. Choć wiem, że nie wszystkim to swoiste „Z batutą i humorem” przypadło do gustu, że nie każdy – jak ja – lubi być przez labirynt muzyki współczesnej prowadzony za rękę.

Ruszył festiwal Sacrum Profanum, przed nami wiele pysznie zapowiadających się koncertów. Dobrze, że nie ma prężenia muskułów za wszelką cenę, czyli koncertów w hutniczej ocynowni. Oczywiście, to piękna, imponująca sala, można było zachwycić lud scenografią, oczarować światłami, znokautować dźwiękiem, ale nie oszukujmy się – muzyka współczesna i poszukująca elektronika to nie jest materiał na imprezę masową, nie da się nikogo na siłę uszczęśliwić. Miałem wrażenie, że te wielkie widowiska tylko odwracały uwagę od pozostałych punktów festiwalowego programu, a Sacrum Profanum warto poznać w całości.

Jakie jeszcze dary jesień nam w koszyczku niesie? Laurie Anderson, Kronos Quartet, Battles, Autechre, Lee Ranaldo… Największe przeboje (wiem, wiem…) minimalistów i huczny jubel Warpa. To będzie dobry tydzień.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s