Jak poznałem Barney’a

Każdy ma jakąś grzeszną przyjemność. Ja pewnie znalazłbym kilka, ale tym razem przyznam się do jednej, mało oryginalnej zresztą – to seriale. I nie tylko takie kultowe, dla koneserów i twardzieli, nie tylko „Twin Peaks”, „Rodzinę Soprano”, „Sześć stóp pod ziemią” i „Californication”, ale też komediowe familijne pierdoły. Nazywając rzecz po imieniu – „Jak poznałem waszą matkę” rządzi!

„Jak poznałem waszą matkę” to tacy „Przyjaciele”, ale mniej głupawi, mniej poprawni politycznie i znacznie bardziej absurdalni. Tu się pije do urwania filmu, uprawia seks z nieznajomymi i używa wulgaryzmów. Oto w 2030 roku niejaki Ted Mosby opowiada swoim dzieciom… no właśnie, jak poznał ich matkę. Ale że młodym człowiekiem będąc nie dość, że był beznadziejnie romantyczny i równie pierdołowaty, to jeszcze miał bardzo wysokie wymagania, więc szło mu jak po grudzie. Męczy się biedaczyna już szósty sezon i końca nie widać… Nawiasem mówiąc, autorzy serialu nakręcili jego finał – czyli wyjawienie tożsamości mamusi – już cztery lata temu, obawiając się, że skoro tak dobrze żre, to zanim dojdą do końca produkcji, dzieciaki z 2030 roku będą dorosłe. A to oznacza, że wbrew pozorom, jakiś koniec, jakiś happy end jest przewidziany. Sam obstawiam, że tą matką będzie Robin, ale co ja tam wiem…

Nie dla Teda jednak, ani dla Robin, ani dla słodziaków Lily i Marshalla ogląda się „Jak poznałem waszą matkę”. Nawet nie dla epizodów z gwiazdami z innej bajki – zaskoczyli mnie pysznie autoironiczni Enrique Iglesias i Britney Spears, zachwycił George Clinton, który pozwolił się Lily tytułować „legendą funku” i głaskać po dreadach.
Wszyscy oni bledną jednak przy absolutnie niesamowitym (awesome!) Barney’u Stinsonie, japiszonie doskonałym, urodzonym bawidamku, Casanovie XXI wieku. Dzięki Barney’owi mogę, nie wychodząc spod pantofla szanownej małżonki, regularnie nacieszyć ucho i serducho starym dobrym męskim szowinizmem i lekko tylko ucywilizowanym machismo. Barney mówi i robi wszystko to, na co zawsze byliśmy zbyt dobrze wychowani, zbyt nieśmiali, albo za mało pomysłowi. A skoro o pomysłach mowa – dwa tomy książki „The Bro Code”, z jego poradami i życiowymi mądrościami są już w sprzedaży. Oto mały z nich wyimek:

HOW TO DUMP A CHICK IN SIX WORDS OR LESS
„Maybe try a side salad instead”
„Cute! You’re growing a mustache, too!”
„She looks like a younger you”
„I will finance a boob job”
„Sorry I threw out your shoes”
„Your sister let me do that”

I jeszcze złota rada od Barney’a, doskonała choćby na takie ponure dni, jak dzisiejszy: „When I get sad I stop being sad and be awesome instead”.

Advertisements

9 thoughts on “Jak poznałem Barney’a

  1. Panie Jarku, nie obawia się pan wściekłości metalowej braci, przyznając się do bycia fanem postaci granej przez geja?
    A poważnie ─ zgadzam się, Barney jest jedną z najlepszych postaci, jak to młodzież mówi, like, totally, ever!

  2. Ja z innej bajki…Rok temu Shining, teraz widzę Meshuggah…rewela!! …ale docisnąć (!!) Pana Rojka i koniecznie…KONIECZNIE IHSAHN!!

  3. A ja uważam, że HIMYM jest przereklamowany. Nie dlatego, że jest jakoś wyjątkowo słaby. Raczej dlatego, że jest skrajnie przewidywalny. Nie jestem jakimś amatorem sit comów, moje ulubione to Friends, That 70s Show, a z nowszych 30 Rock i przede wszystkim genialny Arrested Development, ale w przypadku większości gagów z Jak Poznałem… potrafię od razu przewidzieć jak się skończą, bo cały serial jest jedną wielką kopią (z ang. „cliche”) tego co było wcześniej. Znajomi się bardzo tym jarają, a ja nie mam pojęcia czemu. A jeśli chodzi o telewizyjnych seksistów to Hank Moody rulez!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s