Dziuba

Gdyby nie Dziuba, byłbym depeszem…

Jest taka książka – „Guns, Cash and Rock’n’Roll” – o legendarnych menedżerach, takich co to więcej mieli wspólnego z Alem Capone niż wiecznie zasmuconym eksmężem Edyty Górniak (zresztą kto go tam wie, cicha woda brzegi rwie). O twardzielach, co to po trupach – albo co gorsza po karierach własnych podopiecznych – do celu. Czyli do pieniędzy i władzy. W Polsce w latach 60. i 70. nie mieliśmy prawdziwej branży muzycznej, więc ominęła nas krwawa menedżerska epoka żelaza, ale jeśli miałbym wskazać kogoś, kto bohaterom „Guns, Cash and Rock’n’Roll” mógłby się nie kłaniać, byłby nim Tomasz Dziubiński.

O zmarłych albo dobrze, albo wcale, więc nie będę przytaczał faktów i plotek, które uczyniły z Dziuby postać kontrowersyjną. Zapłacił zresztą za swoje faktyczne i domniemane grzechy słoną, rynkową cenę – artyści, tudzież partnerzy biznesowi uciekli do innych i po dawnym imperium Metal Mindu zostało tylko wspomnienie. Ale właśnie, wspominać trzeba, bo bez Tomasza Dziubińskiego, wszystko byłoby inaczej. Innych rzeczy by się w Polsce słuchało, inne grało. Gdyby nie Dziuba nie bylibyśmy jednym z największych metalowych zagłębi na świecie, co do tego nie mam wątpliwości.

Dziuba wymyślił Metalmanię. Byłem na kilku, grałem na jednej i zanim otwarto granice, zanim nasze portfele napełniły się na tyle, byśmy mogli swobodnie jeździć na Wacken, With Full Force czy choćby Brutal Assault, Metalmania była dla nas wszystkim, jedynym festiwalowym oknem na metalowy świat. Każdy, kto zagrał na którejś z tych pierwszych Metalmanii – no, prawie każdy, Sacred Chao się nie udao – awansował u nas automatycznie do metalowej ekstraklasy.

Dziuba był menedżerem Kata i choć potem toczyli ze sobą zaciekłe sądowe boje, to właśnie w czasach współpracy z nim wyrośli na pierwszą metalową potęgę schyłkowego PRL-u, zanim ich dokonania przyćmiły sukcesy Vadera (debiutowali na pierwszej Metalmanii, wiele ich płyt ukazało się z nalepką MMP) i Behemotha (do metalowego mainstreamu przedarli się u nas też podczas – krótkiej i burzliwej, to prawda – współpracy z Metal Mindem). Dziuba wydawał płyty – najpierw polskich, potem zagranicznych kapel. Wprowadził do Polski „Metal Hammer”, w tamtym przedinternetowym czasie traktowany jak wyrocznia, szczególnie przez tych, co nie zdążyli połknąć bakcyla undergroundu, co nie znali fanzinów i tape tradingu. Zresztą i underground rozwijał się u nas w pewnym sensie dzięki niemu, bo w kontrze do niego, w opozycji do tego, co wydawał i promował. „Co myślisz o Dziubie i jego stajni?” – to jedno z najczęściej powtarzanych pytań w polskich fanzinach na początku lat 90. Oczywiście, w dobrym tonie było myśleć jak najgorzej, ale ignorować, jak widać, się nie dało.

Parę razy los nas zetknął. Był polskim wydawcą ostatniej płyty Lux Occulta, namawiał mnie też – bezskutecznie jak widać – do nagrania dla niego DVD, do paru innych rzeczy również. Nie poznałem go dobrze, zawsze dzielił nas profesjonalny dystans, zawsze grzecznie, przez „pan”, bez emocji. Jego śmierć nie dotknęła mnie więc osobiście, nie odszedł mój kolega, nikt bliski. A jednak, bliższy niż mogłoby mi się wydawać, gdy żył – bo bez tych wszystkich aktywności Dziuby, bez tego co zrobił, szczególnie w latach 80., moje życie mogłoby się ułożyć zupełnie inaczej. Może w wieku pacholęcym byłbym depeszem, może poza punkiem świata bym nie widział. Nie wydawałbym zina, nie machałbym głową na scenie w jednym czy drugim zespole, nie trafiłbym do „Thrash’em All”, potem Mystica itp. itd.

Natura nie znosi pustki, więc szybko wyrwa po sporych rozmiarów Dziubińskim się zapełni. Łatwo o nim zapomnimy, tak jak i o nas łatwo zapomną. I bardzo dobrze, tak jest zdrowo. Ale dzisiaj czuję, że to koniec pewnej epoki i jakoś przykro, że to se ne vrati, że już nigdy nie wpadnę na korytarzu Spodka na pana Tomka. Psia mać, za dużo w tym roku przyszło mi pisać nekrologów.

Advertisements

17 thoughts on “Dziuba

  1. Ustrzeliłeś w samo sedno(jak już nie raz). Dla mnie ‚Dziuba’, to przede wszystkim pierwsze płyty Obituary i Deicide… No i Metalmania. Co się wykrzykiwało pod jego adresem stojąc w kolejce, to już inna sprawa… O żesz. Starość nie radość. Smutny akcent po 3 dniach od 9-tej rocznicę śmierci Chucka.

    • Pierwsze płyty Deicide i Obituary wychodziły na piratach, to pamiętam na bank, MMP zaczynał ten rodzaj interesu dopiero końcem 1991 sprzedając wysyłkowo kasety Master, Death i Obituary (trzeci album) po 25 tys ówczesnych złotych. Wtedy pierwszy raz zostałem „wysyłkowo okradziony” 🙂

      • Równolegle do nich mogły być wydawane orginały. Jak dobrze pamiętam to kaseta piracka kosztowała w 91 ok 20000, a orginał coś 5 x tyle(o ile mi się przelicznik nie pokićkał). Do tej pory mam pirackiego „Slowly we rot” z mg records.

      • Piraty piratami. Mi nie chodzi jednak o pierwsze przesłuchanie, a ten look&feel w postaci porządnie zrobionej wkładki. Smaczek zachodniego świata.

  2. MMP, Metalmania , Metal Hammer to dla mnie pierwsze spotkania z metalem w oficjalnym obiegu, a więc na pewno jakoś i mnie to ukształtowało jako słuchacza, fana. Mimo owych wspomnianych w tekście zgrzytów na linii Dziubiński- reszta świata, trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie.
    P.S.
    Co się stało z Baron Records, ktoś wie?

  3. Ja rozumiem, że przy takiej okazji szukamy raczej pozytywów a negatywy tylko sygnalizujemy jakimś ogólnikiem, ale podpinanie Dziubińskiego pod sukcesy Vader i Behemoth to moim zdaniem zbyt duża szczodrość dla jego pamięci. W momencie kiedy te grupy walczyły o swój kawałek międzynarodowej podłogi firma i pismo Dziuby w najlepszym wypadku programowo milczało na ich temat…
    OK- mówić o Dziubińskim i MMP to jak wspominać PRL- był taki okres w historii, nikt rozsądny tego nie podważa, wielu z nas wtedy wyrosło i jak ktoś będzie chciał o PRL-u mówić dobrze to zauważy, że się wtedy wykształciliśmy, że rodzice mieli pracę, że gdyby nie PRL-owska służba zdrowia to może i na świat byśmy nie zawitali… Mi nazwisko Dziubiński i skrót MMP (Miłosnicy Moich Pieniedzy – dożywotnie brawa dla autora tej wersji) kojarzy się z reliktem minionej szczęśliwie epoki tym razem nie w polityce, ale w historii polskiej sceny muzycznej, w historii muzycznego rynku. Nawiązując do okolicznościowej informacji – ja wierzę, że były płyty na które czekał, że były zespoły w wydawanie których angażował się nie tylko pod kątem zysku, ale akurat muzyka którą ja kochałem była tylko paliwem napędzającym jego monopolistyczny interes, narzędziem, przedmiotowo traktowanym dobrem które trzeba opchnąć ludowi bez pardonu w sposób dowolny aż do czasu gdy jakieś tam „chłystki z piwnic” których wtedy nie traktował chyba nawet poważnie ukruszyły jego interes. Nie zapomnę, jak cieszyło mnie gdy Michał z Mystic nie pozwolił sie potraktowac jak gnojek tylko z pomocą sądów zarządał poważnego traktowania, a wkrótce potem wytrącił MMP wszystkie licencyjne atuty. Nie zapomnę audycji radiowej gdzie Dziubiński umył ręce od wszystkiego kiedy Niesiołowski z Nowakiem brali za dupy diabelską trzódkę, choć w tym samym czasie sam brał tantiemy za „współautorstwo” utworów Kata, wydawał Hate czy Christ Agony. Itp, itd…
    Tak, czytałem „Metal Hammer” póki się go dało czytać, tak – kupowałem licencyjne kasety MMP klnąc na ich zdzierskie ceny, tak – byłem na Metalmanii, podobało mi się i żałowałem, że zniknęła z kalendarza, tak- zdaje sobie sprawę że nawet do bycia takim cwanym sukinkotem kręcącym metalowym interesem w czasach rynkowej wolnoamerykaniki trzeba mieć predyspozycje, że musiał byc obrotnym gościem, że byle kto nie zorganizowałby tego wszystkiego itd.
    Dziubiński i jego firma są częścią muzycznej historii, także mojej chcąc nie chcąc, ale nie zapomnę, że szedł po trupach tylko dlatego, że akurat umarł. Niestety umarł, wcale mnie ta informacja nie ucieszyła, prywatnie nie znałem człowieka więc od tej strony nic o nim powiedzieć nie mogę.
    Nie 🙂 nie byłbym Depeszem bez tego pana, ale nabijając mu kieszeń poznałem sporo fantastycznego hałasu.

    • Dziubę najbardziej zapamiętam z tego, że wykończył dobrze zapowiadający się, świetny opolski zespół Sirrah… I tyle…

  4. Firma MMP będzie działać dalej. Zdobyli trochę rynku i łatwo nie odpuszczą. Wręcz nie powinni. Duch Dziuby wiecznie żywy che, che…

  5. Z Dziubą odbyłem w życiu dwie rozmowy. Przy drugiej dał mi szansę spełnienia marzenia mojego życia. Mogłem dzięki nie mu pracować w branży muzycznej. Nigdy mu tego nie zapomnę.
    Nieporozumienia między zespołami a wydawcami są i będą. Wspomniany tutaj Vader również o Mystic Prod. nie wypowiada się zbyt pochlebnie. Pewnych ludzi po prostu nie zadowolisz.
    Tomasz Dziubiński ukształtował wielu z nas, słuchaczy. Ja mu za to dziękuje.
    http://todayfortomorrow.wordpress.com/2010/12/17/tomasz-dziubinski/

  6. Pingback: Złomowisko #262 – Tomasz Dziubiński nie żyje » Złomowisko - metalowa audycja, blog i podcast

  7. Autor wspomnień rozwodząc się o potędze KAT, zapomniał o tym że KAT w tamtych czasach, przy TURBO (które Dziuba także wspierał), dopiero łapał powietrze… Trochę więcej szacunku dla kapeli Hoffmanna i Kupczyka.

    Dziuba jaki był, taki był, ale „rozbujał” metal w Polsce i nikt mu tego nie zabierze!

  8. ja z Dziubińskim nie miałem właściwie żadnego kontaktu, oprócz owoców jego pracy. W czasie, kiedy zaczynałem słuchać metalu, MMP był gigantem na rynku i trudno było ominąć wydawaną przez niego muzykę – nie mówiąc już o MH, który dla kogoś, kto w fanzinach nie siedział, był prawdziwą skarbnicą wiedzy.

    parę słów jednego z tych, których współpraca z Dziubińskim poniekąd wypromowała – Litzy: „(…) Dzisiaj [wywiad był przeprowadzony 17 grudnia 2010 roku – przyp. sks] zmarł Tomek Dziubiński, twórca „Metal Mind Productions”. Promował wiele metalowych projektów, ale mało kto wie, że kiedy tak zwane katolickie wydawnictwa miały Arkę Noego głęboko w pompie, on sam kupował i rozprowadzał tysiące kaset. Pan Bóg będzie oceniał ludzi po czynach, a nie po etykietkach, które ktoś komuś przypina.

    F: Bywało, że w „Metal Hammerze” na listach sprzedaży „Metal Mindu” na pierwszym miejscu była Arka Noego, na drugim na przykład Vader.

    Nawet nie wiedziałem. To fajnie, może mu się to dzisiaj przyda. (…)”
    za: http://fronda.pl/news/czytaj/litza_nie_spiewamy_teorii_chrzescijanstwo_to_doswiadczenie_zywe

  9. dodam, że przecież Litza, jak i wszyscy Acidzi, się na Dziubińskim przejechali – co widać po okładce „Dirty Money, Dirty Tricks”…

  10. Witajcie,
    Jestem zaskoczony śmiercią Dziubińskiego. Zmarł jak widzę ponad 3 miesiące temu.
    Pamiętam tylko taką historię z szefem Metal Mind w Zabrzu, kiedy to koncert Sepultury i Paradise Lost się nie odbył (musiał to być rok 1992 albo 1993, prędzej jesień 1993 – nie pamiętam, gdyż na zakupinony bilet wszedłem na koncert Slayer w 1994 r. zgodnie z regulaminem koncertu i MMP).
    Pamiętam, że rozmawiałem m.in. z siostrą śp. Docenta z Vadera, wtem z głośników zabrzmiała płyta „Chaos A.D.”, nagle ucichła i ktoś z organizatorów ogłosił przez głośniki komunikat – „Z przyczyn atmosferycznych, niezależnych od organizatora MMP koncert Sepultury i Paradise Lost nie odbędzie się.”
    Zgromadzeni przed halą w Zabrzu zaczęli krzyczeć jak jeden mąż.
    „Dziuba ch.j!!!, Dziuba ch.j!!!”
    Okazało się, że tiry ze sprzętem obu zespołów ugrzązły na jednym z przejść granicznych w Europie, gdzie w weekend nie przepuszczano samochodów ciężarowych-tirów w myśl obowiązujących przepisów.
    Ponoć o tym felernym zdarzeniu Dziubiński wiedział już wcześniej, mimo to do czasu mających otworzyć się bram do hali koncertowej sprzedawał bilety na koncert i dopiero w ostatniej chwili ogłosił odwołanie imprezy „live”.

    Pomimo, że wieszano na nim psy (zarówno słuchacze – fani jak i polskie zespoły szeroko pojętego grania heavy) Dziuba bardzo dużo zrobił dla polskiej sceny, polskiej subkultury heavy metal. Dzięki niemu został wydany w grudniu 1990 – 1 numer Metal Hammer, a następne pozwoliły zorientować się, co sie dzieje na rynku muzycznym, poznać biografię zespołów, dowiedzieć się o planowanych koncertach, wreszcie kupić – jeśli melomana było na to stać i miał odpowiedni odtwarzacz cd – na zakup płyt umieszczonych w ofercie MMP, w środku albo na ostatniej stronie gazety.
    Kto wie czy to nie dzięki niemu właśnie Kat wystąpił „Spodku” przed Metallica pod koniec lat 80 XX wieku. U schyłku PRL-u w jakimś stopniu Dziubiński maczał palce, by wybić z podziemia Vader.
    Jednakże Dziuba był łasy na kasę, wszyscy wiemy zresztą notabene, że to on wydawał ponoć nielegalnie płyty Death i Venom, o które upomnieli się liderzy i menedżerowie tych zespołów w Polsce.

    No ale jakby nie było, gdyby nie on i Metal Mind Production, nie wiem czy miałbym szansę kupna w naszym kraju płyt czy kaset Morbid Angel, Entombed, Obituary, Death, Terrorizer. Wszyscy dobrze pamiętamy jakie było piractwo w Polsce, polegające na tym, że pseudo firmy fonograficzne kupowały z zachodu albo od „Dziuby” płyty cd, a następnie przegrywali je na kasety i drukowali okładki (mg records, takt, baron i wielu innych) i tak wyprodukowane sprzedawali w przeróżnych formach sklepów, stoisk i salonów fonograficznych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s