Koniec młodości

W 2010 roku skończyła się moja młodość. Nie chodzi bynajmniej o to, że dojrzałem pierwszy siwy włos na swojej skroni. Nie mam też kłopotów z pamięcią, erekcją, wzrokiem, słuchem i nie trzęsą mi się ręce. Nastoletnie dziewczęta nie ustępują mi jeszcze miejsca w tramwaju, na przejazd którym nie przysługuje mi jeszcze zniżka. Nie mam też kłopotów z pamięcią. Zęby mam krzywe, ale własne. Włosy proste, też własne. Zdrowie dopisuje.
W 2010 roku skończyła się moja młodość, bo to rok, w którym do historii przeszły MTV i walkman. Choć doskonale radziłem bez nich przez ostatnie lata, wciąż nie umiem sobie wyobrazić, jak tu bez nich żyć.

Spośród wszystkich sloganów reklamowych stacji ten jeden szczególnie wrył mi się w pamięć. I want my MTV. O mój Boże, jak ja chciałem mojej MTV… Zaczęło się jakoś w połowie lat 80. Byłem na kolonii, nad morzem. W Łazach, albo w Rowach, w jakimś takim miejscu, które żyje tylko dwa, góra trzy miesiące w roku. Niewiele pamiętam. Odrapane domki letniskowe przy jednostce wojskowej. Podłe obiady. Piaszczystą, leśną drogę na plażę. I drugą, wykładaną betonowymi płytami drogę, prowadzącą przez centrum miejscowości. Wśród drewnianych bud z ciupagami z termometrem, szklanymi rybami i harmonijkami z widokówek, z całym tym kolorowym, absurdalnie drogim gównem, stał sporych rozmiarów blaszak. Salon gier komputerowych. Pac-man, Space Invaders, Commando. Do tego kilka flipperów, kolorowych mastodontów, które kusiły nieco starszych kolegów. Niemal wszyscy moi kumple z kolonii zostawili w tym salonie fortunę. Ja nie. Nie byłem zainteresowany. Przy wejściu do tej jaskini zła był bowiem telewizor, podwieszony tuż pod sufitem, a w nim MTV non stop, od otwarcia do ostatniego klienta. Stałem więc w wejściu i zadzierałem głowę całymi godzinami, potrącany przez wchodzących i wychodzących. Po dwóch tygodniach znałem już ramówkę na pamięć, każdy klip, każdą reklamę – i wszystkimi byłem jednakowo zachwycony.

Trzy, może cztery lata później byłem już metalowcem, kochałem się w Vanessie Warwick i żyłem w przekonaniu, że w dziedzinie kultury człowiek nie jest w stanie wymyślić nic ponad „Headbangers Ball”. Niestety, rodzice nie dali się namówić na talerz telewizji satelitarnej, ale kolega miał antenę i jak się go ładnie poprosiło, to nagrał cały program na podrzuconą mu uprzednio kasetę VHS. Potem uczyłem się tych wszystkich klipów na pamięć (ze szczególnym wskazaniem na te prezentowane w bloku „Triple Thrash Treat” oczywiście!), wzdychałem do Vanessy i nie mogłem się doczekać kolejnego weekendu. Niestety, jakoś tak wyszło, że zainteresowaliśmy się z kolegą tą samą dziewczyną, więc nasza harmonijna współpraca dobiegła końca. Wtedy z odsieczą przyszedł mi lokalny oddział TVP, który kiedy kończył nadawanie tańców ludu Rzeszowszczyzny i reportaży o dziurach w drodze, na bezczela, absolutnie nielegalnie transmitował sygnał MTV (akurat te trzy godziny „Headbangers Ball” się łapały i bonusowa godzina innych nocnych klipów), a potem przełączał się na jakiś niemiecki kanał soft-porno. Żyć nie umierać.

Dobrych parę lat później, już w Krakowie, kiedy zakładaliśmy sobie z przyszłą małżonką kablówkę w naszym pierwszym wspólnym mieszkaniu, tokowałem, że „MTV musi być, bez MTV to nie ma sensu”. Dzisiaj nawet nie wiem, na którym jest kanale, ale mimo to, kiedy dowiedziałem się, wiosną br., że MTV oficjalnie rezygnuje z rozwinięcia skrótu jako „Music Television”, że wykopuje ten napisik z logotypu, żal stalową pięścią serce mi ścisnął. Niby wiedziałem o tym od dawna, ale teraz to już oficjalne. Ta (!) Muzyczna Telewizja przestała istnieć. Koniec epoki.

Jakby tego było mało, koncern Sony dobił mnie niedawnym newsem o pogrzebaniu walkmana. Ironia losu polega na tym, że kasety, które dwa lata temu rzeczywiście można było zobaczyć tylko w muzeum (albo u mnie na strychu, w liczbie ok. 2000), teraz przeżywają skromny renesans. Pewnie i Sony w końcu to dostrzeże i uruchomi produkcję superdrogiego, luksusowego magnetofoniku, o stylowym, staromodnym wyglądzie, ale to już nie będzie to. Tylko proszę, nie mówcie mi, że są iPody oraz grające muzę komórki, że to właściwie to samo, tylko lepiej. Nie, nie to samo. I chociaż na Kajtku nie dawało się niczego słuchać, bo silnik pracował z zaskakująco zmienną prędkością, chociaż Sony wciągnął mi niejedną ukochaną taśmę, a Panasonikiem nie zdążyłem się nacieszyć, bo żona przywiozła mi z USA discmana (no dobra, sobie przywiozła, ale skonfiskowałem) – zawsze będę miał do walkmana sentyment.
Bo po pierwsze, spacer z walkmanem wymagał dokonania wcześniej jakiegoś wyboru – myślałeś o muzyce, której chcesz posłuchać, ważyłeś za i przeciw. Dzisiaj w iPodzie mieści się wszystko, więc nawet nie pamiętam, co tam mam, bo wiem, że zawsze coś znajdę. Fajnie, ale to już nie ten klimat.
A po drugie, walkmany były tak skonstruowane, że za cholerę nie dało się słuchać na ulicy muzyki bez słuchawek…

Reklamy

21 thoughts on “Koniec młodości

  1. Chyba właśnie dzięki Headbangers Ball zobaczyłem teledysk „Blessed are the Sick”. Stare MORBID ANGEL to coś więcej niż muzyka…

  2. Nic nie pamiętam z tej koloni, po czym 10 stron opisu w najdrobnieszych szczegółach 😉

    Fakt, że MTV zrezygnowała z rozwinięcia Music Television dziwi mnie o tyle, że nie wiedziałem, że nie zrobili tego 10 lat temu – to wszystko.

    Najbardziej mnie jednak zainteresowało stwierdzenie, że kasety przechodzą renesans. Zastanawiam się skąd takie stwierdzenie.
    Ja ich ciągle używam – to przywilej człowieka, który jeździ 12 letnim samochodem.
    Chociaż mam i w łazience magnetofon, z którego moja 2 letnia córka słucha hiciorów z Tęczowego music boxu. Jednak co analog, to analog… 🙂

  3. u mnie też kaseciak chodzi dumnie. czasem w łąziebnym, czasem w kuchennym przy nasiadówie nocnej.

    ech walkmany! pierwszego mój stary przywiózł z niemiec. miał oczojebne kolory, jak wszystko co zachodnie na przełomie 80-tych i 90-tych. mój własny panasonic był beznadziejny i kancerował mi taśmy (co zabawne – tylko oryginalne).
    potem, żeby mieć czego słuchać zawsze chodziłem z plecakiem, jako podręczną biblioteką. kiedyś spadła na niego betonowa ławka gniotąc kasety i zapas piwa. znajomi krzyknęli: „kurwa! piwo!”, a ja oczywiście: „kurwa! kasety!”.

    i fakt. nic ostatnio tak nie denerwuje, jak bezsłuchawkowe słuchanie muzyki z komórki. aaaa!

  4. \m/Ciotka Vanessa i Triple Thrash Treat!\m/ czyli dlugie noce w oczekiwaniu na teledyski Morgoth, Carcass, Dismember, Entombed, Napalm Death i wielu innych Bogow. I ta duma przy premierze klipu Vader! Klotnie z Tata ktorego budzily co bardziej oczojebne teledyski (szczytem byl „Mind Reflections” Pestilence), mimo ze podpinalem sie do TV sluchawkami niespelna metrowej dlugosci, narazajac sie na utrate wzroku. I czasy kiedy w plecaku wiecej miejsca zajmowaly kasety niz ksiazki i zeszyty. Hepi Dejs!

  5. Ha piękne czasy, pierwszym nagranym i w całości obejrzanym Headbangers Ball był akurat ten w którym był wywiad z Vader na ich wspólnej trasie z Bolt Thrower i Grave , zaraz po debiucie!
    Peter gadający po angielsku, pentos na szyi = KVLT :))
    Później oczywiście teledyki MA – Blessed Are The Sick , ND- Suffer The Children czy Morgoth – Cursed, wszystkie co „ciekawsze” zgrywane później na jedną kasetę video, teraz podobnie jak autor nawet nie wiem czy mam „MTV” na kablówce ….

  6. A przed Headbanger’s Ball obowiazkowo wieczor rozpoczynal sie od „120 Minutes” (pamietam jeszcze Paula Kinga, potem paleczke przejal taki mlodzian…jak on sie nazywal), potem Beavis & Butthead i dopiero „Headbanger’s Ball”.
    Owszem, Morbid Angel, Napalm Death, Pestilence…itp., ale pamietam tez ze mnie wkurzalo, iz VW czesto lansowala jakis taki pop-hard-rock spod znaku David Lee Roth, Motley Crue…bueeee.
    Co mi jeszcze utkwilo w glowie? Czy czasem program nie mial jakiejs takiej plastelinowej animacji na czolowce? Bo logo HB pamietam jak do dzis.

    Piekna sprawa.

  7. Sluchanie muzyki na ulicy bez sluchawek? Ha ha ha, przedni dowcip!
    Technika analogowa (m.in. kasety magnetofonowe) odeszla do lamusa i bardzo dobrze bo to byl najpowazniejszy hamulec w upowszechnianiu muzyki. Oczywiscie natura czlowieka jest nostalgia za tym co bylo, ale jak ktos bardzo chce to moze sobie dowolnie przegrywac mp3 czy losslessy na kasety. W czasach dominacji kaset mozliwosci digitalizacji muzyki nie bylo.
    Powstanie MTV i podobnych to byla i jest katastrofa dla Muzyki przez duze M … jak to spiewali The Buggles – Video Killed the Radio Star. Nie mam nic przeciwko ciekawym klipom ale jednak rock to zawsze byly nuty, teksty i koncerty a nie ruchome obrazki.

  8. 🙂 ale zbieg okoliczności. Właśnie dzisiaj słuchałem South Of Heaven – Slayer’a i pojawiły się po wielu latach wspomnienia o Headbangers Ball i Vaness’ie oczywiscie. Wydawało mi się to spontaniczne wspomnienie. Patrze na blog’a a tu takie miłe zaskoczenie … Mistycznie

  9. Kurna jestem tak samo stary, bo czuje dokladnie to samo. Z tym ze jednak mtv umarlo dla mnie juz dawno, a teraz to jest spozniony o pare lat nekrolog. Ale HB, wczesniej Beavis&Butthead 😀 (i te 2000 kaset 😉 )

  10. Headbangers Ball też nagrywał mi kumpel z liceum, regularnie i długo, bo prawie dwa lata. W Vanessie jednak się nie podkochiwałem, ponieważ dziewczyny-metalówy nigdy mnie nie kręciły. W każdym razie do tej pory mam kilka kaset z Headbangers. Najlepszego walkmana, który służył mi prawie 10 lat, dostałem w paczce z RPA w 1984 roku. Srebrny Sanyo z eleganckim futerałem. Póżniejsze moje sprzęty były już badziewne. A w ogóle to nie miałem pojęcia, że kasety przeżywają renesans, ale to dobra nowina-może w takim razie uda mi się pozbyć setek tych taśm 🙂

  11. Heh, u mnie podobnie jak u kolegi elsuchego 🙂 Pełnoletni samochód, to i radio z cd do niego nie pasuje, więc jadę na starych wygrzebywanych z pudła kasetach 🙂

    Kiedyś magnetofon wciągnął mi kasetę „Master Of Puppets” – niestety taśma się urwała, a że plastik nie był skręcony śrubkami, tylko sklejony, musiałem wywalić w nim dwie wielkie dziury i jakoś tam pokleić „The Thing That Should Not Be” 🙂

    A walkmany – piękna rzecz.

    Do końca życia nie zapomnę jak z ziomkiem słuchaliśmy na matmie „Human” Death albo innego „Live In Japan” wiadomej kapeli. Włosy rozpuszczone, coby się nauczycielka nie połapała i jazda! 🙂 Aż auto-reverse się zacinał, hehe…

  12. Spoko, pożyj jeszcze 10 lat. Lechowi Janerce w tramwaju dziewczęta już miejsca ustępują – widziałem. Ale on nie korzysta. Zresztą podobno zrobił już prawko i kupił autko.

    MTV? Ja jestem z pokolenia „I want my Viva Zwei”.

    A m.in. przez walkmana przyzwyczaiłem się do grunge’owego image’u, czyt. flanelowych koszul. Walkman ładnie wchodził w kieszeń na sercu, kabel od słuchawek naokoło szyi, ładnie schowany pod kołnierzem… Tylko, kurde, ciążył – z jednej strony koszulę zawsze miałem niżej. Ale leży jeszcze na półce, na widoku. Srebrny Sony w czarnym futerale, z radiem.

    @ elsuchy & de la clue
    Magnetofon z łazience świadczy chyba o skłonnościach samobójczych. Zwłaszcza przy wannie 😉

  13. A kasety owszem przeżywają swój mały renesans. Zwłaszcza jeśli dany band chce być kultowy (czytaj nie ma za dużo pieniędzy) wydaje na kasecie dajmy na to limitowanej do 133 kopii. Wiem, bo takie kasety dostaje. Co do MTV, miałem to szczęście, że kiedy miałem lat 9 w Polsce „skończył się komunizm” i jakoś tak pewien rezolutny człowiek z mojego miasta zainstalował nam kablówkę, otwierając oczy na inne programy, niż te którymi częstowała nas publiczna. Także MTV.

  14. Odnośnie Headbangers Ball przypomina mi się ciekawy okres 1994-95 kiedy to byłem studentem I roku Politechniki Krakowskiej. Audycja nadawana była w późnych godzinach wieczornych w niedzielę. Jedyną okazją zobaczenia tego był weekendowy pobyt w domu rodziców, niestety w poniedziałek od 7 rano miałem wielogodzinne zajęcia z fizyki w instytucie na Ul. Podchorążych,więc żeby zdążyć na nocny pociąg o północy mogłem sobie pozwolić na co najwyżej 45 minut z Vanessą a potem bieg na stację. Kilka razy zdarzyło mi się nie zdążyć na pociąg a nawet odpuścić sobie nocną podróż całkowicie, jeśli program zapowiadał się wyjątkowo ciekawie, hehe. Nieomal nie zawaliłem przez to egzaminów bo dla pani profesor doktor docent habilitowanej egazminatorki nie miało znaczenia że Headbangers Ball wyznaczał rytm mojego ówczesnego życia

  15. Z tym ucinaniem rozwinięcia skrótu, to po prostu taka moda. Np. NPR już nie oznacza National Public Radio, tylko NPR.

    Zresztą, podobnie jak Lolo, mam wątpliwości co do faktycznych zasług MTV. Owszem, była Daria i 120 Minutes. Ale wprowadzenie kultu wideoklipu (przy jednoczesnym olaniu – aż do serii Unplugged – występów na żywo) to niekoniecznie była dobra rzecz.

    Co do Walkmana, to rozumiem ból. To był zacny wynalazek.

  16. Czasy „beavis and butthead” już dawno za nami… A Viva Zwei pamiętasz? 🙂 Te zarwane noce, bo kolejne dobre klipy leciały! Na taśmy się też nie ma z kim wymieniać. Toś zapodał temat na jesień hehe

  17. taaa… niedzielne wieczory w klubie studenckim 1991-92. czekalem z notatnikiem najpierw na 120 minut a potem na h.b. pamietam (a wtedy blizsze mi rzeczy gral paul king w 120m) ze najwieksze wrazenie robilo na mnie 10 czy 15 minutowe into the pit z jakimis zupelnie podziemnym historiami…

  18. Haha, cóż za ironia losu, zapomniał Pan, że dwa zdania wcześniej zostało napisane „Nie mam też kłopotów z pamięcią.”

  19. Witam, trafiłem przypadkiem, poczytałem i…nawet nie wiedziałem, że walkmany przstali produkować! Ale nie martwię sie, bo mam chyba 3 zapasowe. Dzisiaj w drodze do pracy też słuchałem walkmana, a tam Black Metal, bo Zima jest, nie? Najfajniej sie czuję, jak przekladam kasetę na ulicy, albo w pociągu i małolaty „dziwnie” się na mnie patrzą haha. Zgadzam się też co do wyboru – zawsze ok 20 minut stoję przed półką z kasetami i wybieram, wybieram, wybieram. Kasety górą i basta!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s