Metamuzyka 1 – Ile można śpiewać o miłości?

Nie wiem jak państwo, ale ja chętnie słucham piosenek o rzeczach, które mnie pasjonują. Szkopuł w tym, że nie fascynuje mnie nadmiernie psychologia, pojęcie młodzieńczego buntu jest mi równie obce, co menopauza, a polityki mam dość w telewizorze. Tematyka religijna przestała mnie zajmować, społeczna nigdy nie zaczęła. Nie ma się co oszukiwać, pasjonuje mnie przede wszystkim muzyka. I piosenek o muzyce, takich metapiosenek, słucham z dziką rozkoszą.

LCD Soundsystem „Loosing My Edge”

I was there in 1968.
I was there at the first Can show in Cologne. (…)
I’m losing my edge to the Internet seekers who can tell me every member of every good group from 1962 to 1978. (…)
I was there in 1974 at the first Suicide practices in a loft in New York City.
I was working on the organ sounds with much patience.
I was there when Captain Beefheart started up his first band.
I told him, „Don’t do it that way. You’ll never make a dime.”
I was there.
I was the first guy playing Daft Punk to the rock kids.
I played it at CBGB’s.
Everybody thought I was crazy. (…)
I used to work in the record store.
I had everything before anyone.
I was there in the Paradise Garage DJ booth with Larry Levan.
I was there in Jamaica during the great sound clashes.
I woke up naked on the beach in Ibiza in 1988. (…)
I heard you have a compilation of every good song ever done by anybody. Every great song by the Beach Boys. All the underground hits. All the Modern Lovers tracks. I heard you have a vinyl of every Niagra record on German import. I heard that you have a white label of every seminal Detroit techno hit – 1985, ’86, ’87. I heard that you have a CD compilation of every good ’60s cut and another box set from the ’70s.
I hear you’re buying a synthesizer and an arpeggiator and are throwing your computer out the window because you want to make something real. You want to make a Yaz record.
I hear that you and your band have sold your guitars and bought turntables.
I hear that you and your band have sold your turntables and bought guitars.
I hear everybody that you know is more relevant than everybody that I know.
But have you seen my records? This Heat, Pere Ubu, Outsiders, Nation of Ulysses, Mars, The Trojans, The Black Dice, Todd Terry, the Germs, Section 25, Althea and Donna, Sexual Harrassment, a-ha, Pere Ubu, Dorothy Ashby, PIL, the Fania All-Stars, the Bar-Kays, the Human League, the Normal, Lou Reed, Scott Walker, Monks, Niagra, Joy Division, Lower 48, the Association, Sun Ra, Scientists, Royal Trux, 10cc, Eric B. and Rakim, Index, Basic Channel, Soulsonic Force („just hit me”!), Juan Atkins, David Axelrod, Electric Prunes, Gil! Scott! Heron!, the Slits, Faust, Mantronix, Pharaoh Sanders and the Fire Engines, the Swans, the Soft Cell, the Sonics, the Sonics, the Sonics, the Sonics.

James Murphy jest mistrzem. Zacytowane powyżej, obszerne fragmenty “Loosing My Edge” są w królestwie tekstów piosenek tym samym, czym „Wierność w stereo” Nicka Hornby’ego w literaturze. Dla większości populacji banalne czytadło. Dla fanów muzyki – przedmiot kultu. I radosne odkrycie: Nie jestem wariatem! Albo przynajmniej: Nawet jeśli jestem wariatem, to jest nas więcej!!!

Oczywiście, nie ma takiej opcji, żeby Murphy widział pierwszy koncert Can, bo go jeszcze wtedy nie było na świecie. Z tego samego powodu Captain Beefheart nie mógł posłuchać cennych rad Murphy’ego, a jeśli lider LCD Soundsystem przesiadywał na próbach Suicide to tylko pod warunkiem, że udawało mu się zerwać na wagary z przedszkola. W to, że puszczał Daft Punk w CBGB’s jestem w stanie uwierzyć, kiedy pokaże mi blizny 🙂

Ale ta wyliczanka na końcu, jego kolekcja płyt – bardzo gruba sprawa. Pere Ubu, The Germs, PIL, Lou Reed, Scott Walker, Monks, Joy Division, Sun Ra, Gil Scott Heron (te wykrzykniki! no jasna sprawa, że są na miejscu), Faust, Swans, nawet Soft Cell – James, tu żeś mi bratem!
Niepokoi mnie tylko te kilka nazw, których nie znam, bo przecież „pracowałem w sklepie płytowym, miałem wszystko przed wszystkimi”. Autentycznie cierpię, kiedy dowiaduję się, że ktoś słucha muzyki, której nie znam. Muszę to czym prędzej nadrobić. Chociaż gdybym pokazał Murphy’emu swoją kolekcję płyt, też pewnie czymś bym go zaskoczył, a nie mam wątpliwości, że ci wszyscy, których ja znam są bardziej istotni od tych, których on zna.

PS. Cyferka w tytule to nie przypadek. Niniejszym inauguruję cykl Metamuzyka, który oczywiście będzie o muzyce o muzyce. Czyli o tym, co w życiu najważniejsze.

PS. 2 Yes, I’m back. Za mną kilka miesięcy bardzo ciężkiej pracy i kilka dni bardzo przyjemnych wakacji. Czas zaniedbanego „Mocnego w gębie” nieco ożywić.

Reklamy

8 thoughts on “Metamuzyka 1 – Ile można śpiewać o miłości?

  1. No wreszcie coś się pojawiło u Szanownego 🙂 Muszę (niechętnie) przyznać, że również denerwuję się (na siebie oczywiście), gdy ktoś mi wymienia zespół/artystę którego nie znam 😉

  2. @ Mariusz – zupełnie jak w tym dowcipie o informatykach. Ja mówię „porozmawiajmy o dupach”, a Ty: „Moja karta graficzna jest do dupy” 🙂

    @ matziek – ja też mam Papa Dance na winylu, w dodatku nie kupiłem go na allegro. Fail.

  3. Niezły artykuł (tzn. oczywiście tekst). Przypomina mi się „Smoke On The Water”. Ale dla mnie najlepsza muzyka o muzyce to „Happy With What You Have To Be Happy With” King Crimson – zero historii, sam proces twórczy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s