Kim Wilde i dirty dancing po polsku

Obejrzałem ten filmik chyba z 50 razy i przerobiłem już wszystkie możliwe reakcje – od bezbrzeżnego zdumienia, przez łzy radości, aż po przerażenie i zażenowanie. Jeśli więc ktoś z was jeszcze nie widział życiowego wykonu Kim Wilde, który miał miejsce w 1988 roku w Sopocie, w trakcie transmitowanego na żywo (!!!) występu, na rzekomo międzynarodowym festiwalu, niech zapnie mocno pasy! O szczególną uwagę proszę na następujących zakrętach:

0.12 – Dyskretna figura taneczna Różowego Wąsacza nad niczego jeszcze nie podejrzewającą ofiarą. Coś jak krążenie sępa nad zagubionym na pustyni wędrowcem.

0.37 – Kim może się jeszcze uratować, po prostu podpisując te cholerne płyty. Ale nie, zespół już zaczął grać i lekko zniecierpliwiona wokalistka próbuje zniechęcić Różowego Wąsacza i Chudego Z Lampasami. Pewnie im mówi, że podpisze po koncercie, po przyjacielsku zachęca do wypieprzania ze sceny. Problem polega na tym, że panowie po pierwsze nie kumają, o co chodzi, a poza tym nigdy wcześniej nie byli w takim jasnym, ładnym i pachnącym miejscu.

0.46 – Chudy Z Lampasami fachowym okiem ocenia pośladki gwiazdy: „Niezła dupa. Zostaję” – zapada decyzja.

0.48 – Różowy Wąsacz nic nie myśli, już jest w tanecznym amoku.

0.49 – Kim zaczyna śpiewać. W jej głosie czai się histeria. W jej głowie myśl: „Chciałabym być teraz w Tajlandii”.

1.42 – Przewagi Różowego Wąsacza zachęcają innych. Na scenę wdziera się pan w swetrze udającym dywan, który postanawia ucałować śpiewaczkę akurat, kiedy ta otwiera usta do drugiej zwrotki. Dlaczego nikt z organizatorów nie interweniuje?

1.49 – Może dlatego, że pan w swetrze jest organizatorem? Albo ochroniarzem, pracownikiem obsługi technicznej, telewizji… Tak czy owak, na szyi dynda mu identyfikator. Widać, że pan jest u siebie i się kurwa nie musi jakiejś pindy z Anglii pytać, kiedy może se wejść na scenę i se pocałować.

1.50 – Różowy Wąsacz, wyraźnie zazdrosny, próbuje otoczyć Wilde.

2.25 – Kim uświadamia sobie, że minęły dwie minuty piosenki, a jej jeszcze nikt nie zgwałcił, nie pożarł, nie skoczył na plecy, ani nawet nie zaproponował małżeństwa. Ogarnia ją trudna do opanowania fala wzruszenia i wdzięczności, więc obejmuje Różowego i daje się mu pocałować.

2.27 – Wkurwiony Lampas przechodzi do kontrataku. „Ej, ty, mała. Masz długopis?” – pyta. Wilde, jak ostatnia idiotka, wyszła w Polsce na scenę bez długopisu. Sytuacja jest patowa. „Przyjdź do kanciapy, po koncercie, zrobię dla ciebie wszystko” – proponuje Lampasowi wokalistka. A przynajmniej po Lampasa minie można wywnioskować, że właśnie to usłyszał.

3.37 – Basista Kim myśli o Anglii, o domu, o matce, o fish & chips i herbacie z mlekiem. Myśli, że jeśli kiedykolwiek uda mu się wydostać z tego dzikiego kraju, sprzeda instrument i zajmie się działalnością charytatywną.

4.03 – Rozpętuje się piekło.

4.09 – W centrum zamieszania wyrasta spod ziemi bodyguard w swetrze wpuszczonym w dżinsy i groźnym czarnym berecie. Gasi piekło w okamgnieniu. Kim Wilde obiecuje odwdzięczyć się tubylcom za to, że jej jeszcze nie zabili. Miła dziewczyna.

4.28 – „Mam źle dobrane okulary, z daleka myślałem, że jesteś moją panią od wuefu. No, ale skoro już tu tak razem stoimy, to może brudzia? Romek jestem…”

Najbardziej wstrząsające jest dla mnie nie to, że w ogóle mogło do czegoś takiego dojść, ale fakt, że wszyscy oglądaliśmy to w telewizorach i nie widzieliśmy w tym, co się dzieje, niczego dziwnego… Niech mi więc nikt nie mówi, że od czasów PRL-u nic tu się nie zmieniło, bo powyżej najlepiej widać jak długą drogę przeszliśmy. Choć czasów, kiedy można było sobie tak po prostu wejść na scenę i wyściskać Kim Wilde, mimo wszystko trochę szkoda 😉

Advertisements

13 thoughts on “Kim Wilde i dirty dancing po polsku

  1. A mogła przecież krzyknąć do tłumu: wiecie co z nimi zrobić…
    Nawiasem mówiąc jestem prawie pewnien, że w Sopocie występowała również Sabrina ;oP

  2. widziałam ten filmik kilka dni temu i popłakałam się ze śmiechu, a swoją drogą pan w różowym sprawdziłby się spokojnie w jakimś dzisiejszym tanecznym show

  3. po pierwsze: Różowy chyba nic nie zniszczył oprócz poczucia bezpieczeństwa artystki. Myślę że to nie taki wcale leśny głupek, sądzę, że mógł to być jakiś wodzirej z osiedlowej świetlicy dla samotnych serc (zatem średnia +65) lub leśniczy ćwiczący kroki taneczne wśród szkółki jodełek gdzieś na suwalszczyźnie. Shit, nie pamiętam tego występu, ani tego że już wówczas kolor różowy był obowiązujący dla męskiej (?) częsci fanów.

    po drugie: podstrzyżony lampas mogł być ambasadorem artystki na Europę wschodnią, a przynajmniej województwo ciechanowskie. Dumne prezentowanie albumu Kim niepotrzebnie okrasił swoimi pląsami, czym mógł zniechęcić potencjalnych nabywców. Cóż marketing w Polsce w drugiej połowie lat 80 był równie niezrozumiałym terminem jak choćby internet lub wifi.

    po trzecie: nikt nie interweniował na potencjalnie niebezpieczną sytuację dla piośniarki, aż do 4 minuty utworu, no szok. Choć być może ochrona była wówczas nachylona nad sprawą nie cierpiącą zwłoki, a która uprzednio znajdowała się w trzewiach rzeczonych popchnięta odpowiednią ilością alkoholu etylowego, może nawet raktyfikowanego. A że zorientowawszy się w końcu, wytarłszy pozostałości w turecki wzór mógł tym skuteczniej (samym zapachem) rozpędzić to zbiegowisko.

    Summa summarum:
    Białe skarpety i takowe adidaski (ew.mokasynki) wciągnięte w portki t-shirty, koszule o trzy rozmiary za duże czy nawet pół swetra o wadze 2,5kg, głupawe fryury i jeszcze głupsze ruchy obsceniczne to pamiętam, może dlatego i ze względu na krytyczny poziom muzyczno-liryczny na takie wspominki nie potrafię inaczej reagować niż uczuciem nadchodzących torsji.

  4. Już wiem kto wygra taniec z gwiazdami i you can dance 😀 – Wąsacz na prezydenta bo „miszcz”! Ach te kocie ruchy …

    • Hej!
      Kim właśnie wydała nową płytę „Come out and play ” …od czasów „Close” …jest to zdecydowanie najciekawsza,najlepsza jej płyta …w necie można odsłuchać – bo w Empikach przeczytałam ,że będzie dopiero 06.09.2010 …;)))

  5. Jak czytam te wasze pożal się Boże komenty – brak słów. Tym własnie różniły się tamte czasy od dzisiejszych. Czasy cięzkie były ale chyba mimo wszystko bardziej kolorowe (w naszych sercach), mniej chamówy, ludzie bardziej do siebie zbliżeni i po prostu bardziej otwarci. Co mamy dzisiaj – internet z którego zrobiono szambo, chamskie dzieciaki imłodzież, brak autorytetów – żenada. NIE ci panowie NIE byli żenujacy – oni byli otwarci i szczerzy. Nawet brak ochrony przed sceną wszyscy zauważają – to daje do myślenia. Więc zamiast się wstydzić – pomyslcie jak wtedy było fajnie. mam 41 lat i pamiętam dobrze jak to było. Muzyka przerastała ten dzisiejszy chłam a ludzie bawili się naprawdę, nikogo nie bito ani nie zabijano na koncertach, łapaliśmy oddech po komunie pełną piersią i poznawaliśmy świat. Miałem 17 lat, byłem w technikum i wszyscy podkochiwalismy się w Kim.

    • Świetne słowa i podsumowanie całości. Jedyną żenującą rzeczą jaką tu zauważyłem, jest ten pożal się boże wpis autora oraz przyklaskujące mu w swym wydźwięku komentarze. Jestem z rocznika 84 więc siłą rzeczy nie pamiętam tego koncertu, ale nie widzę nic złego w zachowaniu tych panów. Dzisiaj nikt nie umie postępować spontanicznie bojąc się tego co ktoś powie, albo co gorsza co opublikuje na nasz temat na Facebooku. Smutne to są czasy i smutni ludzie, szkoda że czasy kiedy można było być spontanicznym i po prostu cieszyć się życiem odeszły do lamusa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s