Rewolucja bez rewelacji

Dwa dni spędziłem we Wrocławiu, korzystając z gościnności organizatorów 31. Przeglądu Piosenki Aktorskiej. Żałuję, że nie mogłem być dłużej, bo program imprezy był różnorodny i smakowity, ale i te cztery koncerty, które zobaczyłem, warte były podróży do stolicy Dolnego Śląska.

O konkursie, w którym swoje nowe oblicze pokazała Maja z Kapeli Ze Wsi Warszawa, a Słowenka o pięknym imieniu Zvezdana pokazała nowe oblicze piosenki aktorskiej (co nie wszystkim się podobało, ale ja akurat w stu procentach zgadzam się z werdyktem jury) – przeczytacie tutaj.

O koncercie, na którym legendarny John Cale trochę niezdarnie pokłonił się pięknej i tragicznej Nico napisałem tutaj.

A na blogu pozwolę sobie skreślić kilka słów o Koncercie Galowym, zatytułowanym „…rewolucyjna!”, który w zamyśle wszechstronnej (scenariusz, reżyseria, scenografia i kostiumy!) autorki, Agaty Dudy-Gracz, miał znaleźć wspólny mianownik pomiędzy Rokiem Chopinowskim, a 30. rocznicą podpisania Porozumień Sierpniowych. Zgaduję, że tym wspólnym mianownikiem były dotacje z ministerstwa, bo innych nie zauważyłem… Kilka znakomitych pomysłów (gigantyczna, czerwona Madonna z Dzieciątkiem śpiewająca „Międzynarodówkę”, zaniedbana kobieta w wózku inwalidzkim wykonująca „Sexual Revolution” z repertuaru Macy Gray czy chłopczyk w ubranku od pierwszej komunii, przejmującym głosem śpiewający „Mury”) zatonęło w inscenizacyjnym bałaganie. Choć rozumiem, że rewolucja może się kojarzyć z tłumem pijanych łachmaniarzy, biegających po scenie jak kurczaki z obciętymi łbami…

Nie wiem, dlaczego do worka z rewolucjami wrzucono powstanie warszawskie (poza tym, że autorom podobała się piosenka Lao Che) czy wojny krzyżowe i rozprawę z polskim katolicyzmem (dwie, konkurujące ze sobą procesje, śpiewające „Do Maryi z nami udaj się” na melodię „Dragostea Din Tei” O-Zone). Może i była w tym jakaś światła myśl, ale skryła się pod panującym na scenie chaosem. Tym bardziej, że poszczególnych obrazków nic ze sobą nie łączyło – poza etiudą „Rewolucyjną” wygrywaną na fortepianie. Ech, coś mi się wydaje, że zanim skończy się ten rok, kilka kompozycji Chopina trafi na moją listę z nagłówkiem Znienawidzone. Nie słuchać do końca świata.

Odniosłem również wrażenie, że Duda-Gracz nie potrafiła zdecydować, czy chce pokazać poważną, choć śpiewaną, opowieść o człowieku lub narodzie, który stanął oko w oko z historią, czy farsę z zadzieranymi do góry kieckami. A może niewybredną komedię… Ewa Kasprzyk wykonująca chińską pieśń z towarzyszeniem fikającej koziołki baletnicy, albo półnagi polo-kowboj kaleczący Marley’a – okropne. Mój niesmak wzbudził również pomysł na „Hasta Siempre” (piękną pieśń swoją drogą), w której południowoamerykański kult macho został wyszydzony homoseksualną puentą. Ciekawe czemu dosłownie pięć minut wcześniej za tyłki nie łapali się powstańcy z batalionu Zośka? Własne boje wydają nam się dramatyczne i ważne, a cudze błahe i śmieszne?

Najbardziej na „…rewolucyjnej!” poruszył mnie fakt, że facet, który siedział obok mnie, podczas karabinowej salwy dostał łuską w policzek (a siedzieliśmy w szóstym rzędzie). Skończyło się na szczęście na drobnym skaleczeniu, ale mogło być gorzej. Rewolucja przecież wymaga ofiar…

Reklamy

2 thoughts on “Rewolucja bez rewelacji

  1. Wiem, że się czepiam, ale prawdziwe nazwisko piosenkarki to Macy Gray nie „Grey” 😉 [oczywiście, już poprawiłem, dzięki – JS]

  2. „Skończyło się na szczęście na drobnym skaleczeniu, ale mogło być gorzej. Rewolucja przecież wymaga ofiar…”

    😉 Dobre. Lepiej niż na koncercie Gorgoroth. Przynajmniej krew prawdziwa….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s