Patronat jest dobry na wszystko

Patronat medialny to instytucja znana nie tylko w Polsce. Na świecie jednak zdrowy rozsądek ogranicza zarówno media, które takową opieką otaczają wybrane projekty, jak i tych, którzy pod ów parasol wchodzą – mamy więc do czynienia z jednym, maksymalnie kilkoma patronami danego przedsięwzięcia, a ich obecność zaznaczana jest odpowiednio wyraźnie, ale bez przegięć. W każdym razie, nie przysłania rzeczy samej.
U nas patronujący i ci, co o patronaty zabiegają, nie znają umiaru. Stąd w polskich filmach idiotycznie głośne dżingle radiostacji, których słuchają bohaterowie. Stąd logotyp jednego lub drugiego radia zajmujący ćwierć okładki płyty (oczywiście frontu i to wydrukowany w poligrafii, żadna tam naklejka!) czy niepojęte dla mnie dążenie niektórych organizatorów imprez czy wydawców do wydębienia patronatów od wszystkiego, co się rusza. Widziałem już plakaty i okładki płyt usrane dwudziestoma czy trzydziestoma logotypami, z których oczywiście żaden nie zwracał uwagi i żaden właściwie nie był do ocyfrowania.

Od jakiegoś czasu z fascynacją śledzę nowy trend. Otóż patronaty medialne nad wytworami kultury popularnej zostały odkryte przez media egzotyczne, a nawet w ogóle przestają być domeną mediów. No, bo z mediami sprawa coraz trudniejsza – telewizji to nie interesuje, radio jest wybredne i jeszcze każe sobie dopłacać, nakłady gazet lecą na pysk, a w Internecie prezes już trzecią godzinę klika i jeszcze na banner nie trafił… Znajdźmy sobie więc innego patrona, takiego który się przyłoży, który będzie zaszczycony tym, że może nasze dzieło wesprzeć. Jak? Coś wymyślimy.

I wymyślają. Telepizza patronowała ostatnio horrorowi „Wrota do piekieł”, co ograła odpowiednimi ulotkami. A mogła przecież pójść za ciosem i na przykład poszerzyć ofertę o nowy, superostry sos lub pizze: piekielną i cygańską. Uważam też, że dział marketingu Telepizzy dał ciała nie obejmując patronatem filmu „Udław się”. Ale to jeszcze nic! Absolutnym hitem jest album „Krystyna Tkacz śpiewa Kurta Tucholsky’ego” (nie polecam), któremu patronują m.in. portal senior.pl oraz czasopisma „Manager Apteki” i „Świat lekarza”. Halo, czy na pewno wszyscy zdrowi?!

Przed przesłuchaniem płyty uważnie przeczytaj wkładkę lub skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Reklamy

15 thoughts on “Patronat jest dobry na wszystko

  1. EB to była taka marka którą spece od ich marketingu próbowali wykreować na synonim czegoś rock’n’rollowego, luźnego, mocnego itp. celowali w „młodych niegrzecznych” co im się do pewnego stopnia udawało, trudno powiedzieć czy dzięki płytom z ich logo, chyba raczej z powodu wszęobylskiej reklamy i… całkiem dobrego piwa. W rzeczywistości było troche inaczej, pamiętam, że kiedy okładka czyjejś płyty wydała się zbyt „niegrzeczna” i groziła zamieszaniem to EB wycofywało się rakiem by przypadkiem nie skojarzno ich z czymś kontrowersyjnym. Tacy to z nich byli rebelianci…

    Okładki z kilogramem logówek nazywam „choinką”, śmieszą mnie odrobinę bo z jednej strony mówi się, żeby kupić prawdziwy produkt, że płyta to również okładka, grafika, że to się dopełnia, sztuka i w ogóle… A z drugiej strony zamiast owej sztuki dostaję… no taką choinkę właśnie. A poszczególne logówki oznaczają przeważnie tyle, że jakiś portal czy pismo wspomniało o kapeli, zamieściło newsa lub recenzję.

    Pamiętam, że Freddy z Elm Street miał facjatę o fakturze pizzy więc horror i wyżerka maja się ku sobie nie od dziś. No cóż, nie każdy może zbajerować Orlen czy Polsat.
    Najlepszym patronem jaki przychodzi mi w tym momencie do głowy był… episkopat 🙂 Patronował płycie z papieską poezja nagraną przez Stanisława Sojkę, tak ją fajnie dofinansował, że kosztowała naprawdę niewiele.

  2. Jeżeli logo patrona jest drukowane na poligrafii, to jest to związane ze sporą sumą, jaką przekazano wydawcy. „Choinki” do najestetyczniejszych nie należą, ale do póki są to naklejki, na które osobiście nigdy nie zwracam uwagi, to jestem w stanie je przeboleć i zapomnieć o nich w momencie zerwania folii.

  3. Pamiętam jak ładnych kilka lat temu trasę pewnego zespołu młodzieżowego(bodajże Devilyn ale ręki nie dam sobie uciąć)sponsorował producent ketchupów, musztard i majonezów wszelakich czyli firma Roleski, czy jakoś tak..:-)

  4. A pamiętacie film „Operacja Samum”. To właściwie był jeden wielki obraz reklamowy, product placement był nie do wytrzymania. W każdej klatce filmu coś się działo – a to RMF a to Warka. Cudownie też się ogląda seriale gdzie piją tylko Nescafe i obleczeni są w meble z Ikei. A w „L kak Ljubow” zasłaniają logo samochodów, żeby nikt nie wiedział że zasłonięte 4 kółka na masce oznaczają Audi 😉

  5. Ilość patronatów w polskiej muzyce sugeruje duże pieniądze patronujących, wychodzi więc na to, że płyty powinny być nader tanie, w końcu tłoczenie spokojnie sfinansowały patronaty. Dupa.
    Na oczy przejrzałem dostawszy niedawno, nie wiem czemu, demo od jakichś ubogich duchem i dźwiękiem metalowców, których połowę tylnej okładki pokrywały loga. Było ich ze 40, były małe i ciasno upchnięte. Pomyślałem – jakby każdy z logów dał stówę, to kolesie nie musieliby przysyłać mi tego smutnego CDra opakowanego w ręcznie sklejaną xero-kopertkę. No ale najwyraźniej patroni nie dali nic, bo to naprawdę źle wyglądało to kopertko to.
    Brzmiało jeszcze gorzej.

    O, i oto niechcący wróciłem do macierzy i napisałem recenzję. Dla ścisłości dodam więc, że zespół nazywał jakoś tak, że zapomniałem, ale w nazwie było, że ten koleś jest lordem i że jest smutny.

  6. Hehe – jako osoba niegdyś trochę mająca wspólnego z umawianiem się na patronat po stronie patrona, wspomnę o b. „fajnym” zwyczaju wymuszania patronatu. Np. organizator zamieszcza logo serwisu internetowego na plakacie, wysyła informację o patronacie i… żądanie zamieszczenia o wydarzeniu obszernego newsa :). Z płytami też się zdarzało (stąd może opisywany przypadek dema tych metalowców z 40 logotypami:). Ale też to wynika z polityki niektórych (szczególnie mniejszych) serwisów, które w patronacie widziały po prostu możliwość reklamy. I określały, że aby być objętym patronatem, trzeba zamieścić logo ich serwisu i poinformować ich o tym. Bez żadnej selekcji, bez wcześniejszego umawiania się. Brrr 😦

  7. Część z Państwa raczy mylić patronat ze sponsoringiem (zwanym również nieco na wyrost mecenatem). W przypadku tego drugiego w grę wchodzą pieniądze. I jeśli producent keczupu / mebli / preparatu na porost włosów zechce sypnąć groszem na koncert / płytę / film to jego produktowi nie ma co w zęby zaglądać, tylko przyjąć wsparcie i być wdzięcznym.
    Ale patronaty to zwykle barter. Patron medialny nie daje kasy lecz usługi promocyjne. Stąd moje zdziwienie w powyższym wpisie, bo producenta gorących placków z żółtym serem nie podejrzewałbym nigdy o aspiracje (i możliwości) do promowania dóbr kultury, a „Managera Apteki” o możliwość (i chęć) redakcyjnej opieki nad płytą z piosenkami, które bynajmniej nie traktują o meandrach farmacji.

  8. A jak taki patronat ma się do obiektywizmu relacji/recenzji? Oczywiście jak patronem (sponsorem) jest producent papieru toaletowego albo dżemu malinowego to nie ma problemu, ale jak jest nim gazeta, radio albo TV, to czy potem dostajemy niezależną opinię o produkcie końcowym, czy też recenzję dziennikarską najpierw weryfikuje dział marketingu? Pytam z ciekawości.

  9. właśnie – patronat to dzisiaj zwykła postac barteru mediowego. także słowo „patronat” które powinno się kojarzyć z opieką i wspieraniem artysty jest dzisiaj jedynie formą wymiany powierzchni reklamowej.
    tylko że moim zdaniem media które to oferują doprowadziły sytuację do absurdu -bo w większości przypadków, w zamian za ogromne kwoty, które dostają wytwórnie muzyczne czy dystrybutorzy filmowi na kampanie w radio/tv/prasie w ramach patronatu, media dostają niewielkie logo wśród 15 innych na które pies z kulawą nogą nie zwróci uwagi (nawet według badań). takie coś jak „patronat” przestaje praktycznie w ogóle istnieć, zastępione przez zwykły barter. oczywiście są jeszcze przypadki kiedy jest inaczej, ale coraz mniej spotykane.

  10. bad religion – różne rzeczy ludzie na mieście mówią, ale ja mam to szczęście, że pracowałem (-uję) w mediach, za które nie muszę się wstydzić. Zarówno w Onecie, jak i teraz w Interii dział recenzji mamy od działu promocji oddzielony wysokim murem. Tak wysokim, że po prostu nie informuję autorów, u których zamawiam teksty, nad czym mamy patronat. Co skutkuje czasem kulturalnymi, ale jednak poważnymi rozmowami trójstronnymi pomiędzy redakcją, promocją, a wydawcą 😉 Wierzę jednak, że takie podejście na dłuższą metę opłaca się wszystkim, firmom fonograficznym też…
    Szczyt konformizmu, na jaki jestem w stanie pójść to po prostu przemilczenie danego wydawnictwa, kiedy z jakichś powodów znajduje się na nim logotyp firmy, którą reprezentuję, a wiem, że niczego dobrego nie jestem w stanie napisać. Ale i to jest rozwiązaniem, które nie do końca satysfakcjonuje wydawców, bo dla wielu z nich tekst redakcyjny ma znacznie większą wartość niż powierzchnia reklamowa. I słusznie, i słusznie…
    Nie zdradzę wielkiej tajemnicy, jeśli wyjawię, że w „Przekroju” mamy praktykę, która umożliwia unikanie kłopotliwych sytuacji – patronaty dogaduje dział promocji, ale opiniuje je redakcja, dzięki czemu logotypem wspieramy rzeczy, które potem z czystym sumieniem możemy polecić. Choć i tu zdarzają się zgrzyty, bo wydawcy czasem uważają, że moglibyśmy polecać z większym entuzjazmem. Przykładu nie podam 😉

  11. Dzięki za odpowiedź. Pewnie to nie tylko problem kultury, ale i innych działów, wszędzie tam, gdzie dochodzi do styku niezależnej opinii i interesów ekonomicznych wydawcy.
    Znam pewną, niszową gazetę, gdzie o jednej firmie nie pisało się źle, bo co tydzień umieszczała reklamę na całą stronę i prenumerowała ileś tam egzemplarzy pisemka. Albo chlebek z masełkiem, albo igrzyska.
    I nawet jeśli nie wszyscy tak robią to jednak wiarygodność wszystkich zostaje w jakiś sposób podkopana.

  12. Mój ulubiony patronat, który odkryłam przed chwilą, to walentynkowy maraton filmów romantycznych w Multikinie sponsorowany przez papier toaletowy Velvet 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s