Podwójne życie scenarzysty

Scenarzysta Krzysztof Piesiewicz wyruszył w podróż białą ścieżką, w towarzystwie dwóch pań o wątpliwej reputacji. No i co się stało? Nie ma niczego chwalebnego w takim zabijaniu wolnego czasu, ale scenarzysta Piesiewicz jest tylko człowiekiem, ma prawo do mniejszych i większych upadków. Jest samotnym i wrażliwym starszym panem. Jest artystą, a takich dusza bardziej boli. Jeśli kogokolwiek krzywdził to tylko siebie, więc byłoby hipokryzją się oburzać, byłoby bezdusznością nie wybaczyć. Byłoby głupotą przymykać oczy na podobne zabawy w wykonaniu gwiazd rocka czy nawet – o tempora, o mores! – sportu i zarazem potępiać scenarzystę. Zresztą, kto wie, może takie skrajne doświadczenia pomagają mu w pracy? Może dzięki nim pisze dla nas te wszystkie mądre rzeczy? Nie, nie ironizuję. Tak naprawdę być może.

Co innego senator Piesiewicz. Albo prawnik Piesiewicz. Rzadko z uwagą słucham doniesień z parlamentarnych posiedzeń, ale nie zapamiętałem go jako bojownika o zliberalizowanie patologicznie restrykcyjnej ustawy antynarkotykowej. No to może pan senator walczył z hipokryzją i próbował zainicjować dyskusję o legalizacji prostytucji? Też jakoś nie pamiętam. A przecież to miałoby same plusy – umożliwiłoby kontrolę medyczną, ograniczyłoby możliwości handlu żywym towarem, pozbawiło dochodu tysiące bandziorów, którzy obecnie są właścicielami tych kobiet, a przy tym przyniosło nie lada wpływy do budżetu z podatków od ciupciania. No i nie dałoby się tak łatwo szantażować klientów, bo po pierwsze, trudno kogoś prześladować za korzystanie z legalnych usług, a po drugie niedyskretnym agencjom towarzyskim można by zabierać licencje.

Ale jeśli senator i prawnik uważał, że gówniarzy za dżointy trzeba pakować do więzień, a dziwki niech się boksują z alfonsami gdzieś w ciemnoszarej strefie, to trudno, to teraz scenarzysta będzie za to płacił. Nie pół miliona. Więcej.

Advertisements

11 thoughts on “Podwójne życie scenarzysty

  1. A już się bałam, że nie daj Boże przeczytam coś o jakiejś walce stulecia 😉

    To, co piszesz o legalizacji prostytucji, to są bardzo rozsądne argumenty. Problem polega na tym, że… musielibyśmy mieć za sterami rozsądnych ludzi.
    Nie wiem za bardzo nic o poglądach Piesiewicza, bo też niewiele wiadomo o nim jako o polityku. Coś…, gdzieś… przewinęło się jego nazwisko i tyle. Chociaż, patrząc na pisane przez niego scenariusze, wątpię, by był jakimś zagorzałym konserwatystą i bojownikiem. Raczej wygląda mi na obserwatora. Może zresztą optował za liberalizacją i legalizacją, może został zakrzyczany, a może te sprawy w ogóle nie były nigdzie poruszane? Zresztą Senat zdaje się nie ma jakiejś szczególnej władzy i możliwości realnych działań w naszym kraju, inaczej niż np. w USA. Ale mogę się przecież mylić.
    Uważam też, że – niestety – sprawa wywoła co najwyżej burzę w szklance wody, dotyczącą głównie prywatności polityków i co im wolno, mało kto zaś zwróci uwagę na poruszone przez Ciebie inne aspekty sprawy. Tak to niestety już u nas jest.

  2. Uśmiechnąłem się tylko słysząc o tej kiecce i wciąganiu kreski a koleżanka poszła jeszcze dalej i zamiast się zbulwersować zapytała czy sukienka była aby w dobrym guście, naprawde (i cieszy mnie to tak w duchu) okazało się, że jesli gość zabawia się na własny rachunek to nie rusza mnie to specjalnie. Owszem, też sądzę, że nie on jeden w artystycznych kręgach odstawia podobne balety. Nie do końca jednak Artysta Piesiewicz pozostaje u mnie z czystą kartoteką, bo tak się składa, że Artysta Piesiewicz bywał moralizatorem…
    Senator Piesiewicz i Prawnik Piesiewicz ponoszą w tym momencie totalna klęskę i chyba nie ma sensu nic dodawać do tego co Napisałeś, troche to boli, bo akurat uważałem go za sensownego gościa, takiego którego opinię warto poznać nawet jeśli nie zawsze się z nią zgodzić. Niestety, właśnie jako Człowiek Na Poziomie Piesiewicz przegiął najbardziej o ile prawdą jest, że zamiast ratować resztki honoru postanowił ratować dupę wciskając kit, że to białe co wciągał to jakieś środki uspokajające czy coś w tym stylu. Sorry Panie Krzysztofie, takie bajki to sobie Pan możesz schować w stringi.

  3. Myślę, że dzieje się to także w innych kręgach, tylko to nie jest takie medialne. Myślę, że równie ciekawie (i nieraz ciekawiej a i groźniej) bawią się wykładowcy, prezesi firm, księża czy psychologowie. Ale casus artysty jest najbardziej medialny. A już jak się trafi artysta i polityk w jednym to wtedy dopiero jest wyżerka.
    Piesiewicza cenię od dawna, to był facet który walczył o przyzwoitość i faktycznie zajmował się etyką ale nigdy w prosty sposób nie moralizował. Miałem wrażenie, że u niego przyzwoitość i „dobro” niekoniecznie idą po literkach prawa czy nawet dekalogu. To z „Dekalogu” nauczyłem się, że czasem chłopak może podglądać kobietę z autentycznej miłośći. Że owa kobieta może się puszczać bo po prostu nikt nie sprawił, żeby uwierzyła w coś więcej. Że czasem ktoś może życzyć komuś śmierci bo nie umie się wyplątać z własnej sytuacji. Kieślowski i Piesiewicz przyglądali się temu, pokazywali z różnych punktów widzenia i nigdy w łatwy sposób nie osądzali. To z ich filmów nauczyłem się unikać prostego potępiania niezależnie od sytuacji (poza skrajnymi przypadkami). Sędzia w „Czerwonym” mówi, że gdyby on był na miejscu tych, których osądzał też by kradł i zabijał więc porzucił zawód. Pamiętam jak Piesiewicz bronił jednego z zabójców Popiełuszki (do którego skazania wcześniej doprowadził), który odsiedział swoje a teraz żyje uczciwie i, zdaniem Piesiewicza, należy mu się już tylko święty spokój. Pamiętam jak mówił, że brzydzi się każdym rodzajem cenzury. w tym obyczajowej. A dragami i prostytucją nie zajmował się zdaje się, w ogóle. Może to źle, ale trochę go rozumiem. To, że wciągasz kokę nie znaczy, że chciałbyś, żeby twoje dzieci to robiły. Ciężka sprawa, sam nie wiem co bym zrobił na jego miejscu jako senator. Ale to, że coś wciąga i lata w fartuszkach (nawet gdyby robił to świadomie) nie rusza mnie w ogóle i nic nie ma do tego jakim jest człowiekiem. Sam się nieraz dziwnie zachowuję i co z tego:D Pozdrawiam

    • I właśnie dlatego czuje sie rozczarowany, że inteligentny facet który moralizowania nie sprowadzał do poziomu szkółki niedzielnej tylko wymagał od nas myślenia dzisiaj traktuje jak bandę idiotów która łyknie tekst o sproszkowanym lekarstwie. Panie z pewnością były aptekarkami. Pewno, nie trzeba być prawnikiem by wiedzieć, że z na podstawie filmiku nikt nie udowodni co wciągnął.

  4. Fripper…rozczula…rozlużnia mnie to Twoje hamletyzowanie…ta zaduma nad celowością osądzania, nad prawem do osądzania. Pomyśl tylko…czym byłby człowiek, gdyby ludzkość wychodząc z takiego jak Ty założenia …nie dorobiła się tych wszystkich systemów moralnych…prawnych…obyczajowych…etycznych …tych wszystkich kodeksów postępowania , które pokazują drogę, pozwalają odróżnić dobro od zła, co w swym założeniu ochrania nas wszystkich. A przecież cały ten dorobek człowieka opiera się na ocenie…na osądzie. Człowiek nie zaczął się od Ciebie…pięknoducha w garniturze i dobrym samochodzie, bywalca teatrów, znawcy kina i literatury…no i czytelnika Przekroju. Człowiek zaczął się z maczugą …pamiętasz ?
    Piesiewicz był moim guru…symbolem przyzwoitości, godności …wzorem. Zawsze lansowałam taką myśl…ze każdy powinien mieć przy sobie takiego kieszonkowego Piesiewicza, który w każdej sytuacji da właściwą ocenę sprawy…pomoże wszystko zobaczyć. I to wcale nie za sprawą Dekalogu, czy Trzech Kolorów… Tam sprawy są niezbyt odkrywcze…zaczerpnięte z akt sądowych, które w tamtym czasie Piesiewicz zawodowo „obrabiał” …więc bez przesady…to nie są fajerwerki geniuszu obu panów tylko samo życie…zgrabnie sprzedane w poświęconym papierku. Ceniłam Piesiewicza uniwersalnie… jako dobro narodowe, był dla mnie gigantem przyzwoitości, prawości, dobrego smaku, klasy, kultury…jego postać pozostawała jakby w opozycji do wszechobecnej teraz tandety we wszystkich dziedzinach życia. Zapomniałam że jest adwokatem…człowiekiem doskonale zamaskowanym, wykonuje zawód , który z definicji skazuje na podwójną moralnośc, podwójną osobowość, na kompromisy sumienia, na relatywizację zasad i norm…a ktoś taki przecież żyje w piekle.I właśnie piekło teraz się o niego upomniało. Rachunek został wystawiony. Dziś odczuwam tylko pogardę..ale też serdecznie mu współczuję , bo jest chory…tak samo jak pedofil czy seryjny morderca rzuca na szlę wszystko…honor, twarz, reputację, dorobek życiowy…bo musi robić to co robi. Tak ma w mózgu.I ja to oceniam …i ja to osądzam!!!

  5. Możliwości podciągania tej sprawy pod różne tematy są nieograniczone. Wildstein w Rzepie powiązał historię senatora pod jego sprzeciw wobec lustracji (teraz każdy kto nie jest za lustracją jest nie tylko potencjalnym agentem ale i narkomanem) a Ziemkiewicz z satysfakcją obwieścił upadek kolejnego „salonowego autorytetu”. Na tym temacie każdy publicysta może się wyżywić. Lepiej chyba zajmować się muzyką…

  6. Maćko, dziękuję za przywołanie do porządku, ale na swoim blogu będę się zajmował czym chcę 😉

    Za obsesjami Wildsteina nie nadążam (czy raczej za tokiem rozumowania napędzanym tą jedną, jedyną obsesją), ale już Ziemkiewicz ma rację. To jest upadek kolejnego autorytetu z kręgów, które on nazywa „salonem”. Tyle tylko, że jego to cieszy, a mnie smuci.

    BTW, słyszałem komentarz, że Polacy wszystko byliby w stanie Piesiewiczowi wybaczyć, tylko nie tę kieckę. Jeśli to prawda, to za nic nie kumam co nam w kolektywnej duszy gra. Gdyby jutro wszyscy parlamentarzyści przyszli w sukienkach na Wiejską, nawet bym okiem nie mrugnął.

  7. Spoko Jarek, do niczego Cię nie przywołuję (nie miałbym sumienia po twoim wpisie o Mikołaju ;)). Chodziło mi raczej o to, że obcując na codzień z niepolityczną publicystyką można mieć na sprawę trzeźwiejszy ogląd niż zawodowi komentatorzy, którzy już tak się zaplątali we własne ideologie, że czasem zwyczajnie piszą głupoty.
    Może i Ziemkiewicz ma rację, może i nawet Wildstein trochę ma, ale strasznie jestem ciekaw jak by wyglądały teksty w Rzepie i Wyborczej, gdyby bohaterem zajścia był np. senato PiS.

  8. Droga Mariolu! Miło mi, że Cię rozluźniam. Z tym garniturem to lekko przesadziłaś, a z samochodem to już grubo. Ale mniejsza… Nigdzie nie pisałem, że ludzi w ogóle nie powinno się osądzać, tylko, że powinno się to robić mądrze i zawsze się wcześniej dwa razy zastanowić. Nie wierzę świat czarno biały i w takie bardzo wyraźne odmierzane linijką granice. Wydaje mi się, że podobnie patrzył Piesiewicz. Dla mnie to co on zrobił nie jest po prostu ani specjalnie obraźliwe, ani bulwersujące. Nikomu tam krzywdy nie robi. Wyszły na wierzch jakieś słabostki, które dla mnie są bez znaczenia. Jeden mój znajomy nawet stwierdził, że Piesiewicz trochę dla niego był postacią lekko odrealnioną, a to wydarzenie dodało mu ludzkich cech. Widzisz, ja Piesiewicza cenię niezwykle jako człowieka i jako scenarzystę (choć dobre scenariusze mu wychodzą tylko kiedy ma dobrych współpracowników). Nawet kiedyś myślałem, że powinien startować na prezydenta. Ale nigdy nie posunąłbym się do traktowania go jako guru. Nie wierzę w ludzi idealnych. Każdy, nawet jakiś hipotetyczny Prawdziwie Wielki Człowiek ma jakieś słabostki, które byłyby nam w stanie zepsuć jego obraz. Dlatego lepiej nie idealizować nikogo. Potem człowiek się rozczarowuje byle czym. O wiele ciężej zaakceptować kogoś takiego jakim jest. Myślę, że nie ma takiej postaci, której naprawdę bliskie poznanie nie przyniosłoby Ci srogiego zawodu. Tylko czy to go przekreśla? Moim zdaniem nie. Trzeba znać proporcje (albo inaczej, szukać ich).
    Piesiewicz nie zrobił dla mnie nic godnego potępienia. Martwi mnie, że żyję w kraju, w którym oskarżenia o korupcję na tyle spowszedniały, że mało kogo to grzeje. A jak się senator u siebie przebrał w kieckę (zdaje się, że to jego przebrali, ale dla mnie w tym momencie to bez znaczenia)i ma słabość do używek to jest wielkie larum. Na jednym blogu jakiś facet zażądał NATYCHMIASTOWEGO zrzeknięcia się mandatu senatora przez Piesiewicza. Nie pamiętam takich ostrych reakcji w przypadku Mira i spółki.
    A na koniec: dla mnie ważne jest, że Piesiewicz (mimo zastrzeżeń Szubrychta) nie zrobił nic co sam wcześniej ostro potępiał. Natomiast faktycznie, gdyby to się wszystko przytrafiło jakiemuś siepaczowi robiącemu krucjatę obyczajową (i partia nie ma tu znaczenia), to wtedy zareagowałbym inaczej, a nawet miałbym cichą satysfakcję. Ot i moja słabostka. Pozdrawiam.

  9. Drogi adwersarzu o wdzięczej nazwie
    FRIPPER…po Twej homilii w tonie objaśniajacym ten nasz trudny w swym pięknie świat…czuję się jak skąpana w żródle…a raczej czułabym się tak, gdyby nie to, że właśnie brodzimy w cuchnącym bagnie, do którego zostaliśmy przez K. Piesiewicza zaproszeni.Otóż nie jest tak, że wszystkie ludzkie słabości można wrzucić do jednego worka i nie jest też tak, że wobec wszystkich mamy takie same wymagania. To tak proste…że aż boli. Wie to sam Piesiewicz…i dlatego rozważał samobójstwo…czemu się nie dziwię. Zapewne Tobie również nie jest obcy kodeks honorowy człowieka przyzwoitego, który kiedyś, gdy świat był nie tak jak dziś zrelatywizowany…właśnie czarno-biały …otóż ten kodeks w takich jak ta sytuacjach nakazywał udanie się do gabinetu , otwarcie szuflady biurka i sięgnięcie po inkrustowane macicą perłową śmiercionośne cacko. I właśnie w tym rozpaczliwym odruchu dostrzegam jakieś resztki przyzwoitości pana senatora…że to rozważa…choć oczywiście nie zależy mi, by się rzeczywiście zabił. Ani Ty, ani ja , ani nikt inny nie jest mu dziś potrzebny ,by samego siebie osądzić… by wiedzieć że utracił twarz.A to nie jest twarz anonimowa. Postaw się na jego miejscu…nie może już nigdy po prostu wyjść po gazetę…na spacer z psem…wejść do supermarketu, kina, teatru… wsiąść do samolotu , czy pociągu. Bo wsyscy TO widzieli. Dlatego dał szantażystom wszystko , co miał…bo wie , że już do końca życia będzie nosił piętno. Czy Ci się to podoba czy nie …A miarą tej hańby jest właśnie rodzaj słabości. To nie to samo co słabość do whisky, słodyczy, golonki, nawet do mocnych używek… czy zakupoholizm. Tu mamy do czynienia z paskudną, wstydliwą dewiacją, a to oznacza właśnie utratę twarzy …w jego przypadku…twarzy, która jest dobrem publicznym…twarzy instytucji. No i jeszcze jedna, dziś już nieobecna w życiu publicznym prawda…że szlachectwo zobowiązuje…do przyzwoitości właśnie. Kiedyś ludzie mieli słabości ale mieli też i zasady i chyba łatwiej im się żyło wśród wszędzie rozstawionych takich jak ten drogowskazów. On też sam nam te drogowskazy w swoich MORALITETACH, jakom autorytet MORALNY …kiedyś porozstawiał. Idę o zakład, że teraz,

    w każdej z tych kwestii by się ze mną zgodził…a ty?…Też pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s