Coś się kończy…

Listonosz przyniósł nowy numer „Rolling Stone’a”. Okładka z Megan Fox, prężącą się w stroju kąpielowym, pasowałaby raczej do „Sports Illustrated Swimsuit Issue” – też niby legenda amerykańskiej prasy, ale trochę nie z mojej bajki. Możecie mnie nazwać zboczeńcem, ale zamiast półnagiej laski, na okładce „Rolling Stone’a” wolałbym jednak widzieć zapiętego pod szyję Davida Bowiego. Albo Boba Dylana. Albo stu innych dżentelmenów i drugą setkę dam, którzy niekoniecznie zaludniają sny erotyczne nastoletniej Ameryki, za to nagrywają fajne piosenki lub kręcą dobre filmy…

Pal licho okładkę. Rozumiem też niedawne zmniejszenie formatu i wyraźne odchudzenie magazynu – nie dość, że kryzys, to jeszcze czasy dla papieru wyjątkowo ciężkie. Ale materiału ze stron 66-70 im nie wybaczę. Te pięć stron poświęcono Scarlett Johansson i Pete’owi Yornowi, którzy nagrali właśnie całkiem przyzwoity album „Break Up”. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby materiał nie był oznaczony czerwonym nagłówkiem „Fashion”. O płycie, o współpracy Scarlett i Pete’a znajdziecie tu ledwie kilka zdań – cała reszta to modowa sesja fotograficzna. Taka, jakich pełno w każdym piśmie dla bab i bananowej młodzieży. O, przepraszam, w gazetach dla ambitnych, aspirujących, eleganckich, nowoczesnych itepe itede mężczyzn też takie są… Bajkowo oświetlone, infantylne scenki, na których on i ona niby coś tam robią, ale w rzeczywistości eksponują pulowerek Burberry, dżinsy Diesel, tudzież okulary Ray-Bana. Oczywiście, żeby nie było wątpliwości – cała garderoba skrupulatnie opisana.

Kurwa mać, czy już wszystko musi być reklamą??!

Droga redakcjo „Rolling Stone’a”, właśnie złamałaś mi serce.

Reklamy

28 thoughts on “Coś się kończy…

  1. A książeczka nowej płyty Mariah Carey ma zawierać reklamy – jeśli już nawet ona uległa, to naprawdę czas umierać. Jeszcze chwila i zobaczymy raperów ze znaczkami Adidasa czy Nike w widocznych miejscach.

  2. jeffries – owszem, mam taką nadzieję. a poza tym RS nie trzymali się nigdy sztywno kalendarza wydawniczego wytwórni i pisali o artystach wtedy, kiedy mieli na ten tekst fajny pomysł, niekoniecznie wtedy, kiedy artysta koniecznie chciał opowiedzieć, że właśnie nagrał najlepszą płytę w swoim dorobku. I za to też kocham RS.

    Przemysław – śmiej się, śmiej, a moje serce krwawi. Maria Kuria może się nawet przebrać za butelkę coli i mnie to nie ruszy, ale RS w swojej nieskończonej naiwności uważałem za wiernych jakimś resztkom dziennikarskiego etosu z poprzedniej epoki.

  3. Jezu, jak ja bym chciała, żeby Bowie nagrał coś nowego. Parafrazując pewną wypowiedź Rogera Watersa, mogłby na tej płycie nawet zakaszlec, a i tak bym ją kupiła. „Outside” to dla mnie jeden z albumów wszechczasów.

    A reklama to dla mnie przerażające zjawisko. Dosłownie – przerażające. Polcam lekturę „Zakupologii” Lindstroma oraz antologię „Poparzone dzieci Ameryki” – dają do myślenia.

  4. Rozgryzłem Cię, Jarosławie.
    Niby oburzasz się na reklamę w RS a na swoim rzekomo prywatnym blogu umieszczasz odnośniki do wielkich koncernów i ich akcji promocyjnych – żeby tylko wymienić Microsoft, Vizir, Virgin-PopularMedia, Stella Maris…

    Kto nie wierzy, niech sam sprawdzi: wystarczy wcisnąć na klawiaturze jednocześnie Alt (jak alternativ) i F4 jak (fashion<-for) i wyskoczy Wam lista sponsorów tego bloga.

    Zawiodłem się… 😦

  5. Dioma, efowski – ale ja nie mam nic przeciwko reklamom (nawet na moim blogu – ktoś zainteresowany? ;-)). Po prostu prezentuję to niemodne stanowisko, że pomiędzy treściami reklamowymi, a redakcyjnymi powinien się wznosić Wielki Mur Chiński.
    Efowski – dżinsy i szpanerskie okulary nie sprezentowały mi tego Rolling Stone’a, to nie darmówka. Zapłaciłem za niego dobrych parę złotych. I to nie tak, że gazety przymierają głodem – chodzi raczej o to, po co się robi gazetę. Po to, żeby przekazać ludziom jakąś prawdę o świecie (taki był RS, gdy powstał), czy po to, by zarobić pieniądze? Coraz więcej pieniędzy za wszelką cenę…

  6. Niech się Pan nie łamie, może to był trochę wypadek przy pracy „Rolling Stone’a” (mam na myśli zawartość a nie Megan Fox). Ja czytuję to pismo regularnie w sieci i całkiem na bieżąco informują. Poza tym świat się jednak trochę zmienił i bez dobrej reklamy, ładnej laski na okładce nie ma sprzedaży, no ale taka jest publiczność i jej oczekiwania.

  7. Po prostu prezentuję to niemodne stanowisko, że pomiędzy treściami reklamowymi, a redakcyjnymi powinien się wznosić Wielki Mur Chiński.

    Taka bariera jest marzeniem czytelnika lub też widza – dla wydawcy i producenta stanowi ona strzał w oba kolana na raz przed maratonem zysków. Taki już jest smutny porządek rzeczy i pozostaje się chyba tylko z tego śmiać… cóż, że przez łzy. 😉

  8. Po prostu prezentuję to niemodne stanowisko, że pomiędzy treściami reklamowymi, a redakcyjnymi powinien się wznosić Wielki Mur Chiński.
    Pan to chyba nigdy MysticArt nie czytałeś ;P

  9. Jarek – powiem to tak, to miało być co nieco cyniczne z mojej strony, prawdopodobnie nie wyszło. Ja, człowiekiem młodym (chociaż zdaje mi się, że trochę jednak od Cie młodszym) nie jestem. Wychowałem się na gazetach i dodatkach reklam, a nie odwrotnie. Często więc, z niejakim niesmakiem patrzę na to co się dzieje na rynku prasowym.
    I powiem boli, mnie to, że tak naprawdę to kasa zaczynać wygrywać z ideą prostego przekazu informacji. Prywatnie irytują mnie materiały sponsorowane. (chociaż rozumiem je w pismach branżowych). Z drugiej jednak strony, no jakoś ci dziennikarze zarabiać muszą. Zgaduję, że Mystic utrzymywał się również z reklam? Nie wnikam ile pieniędzy dostawałeś, ale jakaś tam suma za pewne była. Myślę,że pieniądze na to, zdobywane były również w taki sposób (czyli „reklamowy”.

  10. No dobrze, ale co to za argumenty? Nie mogę narzekać na zjazd Rolling Stone’a, bo pisałem do Mystic Art? Owszem, pisałem i niewiele mogę sobie zarzucić. Pisałem też do paru innych tytułów, często bardzo odmiennych ideologicznie i reprezentujących różny stopień profesjonalizmu – i to, że w nich publikowałem, nie oznacza od razu, że muszę się utożsamiać z wszystkimi decyzjami ich właścicieli lub naczelnych.

  11. Nagle mnie olśniło (tak a propos Mariah Carey). Czemu reklamy są akurat w książeczce? Ano pewnie dlatego, że sprzedaż płyt jest tak niska. W końcu w downloadzie (legalnym też, a może i nawet przede wszystkim) książeczki nie ma, ale też nie musi ona dodatkowo zarabiać. Bo jeśli płyty sprzedają się naprawdę kiepsko (w co akurat słabo wieżę w odniesieniu do USA), to taka reklama współfinansuje pojawienie się danego albumu na fizycznym nośniku. Bo czy jest inaczej?

  12. Crawley – bez żartów. Czemu płyty niezależnych zespołów, jakichś metalowców czy innych cudaków, są zawsze najpiękniej wydane? Chociaż nakłady nikczemnie małe, a więc koszt jednostkowy ogromny? Bo chodzi o to, by dać fanom coś naprawdę fajnego, nawet jeśli do kiesy wpadnie parę groszy mniej (większość z tych ludzi pewnie i tak ma drugi zawód).
    A Maria Kuria i jej podobni nie są od dostarczania niezapomnianych wrażeń, ale od przynoszenia maksymalnych zysków. Kupując płytę, jej materialną, fizyczną wersję, płacisz również za ten plastik i druk wkładki, a reklamodawca płaci za to samo po raz drugi. I właśnie mój problem z Rolling Stonem na tym polega, że robią podobnie.

  13. I taka prawda. Zresztą, jakoś wątpię, żeby taki Universal (czy kto Maryśkę wydaje) nie miał kasy.
    Jak już pisałem wcześniej – każdy chce zarobić. A pieniążków nigdy za mało 😉

  14. ale pieniążki można zarobić w miły lub niemiły sposób. Mógłby np Behemoth zarobić występując w reklamie zupek błyskawicznych, które muzycy wpieprzają podczas sesji nagraniowej 😀
    przecież we wkładkach ich płyt też są reklamy gitar, wzmacniaczy itp, ale nie są one ważniejsze niż teksty utworów i nie zajmują 20 stron książeczki.
    I też bym się wkurzył jakby na okładce Mystica pojawiła się np Iga Wyrwał, która z metalem ma tyle wspólnego co nic (ale na Angelę Gossow bym nie narzekał 😉 Po prostu trzeba znać proporcje.

  15. Jarek nie rozumiesz mnie. Chodzi mi o to, że wiesz jak działają pisma tak? Wiesz, że pieniądze z reklam idą również na działanie takiego pisma, a więc i wypłaty, tak? Tak
    Oczywiście, że nie musisz zgadzać z umieszczaniem reklam kremu pod oczy w magazynie o muzyce, tak na przykład. Chodziło mi raczej o to, że takie rzeczy mają miejsce i mieć będą, czy nam się to podoba czy nie. Jakoś trzeba zarabiać.
    Wiem, że najlepiej by było, żeby powstał abonament na takie wydawnictwa. Wtedy można by walić kredowym papierem bez reklam. Pure metal magazine, ale tak się póki co nie da.
    Może ja jestem jakoś mało konserwatywny, ale staram się takie rzeczy zrozumieć, nawet chyba trochę przymkąc oko.

  16. Nie, nie, to Ty mnie nie rozumiesz 🙂 Nie mam nic przeciwko temu, by w piśmie o muzyce reklamował się producent kremu pod oczy, kremówek papieskich czy nawet krematoriów. Protestuję natomiast przeciw takiej sytuacji: Patrzę na okładkę i dowiaduję się, że w środku będzie coś o Johnie Mayallu, który właśnie wydał płytę. Kupuję więc i dowiaduję się, że płyta owszem wyszła… i tyle o płycie, bo ważniejsze jest to, że John Mayall wygląda tylko na 60 lat, bo stosuje krem pod oczy firmy XXX oraz uwielbia kremówki firmy ABC. Do tego wielkie foty Mayalla z nosem w kremówce, a może w kremie. I zero oznaczeń, że to tekst reklamowy, tylko może mały paseczek z tekstem „Uroda” albo „Styl życia” albo „Podaruj sobie luksus”… Tak przez 5 stron. Do tego 3 strony reklam, które nie udają nie-reklam.
    I nie mów mi, że tak musi być, bo dziennikarze muszą mieć na wypłaty. Przecież do robienia takiego pisma nie potrzeba nawet pół dziennikarza, z połową mózgu. Agencje PR i działy marketingu reklamodawców podadzą Ci wszystko na srebrnej tacy.

  17. W pełni jarka popieram. Co innego reklama, która mówi otwarcie „jestem reklamą”, a co inengo reklama, która się podszywa pod artykuł/wywiad/materiał/cokolwiek. Rzoumiem i popieram 🙂

  18. To wszystko zależy czy mówimy o zacnym szwedzkim Crematory czy też szkopskim gniocie o tej samej nazwie ;P
    Ależ pełna zgoda, sam niedawno komentując post o dupie Pana Redaktora ubolewałem nad upadkiem „sceny papierowej”, brakuje mi tego, nie znam Rolling Stone’a więc nie moge nic powiedzieć na temat tego kokretnego „zjazdu” ale doskonale znam ból człowieka który uświadamia sobie że pismo które lubił nagłębia się w bagnie i obawę, że wkrótce nie da sie go czytać.
    Chciałem tylko zauważyć, że aby zwątpić w dany tytuł wcale nie trzeba napotkać reklamy kremu, masła czy podpasek wtopionych w treść teoretycznie muzycznego artykułu. Artykuły traktujące niby tylko o muzyce, ale mające charakter nachalnie reklamowy, gdzie treść musi uwzględniać fragmenty „pod zlecenie” wydawców którzy poniekąd opłacają je wykupjąc reklamy w danym periodyku itp. – czy tutaj również nie powinien sie pojawiać mur? Jeśli nie chiński to przynajmniej taki … mur Hadriana tzn. bez przeginania pały?
    Jeśli ktoś z obecnych mógłby zarekomendować jakieś pismo które da się czytać i traktuje o muzyce metalowej to będę bardzo wdzieczny. Internet wszystkiego nie załatwia, tradycja czytania na słoneczku lub w tkwi we mnie mocno 😉

  19. Jarek, ale tego typu teksty, to już przecież jest norma. Owszem rozumiem, można się oburzać dlaczego w piśmie branżowym dla wędkarzy, w wywiadzie z legendą wędkarstwa, tyle jest o kremach, które stosuje na swoją suchą skórę. Skórę która wysusza mu się od ciągłego stania po pas w wodzie (więc jakieś tam powiązania jest), tylko, ze teraz tak to działa, że zacytuję klasyka „kasa, misiu, kasa”
    Ja to z właściwym sobie urokiem zlewam, przechodzę dalej po prostu.

  20. „Rolling Stone” chce pozyskać nową grupę docelową i tyle. A ponieważ „Fashionistki” i „Fashioniści” są wdzięcznymi konsumentami kupującymi drukowane słowo oraz zdjęcia(no i Scarlett Johansson)to pewnie dlatego. Na pewno poprzedzono to obszernymi badaniami. Dzisiaj nic się nie dzieje bez przyczyny 🙂 Poza tym coraz mniej ludzi czyta. Ostatnie bardzo, bardzo długie artykuły w kolorowej prasie zamieszcza tylko „Vanity Fair”. Ale wkrótce skończą, bo im także sprzedaż siada. Ekonomia, pieniądze i zyski.

  21. nie czytałem powyższych komci. wiem jednak jedno, choć może powtórzę za kimś: redakcje/ wydawcy pism wszelakich PIERDOLNĄŁ kryzys. to nie jest do odbudowania, absoulutnie. dlaczego? bo dzięki kryzysowi do głosu doszedł INTERNET, główny wróg prasy/ czasopism.

    no i zmierzcha nam Guttenberga wynalazek… ratujmy co się da, ale ze świadomością, że i tak się nie da. więc może reklamy? nie- może! tylko reklamy, bo nie utrzymamy się ze sprzedaży egzemplarzowej przecież…

    a jak jakiś chiniec po dolarze zacznie sprzedawać e-papier, to już mamy sajensfikszyn i zamykamy drukarnie. każde drzewo przerabiamy od wtedy na megaibty na sekundę…

    i chyba czas się z tym zacząć godzić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s