Santo subito

Święty Michael od Piosenek

Fani oddają mu cześć niemal boską, recytując litanię zasług. Z kolei obrońcy wartości protestują przeciw idealizowaniu człowieka, który niejeden grzech miał (chyba) na sumieniu. Michael Jackson, nowy pogański święty, większość tajemnic zabrał ze sobą do grobu. To jak będziemy go wspominać pozostaje więc kwestią wiary

Michael Jackson wyświadczył mediom wielką przysługę, umierając u progu sezonu ogórkowego. Wypaśli się na tym nie tylko pismacy parający się tak niepoważnym zajęciem jak dziennikarstwo muzyczne, ale i poważni publicyści z jeszcze poważniejszych tytułów. Na przykład Szymon Hołownia, szef Religia TV, który dwa miesiące temu obwieścił w „Newsweeku”, że żałoba – albo, jak ją raczył nazwać, McŻałoba – po Jacksonie potrwa miesiąc. Tymczasem wszelkie znaki na niebie i na ziemi (a kto jak kto, ale Hołownia powinien je umieć rozpoznawać) wskazują na to, że Michael Jackson zostanie świętym. No, procesu kanonizacyjnego pewnie nie przejdzie, więc niech już będzie – McŚwiętym. Patronem muzyków, którzy muszą być celebrytami, bo ich twórczością żaden szanujący się redaktor by się nie zainteresował…

Powiecie, że Wacko Jacko nie nadaje się na świętego, bo był dziwakiem? Bo chodził w białych skarpetkach do czarnego obuwia? Przyjaźnił się z szympansem? Chciał inwestować w Polsce? Średniowieczny brytyjski mistyk Richard Rolle uznawany był za wariata nawet przez najbliższą rodzinę, a jego przynoszącymi wizje uderzeniami gorąca dzisiaj zapewne zainteresowałby się doktor House. O Joannie d’Arc można powiedzieć wiele dobrego, ale na pewno nie to, że kierowała się zdrowym rozsądkiem. Święci nierzadko uchodzili wśród sobie współczesnych za ekscentryków, dziwaków, pomyleńców. Termin „boży szaleniec” – pozytywny przecież – nie wziął się z niczego.
Szymon Hołownia uważa, że Michael Jackson zostanie szybko zapomniany, bo znaliśmy go zbyt powierzchownie. Od kiedy jednak, by kogoś czcić i wielbić, trzeba dysertować się z jego biografii i – nie daj Boże – dorobku? W przypadku papieża Jana Pawła II znakomitej większości Polaków wystarcza wiedza o wadowickich kremówkach i mętne przekonanie, że „to on obalił komunę”. W trwającym kilkaset lat, rozwiniętym szczególnie na terenie Francji, kulcie świętego Ekspeditusa nie przeszkodził nawet fakt, że ów męczennik i patron wojska… nigdy nie istniał. Stworzyli go pobożni mieszkańcy Paryża, po otrzymaniu z Italii przesyłki zawierającej szczątki pierwszych chrześcijan, wydobyte z rzymskich katakumb. Na skrzyni widniał napis „speditio” (co po prostu oznacza, że została wysłana), a Francuzi doszli do wniosku, że to imię świętego. Równie tajemniczy był przypadek świętej Filomeny – ktoś znalazł w katakumbach kupkę kości, ktoś inny napis „Pokój tobie, Filomeno”, nadgorliwy ksiądz szybko uwinął się z jej pełną znakomitych cudów biografią i jakoś to poszło. Filomenę czczono we Włoszech do połowy XX wieku, Watykan skreślił ją z wykazu świętych dopiero w 1961 roku.
O Michaelu Jacksonie wiemy znacznie więcej. Wystarczy, by sprawdzić, czy spełnia surowe kryteria, które mogłyby go wynieść na ołtarze.

Sprawdzam w specjalnym wydaniu „Machiny”…

machinajackson

…i to na razie wyczerpuje dla mnie temat Jacksona. Nie jestem już w stanie nic sensownego (ani nonsensownego) na jego temat z siebie wykrzesać.
Ciekawostka – w tym samym numerze znajdziecie wspomnienia niejakiej Julii, która jako smarkula towarzyszyła Michaelowi podczas jego wizyty w Polsce. Poznałem ją zupełnie przypadkiem, na imprezie towarzyszącej Coke Live, kiedy w rozmowie wyszło, że pracuję właśnie nad tekstem o Jacko. Okazuje się, że nie tylko google przydaje się w pracy dziennikarskiej, że warto jeszcze czasami wyjść z domu
😉

Reklamy

6 thoughts on “Santo subito

  1. W 1993-cim zamknęli na kilkanaście lat niejakiego Vikernesa, wszyscy „w branży” znają ta historię więc powiem tylko, że byłem wówczas święcie przekonany, że przez te bodaj 20 lat które miał odsiedzieć ludziska dawno zapomną o gościu (niekoniecznie o płytach) a już z pewnością nikt nie będzie się szczególnie ekscytował tym co aktualnie porabia.
    Niedawno wyszedł i wyszło jednak na to, że myliłem się kompletnie, jednak nie zapomina się o barwnych, wyrazistych postaciach i nawet jeśli to dotyczy odmiennego audytorium, to nie mam wątpliwości, że w przypadku Jacksona tym bardziej nie ma mowy, by słuch o nim pośmiertnie zaginął. Czy ktoś zapomniał o Mercurym? O Cobainie? O Morrisonie?
    Święty Jackson? Raczej nie wygospodaruję w swoim lokalu miejsca na stosowny ołtarzyk, ale w świadomości z pewnością pozostanie że ktoś taki był, ze wszystkimi plusami i minusami.

    • te minusy po Jacko znikną z czasem i pozostaną same plusy. Nikt przecież McŚwiętego nie będzie rozliczał za grzechy.

      Sprawa Varga Vikernesa też ciekawa. W zasadzie muzycznie to nie wiem czy on cokolwiek się odznaczył – straciłem trochę z tym kontakt – ale tu i ówdzie pojawiały się informacje o tym że niedługo wychodzi, że jego mama się cieszy itp. itd. Żeby być zapamiętanym dziwactwo i wyrazistość zapewne pomaga ale spójrzmy np na Ghaala ex Gorgoroth. Ekscentryk jakich mało ale tego to raczej prawdziwie wytrwali fani zapamiętają. Sam już czasami zapominam jak on się nazywał a Grishnaka/Vikernesa jakoś zawsze pamiętam 🙂

      • Nie, o ile jestem święcie przekonany, że o plusach Jacksona będzie sie pamiętało, to sądze również, że smród związany z procesami o molestowanie dzieciaków jednak będzie się również przy okazji unosił.
        I tak sobie myślę, że chyba dobrze, że nie nad wszystkim jeszcze sie przechodzi do porządku dziennego, że są rzeczy które budzą niesmak nawet gdy idzie o najwieksze gwiazdy.

  2. jak np. Maradona już za życia ma swoich wyznawców, to czemu Jacko nie miałby byc święty ? „Wszystko się może zdarzyć…” 😛

  3. Chciałem poniekąd zaprzeczyć tezie jakoby Michael miał zostać świętym, ale jak wracałem dzisiaj do domu to natknąłem się na dwójkę dziewczyn, może z początku gimnazjum, może koniec podstawówki, które słuchały na komórce (okropny nawyk – kto to wymyślił?) zmarłego Michałka, a jedna z nich miała nawet z gwiazdorem koszulkę. Może to nie czas na Beatlemanie 2.0 a Jackomanie 2.0?

    Swoją drogą, nieodłącznie kojarzy mi się to z obsesyjnym kultem Kurta Cobaina.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s