Żegnaj rewolucjonisto

Wszystkie media rozszczekały się na temat Madonny. Już ląduje na Okęciu! Jest, chyba jest, nasz reporter widział jej cień! Nasza ekipa powąchała spaliny samochodu, którym odjechała fryzjerka artystki! Nasza specjalna wysłanniczka zjadła bułkę z piekarni, która prawdopodobnie zaopatruje hotel, w którym być może zatrzymała się Madonna! Tak ważnej postaci jeszcze w Polsce nie było! Jesteśmy świadkami historii!!!
Czy to sezon ogórkowy, czy państwo redaktorstwo już kompletnie pogłupiało?
Nie chcę tego oglądać, nie zamierzam tego słuchać, popełniam więc szołbizowe bluźnierstwo, popkulturowy grzech śmiertelny – i Madonny popisy olewam. Będę w Berlinie tupał nóżką na Pearl Jam. Podobno znowu ostro łoją i chwała im za to.

Myślę dziś jednak głównie o tym, gdzie byliby i Pearl Jam, i Madonna, i Pink Floyd, i Beatlesi, i ………. (tu proszę wstawić nazwisko, pseudonim lub nazwę ulubionego wykonawcy), gdyby nie zmarły właśnie Lester William Polsfuss? No, ujmując rzecz kolokwialnie, byliby w głębokiej dupie, czekając cierpliwie, aż ktoś inny ich stamtąd łaskawie wyciągnie. Les Paul to bowiem nie tylko facet od kultowego modelu gitary (Gibson Les Paul to fajny gadżet i świetne, charakterystyczne brzmienie, ale przecież żadne epokowe odkrycie), ani tym bardziej nie wybitny gitarzysta, jak chciałyby niektóre serwisy. To przede wszystkim wynalazca. Les Paul zrewolucjonizował technikę nagraniową, a co za tym idzie, postawił na głowie muzykę rozrywkową. Oni z niego wszyscy.

Teraz czas na małą anegdotę. Przytaczaną już chyba przeze mnie w tekstach dziennikarskich dwukrotnie, ale tak ją kocham, że powtórzę znowu. Tym bardziej, że lepszej – czyli gorszej – okazji nie będzie. Rzecz dzieje się 60 lat temu w USA. Les Paul słyszy pukanie do drzwi. To Bing Crosby, amerykański pieśniarz. Dzisiaj legendarny, wówczas ledwie popularny.
– Chodź, mam dla ciebie prezent.
Les Paul grzecznie wychodzi na podjazd, przekonany, że chodzi o ser. Od jakiegoś czasu nagrywają z Bingiem radiowe reklamówki dla firmy produkującej nabiał i dostają twaróg w ramach rozliczenia. Podchodzą do samochodu bagażnika, klapa w górę i okazuje się, że tym razem to nie ser, ale nowy magnetofon Ampex 200, pierwszy seryjnie produkowane urządzenie z trzema głowicami (cokolwiek to znaczy i czemukolwiek miało służyć). Les Paul to zapalony majsterkowicz, więc podczas testowania sprzętu postanawia go nieco podrasować i dodaje czwartą głowicę. Odkrywa, że dzięki temu może dogrywać dźwięk do utworu już zarejestrowanego. Nowy wynalazek testuje na sobie. Działa! Utwór „How High The Moon”, nagrany przez Les Paula i jego osobistą małżonkę Mary Ford, przez dziewięć tygodni nie schodzi z pierwszego miejsca amerykańskiej listy przebojów. Ale mijają lata, zanim studia nagraniowe przekonają się do tego diabelskiego wynalazku. Dopiero na początku lat 60. magnetofony wielośladowe weszły w skład standardowego wyposażenia studiów nagraniowych.

Gdzie byłaby współczesna muzyka popularna bez możliwości nagrań wielośladowych już ustaliliśmy ;-), dodam jeszcze tylko, że Les Paul nie spoczął na laurach, eksperymentując z pogłosami i innymi tego typu efektami, zwanymi nie bez powodu przez bywalców studiów nagraniowych „talentem”. Naprawdę, nie sposób zliczyć, ile gwiazd ostatniego półwiecza swój talent zawdzięcza w mniejszym lub większym stopniu wynalazkom tego pana…

Miał 94 lata, zmarł na zapalenie płuc. Jako człek spełniony, przez wszystkich kochany i odpowiednio za swoje osiągnięcia honorowany. I ja też dziękuję.

Reklamy

5 thoughts on “Żegnaj rewolucjonisto

  1. Wypiliśmy wczoraj toast za Lesa czerwonym półwytrawnym, jak należało (mam przyjaciół, którzy za ten właśnie model Gibsona sprzedaliby własną matkę…). Co ciekawe, Binga C. słucham dziś sobie od rana, również zrelaksowana i obojętna na szał wszelkich madonn – czego wszystkim życzę 🙂

    PS. Mam nadzieję, że będzie relacja z Pearl Jam 😉

  2. a tak szczerze mówiąc to na koncert Madonny bym się z rozkoszą wybrał, ale 15 lat temu, i nie mam na myśli, że była młodsza i lepiej wyglądała i było, nomen omen, więcej sexu. a po prawdzie Like a Prayer do dziś uwielbiam 🙂

  3. Faktycznie, takie czasy nastały, że ludzie (w tym dziennikarze) nie wiedzą już sami za czym latają. I nie wiem, czy oni idą na ilość i przez to tracą na jakości, czy co, ale smutne to jest. Jakoś tak żal, że włączając telewizor trzeba być przygotowanym na szybkie przełączenie kanału, bo można na coś tak płytkiego wpaść, że aż człowiek czuje, że głupieje. Takie (ciekawe) czasy nastały.

  4. Wszyscy moi przyjaciele – gitarzysci grali na gitarach Gibson Les Paul w wersji Standard lub Studio. I zgodnie twierdzili ze to najfajniejsze gitary pod sloncem.
    Mnie tez to wlasnie Gibson, a nie Fender lub inne ESP kojarzy sie z esencja rocka.
    Spoczywaj w pokoju, Les…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s