Michael, jak mogłeś?

Michael Jackson mnie osobiście zawiódł. Rok temu z okładem doszedłem do wniosku, że już za długo milczy, że już wystarczająco dużo czasu i pieniędzy zmarnotrawił, więc próbowałem zakląć rzeczywistość, usiłowałem wywabić go z matecznika tekstem o obrzydliwie proroczym tytule „Powrót czy pogrzeb?” Przez chwilę wydawało się, że jednak to pierwsze, że triumfalny kombek, bo ponoć płyta już powstawała, bo koncerty w Londynie… A tu taki, szlag by to trafił, nieoczekiwany zwrot akcji.
Swoją drogą, rozmawialiśmy o Jacksonie na zapleczu Szczecin Rock Festival, jakieś dwie, może trzy godziny przed jego śmiercią. Kolega zapytał mnie, czy wierzę w te londyńskie koncerty, a ja pomny swojej niesprawdzonej przepowiedni sprzed kilkunastu miesięcy, od razu odpowiadam, że nie, nie wierzę. Że nie ma szans. Ech, nie mogłem się znowu pomylić? 😦

mjslash

Nie będę się tutaj rozpisywał, dlaczego Michael Wielkim Artystą Był, bo dobrze wiecie, a jeśli nie wiecie, to inni wam przypomną po stokroć, aż do wyrzygania. Może przy okazji przypomną też Leszczyńskiemu, który uważa, że „Michael Jackson nie zostawił żadnej spuścizny muzycznej po sobie”.
Oczywiście, każdy ma prawo do własnego zdania. To samo co Leszczyński twierdzą przecież tłumy bezimiennych tumanów w Internecie (cześć z nich cytuje, jak widzę, TVN24 – zastanawiam się, po co?!). Subtelna różnica polega jednak na tym, że panu redaktorowi, ktoś płaci za niezrozumienie (lub nieznajomość) ostatnich 25 lat muzyki pop, tak jak ktoś mu zapłacił za pomysł, że ostatnim ważnym rockowym zespołem było Prodigy… Nie chciałbym zamienić tego bloga w Leszczyński Watch, bo to zbyt łatwe, ale tego nie mogłem mu przepuścić. Nie tym razem.

A tak w ogóle to dziękuję dobrzy ludzie za coraz tłumniejsze tu bywanie. Sorry, że zostawiłem was na tydzień, ale miałem niezłą trasę po ojczyźnie. Najpierw Down (jeśli kogoś interesują relacje, to proszę sobie klikać w nazwy zespołów) w Krakowie, potem bladym świtem PKS-em (polecam – można zwiedzić kraj! – z okien pociągu niewiele widać) do Poznania i świetny, długo oczekiwany koncert Nine Inch Nails, następnego dnia rano do Szczecina, gdzie niezła reprezentacja Polski oraz Kaiser Chiefs, Limp Bizkit, Cornell i Manic Street Preachers (zrobiłem fajny wywiad z Nickym, lada dzień w Interii, zresztą rozmowy z Windsteinem i Cornellem też), a w piątek przez Warszawę do domu.
Jestem hardkorem, co? 😉

Advertisements

22 thoughts on “Michael, jak mogłeś?

  1. No właśnie, jak on mógł. I to chwilę przed zapowiadanym powrotem,demontażem nosa i uwikłaniem w rozmaite skandalo-plajty. Szczerze mu kibicowałam i miałam nadzieję, że jakoś mu się uda, bo ostatnio trochę się zaplątał w zdecydowanie pozamuzyczne historie. Przykro było na to patrzeć. Tym bardziej, że strasznie nim sterowano z każdej strony. A pan Leszczyński chyba nie wie, co mówi. Sama nie jestem jakimś zagorzałym fanem MJ, ale album „Thriller” uważam za absolutny hit, którego należy bronić przed rękami i głosami wątpliwej jakości krytyków każdego i wszystkiego.

  2. Leszczyński? Mop? Chłoptaś musi na siłę powiedzieć coś kontrowersyjnego, żeby go ktoś z litości zacytował – tak, że Panie Redaktorze dał się pan złapać 😉

    A Down było pyszne!

  3. Nie wiem czy Leszczyński w ten sposób próbuje zwrócić na siebie uwagę, czy może ma jakiś inny cel, ale wygadując podobne farmazony wykazuje się zwyczajnym amatorstwem i jakąś niezrozumiałą ignorancją.

    Na pewno nie byłem fanem twórczości Jacksona (z czterema wyjątkami – killerami), ale nie przeszkadza mi to spojrzeć obiektywnie na temat jego „muzycznej spuścizny”. Zresztą w samej ostatniej dekadzie „na Jacksonie” wyrosło wiele gwiazdek, gwiazdeczek…

    NIN = świetny koncert. Szkoda, że tylko jeden w kraju.

  4. Mnie interesuje co innego w tej historii.
    Czy będzie taki szał jak po śmierci Cobain’a? Ludzie chodzacy w koszulkach z Jacksonem, super dobrze sprzedajace się płyty itp. Tak było z Queen, Nirvaną to pewnie będzie i z „Jacko”.
    Przyponina mi sie jeden odcinek z FurTV – tam menago stwierdził. Gwiazda umiera(wzrastają dochody) – o.k. fani umierają(spadają dochody) – źle.
    I dreczy mnie jedno pytanie:
    Czy ten szał tworzy się sam z siebie, czy ktoś go sprytnie nakręca?

  5. Parę lat temu w TV, kiedy zapanował szał na nu metal, szanowny pan Leszczyński obwieścił, że płyta Limp Bizkit to najbardziej rewolucyjna rzecz w metalu ever 😉 Jak widać choroba „wszechwiedzy” jest nieuleczalna 😉

  6. na początek – nie masz prawka i fury że się ciągniesz po polszcze PeKSami ? 🙂

    dwa – Michael Jackson to jedyny wokalista który się rozpadł 😀

    trzy – on też był hardkorem. nie miałem jego płyt ale nigdy nie z tego co pamiętam nie przestawiałem radia czy tv specjalnie dlatego że michael się tam pojawił…

    cztery – kto to jest leszczyński ? 😉

  7. Hrym – hardkorowy (nomen omen) masz dowcip 😉

    Ja bardzo lubię Michaela Jacksona i uważam, że nie ma się czego wstydzic. Jako dziecko i nieopierzone nastoletnie dziewczę słuchałam go dosc intensywnie, dopóki nie poznałam Metalliki 😀 mimo to nigdy nie wierzyłam w jego „wielki come back” i zawsze robiło mi się smutno na myśl, do jak żałosnego stanu można się doprowadzic na własne życzenie. Szkoda. Jednak daleka jestem od tego, by negowac jego muzyczną spuściznę. Był jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Teraz została już tylko Madonna ;]
    A „redaktor” Leszczyński mógłby już wydłubac sobie ten wosk z uszu, bo tylko ludzie się śmieją.

  8. Ale Robert miał już tak od zarania dziejów… i na stare lata się nie zmieni…
    Nie jest jedynym dzień(noc)nikarzem muzycznym w kraju i nie ma dyplomu guru, czy wszechwiedzy, wyroczni i tak dalej…

  9. Ja mam dyplom taki, tylko kurde zgubiłem.
    ;]

    A co do Majkela, to za życia jego był biznes, teraz będzie jeszcze bardziej dochodowy. Popatrzcie jak się biją o jego majątek, mimo tego, że przecież spora jego część to długi,ale patrzą perspektywicznie

  10. pewnie, gdyby majkel śpiewał po bułgarsku, jednocześnie tańcząc kujawiaka, to leszczyński byłby zachwycony. skrzywiony, skrzywdzony chyba człowiek.
    a „off the wall” majkela to przecież imprezowy masakrator. w ogóle wczesne płyty to był w sumie czad, wcześniejsze z rodzeństwem też.

  11. jak mozna myslec ze sam sie doprowadzil do takiego stanu? nos, operacje – ok, nie pomogly ale i tu bym nie przybierala tonu profesora ktory decyduje co jest madre a co glupie, i bezduszne kometarze typu ma na co zasluzyl, latwo rzucac takie slowa o zyciu innych, dziwne ze dla wlasnych zyciowych decyzji mamy mnostwo zrozumienia, moze dlatego ze znamy wszystkie okolicznosci
    btw. podobno od 1984 mial zdiagnozowany toczen, co juz by spokojnie wystarczylo zeby sie zalamac a jednak pozniej swietowal najwieksze muzyczne sukcesy
    no i to jesli wierzyc prasie nie byl jego jedyny problem zdrowotny, tzw. niezawiniony – jesli juz trzymay sie takiej beznadziejnej klasyfikacji

  12. Cóż, dla ludzi w wieku między 30 a 40 Michael Jackson jest jednym z wielkich swojej epoki niezależnie od tego, czy się lubiło jego piosenki czy nie. I tyle, kropka, co tu roztrząsać.
    Kiedy odchodzą wielcy mojej epoki (nie tylko muzycy)to zawsze jest mniej lub bardziej smutno…
    Nie da się ukyć, że najważniejsze rzeczy Jacksona mają już ponad 20 lat, ale jak ktoś się bał oglądając teledysk „thriller’a” w Jarmarku to zawsze sentyment pozostanie. Piosenka Maichaela Jacksona – nie jestem pewien czy nie przekręcę tytułu – „The Way You Make Me feel” była pierwszym kawałiem jaki nagrałem (z telewizora oczywiście) na swój pierwszy magnetofon kasetowy. Z pewnością jeszcze conajmiej kilka skojarzeń bym znalazł.

  13. Już gdzieś napisali, że kilkanaście godzin po śmierci M.J. zabrakło jego płyt w sklepach… Normalka. Byłem na jego koncercie. Widowisko genialne, ale trochę za cicho, poza tym gdzieś tam sie wkradł playback… Ale tak naprawdę to chciałem napisać, że: Jarku – jesteś najlepszym dziennikarzem muzycznym!!! I to, że Cię znam jest dla mnie powodem do dumy! Resztą się nie przejmować, choć krew człowieka może zalać gdy komuś się płaci za brak wiedzy… Pozdrowienia z Przemyśla, Piotrek Bałajan. P.S. Idę na piwo bo mam imieniny 🙂

  14. O! Akurat w piątek też byłem w Warszawie 😀 (to tak odnośnie tego, o czym pisaliśmy w mailach :P)

    Co do MJ, oczywiście, że był wielkim artystą, ale jak znajomi, zaraz po wiadomości o jego śmierci, zażądali pod groźbą linczu słuchania jego piosenek, to aż mnie krew zalała. Tyle dobrze, że nie ma takich akcji, jak po śmierci papieża 😉

  15. brocha – wiesz, że chyba tak jest. dochodzę do wniosku, że RL musi pleść trzy po trzy, musi być na siłę kontrowersyjny, bo dzięki temu jego głos jest słyszalny. No i na zdrowie.

    bo(o)t_manager – myślę, że będzie dużo ostrzej niż przy Mercurym i pewnie ostrzej, niż przy Cobainie. Jackson miał znacznie większe pole rażenia – po pierwsze dlatego, że jego muzyka była najbardziej uniwersalna (najbardziej pop, niech będzie), a po drugie dlatego, że był najdłużej aktywny. Od połowy lat 70. do teraz (bo przy okazji śmierci odkryje go sporo małolatów) udało mu się połączyć spokojnie ze trzy pokolenia.

    Hrymgrym – mam prawko, nie mam fury 🙂 ale na takie wyprawy to i tak bez sensu samochodem. W środkach masowego rażenia można się zdrzemnąć, można coś poczytać, kompa na kolanach otworzyć.

    mm„latwo rzucac takie slowa o zyciu innych, dziwne ze dla wlasnych zyciowych decyzji mamy mnostwo zrozumienia, moze dlatego ze znamy wszystkie okolicznosci” – święte słowa

    Piotrek – wszystkiego najlepszego z okazji imienin. A za to „łubudubu”, choć niezasłużone, dziękuję 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s