Wstukaj PIN, Jareczku

W warszawskich Empikach – bo w Krakowie póki co się z tym nie zetknąłem – wprowadzono rewolucyjny program integracji z klientem. Polega między innymi na tym, że kasjer odczytuje z karty kredytowej personalia kupującego i przemawia do niego po imieniu, żeby było bardziej przyjaźnie i od serca. Gratuluję pomysłu. Od razu wyświetlił mi się w głowie taki film:

Wchodzę do Empiku, ściągam z półki jakąś płytę, może film i gazetę, idę do kasy. Podaję kartę, pani przeciąga ją przez czytnik:
– Proszę wprowadzić PIN panie Jarosławie.
Wprowadzam.
– Dziękuję panie Jarku. A jak się ma szanowna małżonka?
– Dziękuję w porządku.
– A dzieci? Zdrowe zuchy?
– Tak, dziękuję…
– Kawaler to już chyba do szkoły chodzi, prawda? Niedługo pierwsza komunia, a tak się akurat dobrze składa, że mamy w promocji multimedialne Pismo Święte na peceta i konsolę.
– Nie, dziękuję. Dopiero do zerówki chodzi.
– Ale to nic nie przeszkadza, panie Jarku. Pismo Święte nie zmieniło się od dwóch tysięcy lat, to ma się w dwa lata zmienić?
– Właściwie to się zmieniło, wielokrotnie, ale nawet nie o to…
– Ach, rozumiem! Dobrze pan kombinuje! Za dwa lata będzie bankowo nowa konsola, to i Pismo Święte będzie nowe, apgrejdowane, może na nowym endżajnie…
– Tak, dziękuję, do widzenia.
– Czekaj, czekaj, Jareczku. Gdzie ci się śpieszy?
– No, chciałbym poczytać tę gazetę, co ją kupiłem.
– Eee tam, gazeta nie ucieknie. A zobacz, co tu mamy – „Gotuj z Pascalem: Na parze i w szybkowarze”. Też promocja, super cena.
– Ale ja nie gotuję na parze…
– No, stary, to niestety widać. Znowu się troszkę ostatnio przytyło, co?
– Teraz to pani przegięła.
– Nie no, Jarucha, nie kryguj się. Mamy tu zapis z kamery sprzed pół roku i dzisiejszy. Sam widzisz, tego wałeczka nie było. Nie powiesz mi, że to fałdka na tiszercie.
– Ej…
– Kup se klej i se wlej. Hahaha… Jarunia, na żartach się nie znasz? No, już dobrze, już się nie bocz. Zerknij lepiej na te DVD, co tu mamy. „Tańcz jak Rafał Maserak”, „Pliates z Borysem Szycem”, „Giętki jak Wojewódzki, bystry jak Szczuka”. O to jest dobre, tu są ćwiczenia, które dobrze robią, wiesz, na libido, wiesz, te sprawy… Jak z tym u ciebie? No, nie wstydź się, powiedz. Swoich się wstydzisz?

Przy okazji przypomniała mi się historia ze studiów, kiedy pracowałem w „Music Cornerze” na krakowskim rynku jako ochroniarz. Stałem głównie obok kasy, przy bramce wyjściowej. Pewnego listopadowego poranka właściciele raczyli zamontować nową, supernowoczesną kasę, która przy drukowaniu paragonu przemawiała „dziękujemy zapraszamy” czy coś w tym stylu. Oczywiście, kazali nam tego gówna używać, z motywacją podobną zapewne, do tej, którą kieruje się teraz jakiś spec od marketingu w Empiku. Puszka gadała więc do klientów przez jakieś trzy tygodnie, dopóki pani w lokalnej gazecie nie napisała, że to zidiocenie, że skandal i że przez te wynalazki obsługa (czyli niby dziewucha z kasy i ja), może w ogóle nie zwracać uwagi na klientów. Finał był taki, że głos w skrzynce wyłączono, a właściciele „Music Cornera” odreagowali stres związany z nieprzychylną notką w gazecie… nie dając mi i Gośce z kasy premii świątecznej.
Drogi właścicielu sklepu, który skrzywdziłeś człowieka poczciwego. Nie bądź bezpieczny, poeta pamięta 😉

. . . . .

Dystrybutor chwali się kompozytorem muzyki do filmu „U Pana Boga za miedzą”, kolejnej części cyklu familijnych komedii o tym, jak sielsko i anielsko jest na polskiej prowincji. Z dumą podaje tytuły dzieł, do których pan Drizhal już raczył popełnić ścieżkę dźwiękową: „Cela śmierci”, „Slayer”, „Piaski otchłani”, „Voodoo Moon”, „Śmiertelna wyliczanka”… Fakt, sielanka.

Artysta z zespołu Psio Crew przeczytał moją notkę o ich kłopotach w Vaals i zareagował… świętym oburzeniem. Tu przeczytacie. Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać.

Sterta – fajnych! – płyt, czekających na recenzję, straszy mnie po nocach swoimi rozmiarami. Klęska urodzaju. Ten weekend sponsorują m.in. Gaba Kulka, Tori Amos, Demi Lovato, Soap & Skin, Mika Urbaniak… Jak ja podołam temu babińcowi?

Advertisements

22 thoughts on “Wstukaj PIN, Jareczku

  1. Wydaje mi się, że w komiksach o Dilbercie była kiedyś zasada, że największych idiotów należy dawac na stanowiska kierownicze, menedżerskie, do marketingu… itp., żeby narobili jak najmniej szkod przy procesie produkcyjnym. Pewnie ktoś w zarządzie Empiku ten komiks czyta i do tej zasady się zastosowal, na co wskazują takie właśnie kuriozalne pomysły. Jeśli ktoś mi w Empiku przy kasie powie „dziekujemy, pani X”, to zapewne stamtąd ucieknę z krzykiem człowieka słusznie rozjuszonego. Do cholery, przychodzę do Empiku kupic książkę lub płytę, nie bratac się z obsługą. Nie życzę sobie pozdrowień, potrząsania dlonią, klepania po ramieniu, nie mówiąc już o tym, że nie życzę sobie, żeby moje imię poznało w tym momencie pół sklepu. Zwłaszcza, jeśli na przykład mam na imię Biruta albo Genowefa (nie mam, ale mimo wszystko). Nawet usmiechac się do mnie nie muszą. Mają mnie skasowac, wystawic rachunek i zostawic w spokoju.

    A reakcja artysty z PC – urocze. 🙂

    • Crawley, dzięki 🙂 Czuję się zaszczycony i zgadzam się z ich komentarzem w 100%. Nawet z tym że to nie polska szkoła trafili, bo Travis Smith to popełnił.

  2. Luudzie, kupować płyty w Empiku?! Za dużo wam płacą, oj za dużo 😉
    A tak, pamietam że sto lat temu w Music Cornerze faktycznie jakiś ochroniarz na dzień dobry pokazywał mi jakoweś recenzje, w „Wyborczej” chyba czy cuś. Kasa chyba do mnie nie mówiła, pewno za mało kupiłem, za to widziałem jak „wykrywacze złodziei” przemawiały do zdziwionych klientów czasami zupełnie bez powodu, pewno też się integrować chciały. No i pamiętam jeszcze, że rozmiar bramki nie pozwalał się przez nią przetoczyć wózeczkiem, więc „ludzie poczciwi” zaproponowali, bym zmienił kierunek zwiedzania i -jak każe KSU- szedł pod prąd, co było bardzo zabawne, baaardzo 😀 Poeta pamięta 😉

    No dobra, a gdyby tak ta pani po lekturze karty kredytowej powiedziała miłym głosem :”Jaaarek? Ładnie,a ja Ziuuuutka, zapisać numer telefonu?”

    Ech, ale wy miastowi to się nakombinujecie, u mnie (u Sejtana za wychodkiem) nikt kart nie używa, a ekspedientka i tak do każdego po imieniu zagai. Chipsy? piwerko?… To jest Panie technika dopiero!

    • Te bramki wtedy to ledwie prototypy były więc z najdziwniejszych powodów się odzywały, a ja musiałem dręczyć niewinnych ludzi… Ech, co to był za dżob. No, ale w sklepie z muzyką, to tak jakby pijaka w gorzelni zatrudnić – byłem przeszczęśliwy i wspominam z rozrzewnieniem.

      Na propozycję Ziutki nie zareagowałbym, żonaty i dzieciaty jestem, panie, co pan?! 🙂 A tak BTW, to jedna pani w Empiku, który najczęściej odwiedzam, ma na imię Eunika (z plakietki się dowiedziałem, nic mi nie zapisywała). Pięknie, nie?

      • A tam, zareagował – nie zareagował, ale „gniewnego” artykułu by z tego powodu raczej nie było. Euniiiika? No na to mi akurat wyobraźni nie starczyło :)ale też by ładnie brzmiało gdyby tak fajnie wypowiedziała, nie? Zwłaszcza, że imie się kojarzy z pewną niewolnicą 😉

  3. bardzo rozbawiła mnie scenka przy kasie 🙂

    btw. Panie Jarku, Pan myśli o komunii dla dzieci ? :] belzebub się w grobie przewraca normalnie hehe

  4. ostatnio miałem taką sytuację, że płaciłem kartą w Empiku. Nie współpracowałem jednak zbytnio, gdyż moje spojrzenie po tym, jak po imieniu poprosiła mnie pewna dziewoja o wstukanie Pin-u, doprowadziła do tego że dziewczyna zczerwieniała, spuściła wzrok i zapomniała wybąkać standardowego do widzenia;]

  5. Na swoją obronę powiem, że w tym samym czasie przeprowadzałem rozmowę telefoniczną, która nijak nie szła po mojej myśli.
    Ale dobra, pójdę, przeproszę;]

  6. O! Dzisiaj byłem w Katovitzky’m empiku też mnie to spotkało 😀 W sumie się nie obraziłem ani nic, tym bardziej, że pani kasjerka była bardzo miła, niemniej jakoś dziwnie się poczułem… Zawiało sztucznością.

  7. Bo to właśnie, tu jest pies pogrzebany. Próbują zerwać tradycyjne, od wieków powstałe kontakty na linii sprzedawca – ladaco. Czego najlepszym przykładem jest scena z Misia, bodaj. (fakt na poczcie się dzieje, ale podchodzi)i hasło „Jem przecież”
    ;]

  8. Ja bym bardziej odniósł się do tego, że zupełnie innych relacji pomiędzy sprzedawcą a klientem oczekuje się w dużej sieci, jaką niewątpliwie jest empik, niż w takim np. osiedlowym zieleniaku.

  9. doszly do mnie sluchy, ze w niedawno otwartej kawiarni w Warszawie, nalezacej do sieci Starbucks, kasjer pyta o imie kupujacego kawe, a potem (niczym pani w barze mlecznym „leniweeee”), krzyczy „kawa dla Krystyny!”…

    …zdaje sie korzystaja z tych samych schemtow marketingowych, z tym ze tu mozna posluzyc sie fikcyjnym imieniem, no chyba ze placimy karta 😉

  10. no właśnie tak chodzę koło tego Starbucksa, ale nie mam odwagi wejść. Jeszcze zostanę rozpoznany,bo mi się zacznie drzeć na mnie kasjer.
    Apropo dość specyficznych relacji między klientem a sprzedającym. Bar mleczny na Krakowskiej w … Krakowie (pan Szubrycht pewnie wie gdzie to ). Dwie sytuacje
    Pierwsza, pewien starszy pan zamawia rosół z fasola (pierwszy raz coś takiego widziałem), wyraźnie zdegustowany podchodzi do baru i mówi, ten rosół jest letni. Odpowiedź kasjerki: Lato jest, to i letni jest.
    Ja zjechałem,
    Druga sytuacja: facet przede mną zamawia śniadanie, a wiec standardową rozwodnioną jajecznicę z kiełbasą trzeciej kategorii, zamawia również bułkę. Pytanie kasjerki (zresztą tej samej ) : ta bułka to z tym różowym, czy białym?
    Nie wytrzymałem i zacząłem się śmiać.

  11. Apropo komentarza pana efowski, przypomina mi się wspomnienie kiedy z jednego punktu gastronomicznego w Sosnowcu. Grupa znajomych konsumuje placki ziemniaczane niedaleko bufetu. Pani kładzie na ladzie dania i wzywa kolejne osoby po ich odbiór. W pewnym momencie wszyscy słyszą „Bigos!” i pani znika w kuchni. Wraca, patrzy, a danie dalej stoi więc znów woła „Bigos!”. Cisza, nikt się nie zjawia. Ponownie wraca z kuchni, bigos jak stał tak stał, więc krzyczy po raz trzeci „Bigos!!”. Żadnego odzewu, więc już nieco ściszonym głosem dodaje „A będziesz ch…u zimny żarł”.
    Większość zebranych mało nie zadławiła się swoimi daniami ze śmiechu.
    Pozdrawiam!

  12. Właśnie dlatego zacząłem w empiku płacic gotówką. Jakoś po skończeniu osiemnastki nie przestałem poznawać kolegów z piaskownicy i ważać, że nalezy do mnie mówić „psze pana”, „dziń dobry”, ale całe to „dziekuję panie Tomaszu” brzmi mniej więcej tak jak rzucone niedbale i z prędkością światła „dziekuję zapraszamy ponownie” na kasie w supermarkecie.

  13. > Artysta z zespołu Psio Crew przeczytał moją notkę o ich kłopotach w Vaals i zareagował… świętym oburzeniem. Tu przeczytacie. Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać.

    :/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s