Wycisnąć coś z Eurowizji

O słodki paradoksie! Kiedy polska reprezentacja przegrywa w piłkę kopaną, z Anglią czy Armenią, whatever, słyszę od komentatorów i czytam nazajutrz w gazetach, że co prawda dali dupy, ale w niezłym stylu i nie mamy się czego wstydzić. Pięknie, kurwa, pięknie, ale od kiedy w futbolu są noty za styl? Tu się liczy wynik. Choćby wymęczony, niechby wymodlony, nawet niezasłużony. Gol ze spalonego, strzelony ręką, albo po karnym z symulowanego faulu. W sporcie gra się po to, żeby wygrać.

Inaczej być może… Ba! Inaczej być powinno w sztuce. Nawet, gdy jest to sztuka tak niskich lotów jak muzyka popularna w pierwszej dekadzie XXI wieku. W takim konkursie jak Eurowizja moglibyśmy po prostu pochwalić się kilkoma fajnymi postaciami, zmusić od 100 do 600 milionów* bliższych i dalszych sąsiadów do wysłuchania choćby jednej dobrej polskiej piosenki. Ale nie, nic z tego. Przez parę lat z rzędu wystawialiśmy kolorowe dziwadła bez talentu, bo ktoś mądry wykombinował, że liczą się cycki, show, fajerwerki i brokat, a nie śpiewanie. Nie działało, więc ktoś równie mądry doszedł do wniosku, że skoro Edycie Górniak dawno temu poszło całkiem nieźle, to trzeba jednak stawiać na tzw. piosenkę festiwalową i już drugi rok z rzędu wysyłamy w świat wystraszone diwy, które drżącymi głosami straszą zjednoczoną Europę tymi swoimi kanciastymi „Tytanikami”. Na nikim to wrażenia nie robi, a opinię publiczną nad Wisłą znowu rozpala debata, co należy zrobić, żeby za rok osiągnąć lepszy wynik. Jak tu wyjść z półfinału (czujecie tę sportową nomenklaturę?), potem może zakwalifikować się do pierwszej dziesiątki, albo i znaleźć się na podium. Co z kolei w roku następnym da nam możliwość startu z pole position 😉

Tylko po co się wysilać? Po pierwsze, nie jesteśmy w stanie wygrać, bo nie należymy do żadnego z lokalnych sojuszy, a nasi dzielni rodacy, gęsto rozsiani po całej Europie, mają większe problemy i ambicje, niż wysyłanie esemesów na Ivana wraz z Delfinem, albo inną Isis Gee. Co dobrze o nich świadczy. Po drugie, spójrzmy prawdzie w oczy – powinniśmy się modlić, żeby nie wygrać. Wystarczy nam Euro 2012. Wyobrażacie sobie, co by się stało, gdyby zwaliła nam się jeszcze na głowy organizacja Eurowizji? W Kongresowej byśmy to zrobili, czy może na Torwarze?
Co w takim razie robić? Wycofać się z honorem na z góry upatrzone pozycje, jak sugerują defetyści? Skądże znowu! Po prostu powinniśmy przestać spinać poślady i nie traktować konkursu piosenki jak olimpiadę czy wręcz wojnę światową. Nie róbmy planów, nie wyznaczajmy ambitnych celów, po prostu pochwalmy się tym, czym warto się chwalić. Niechże tam pojedzie Reni Jusis, Ania Dąbrowska albo któraś z sióstr Przybysz. Może Hey, Myslovitz lub Voo Voo? Lipnicka z Porterem, Mitch & Mitch z Wodeckim, Gaba Kulka? Niech nas zobaczą 🙂 I nie mówcie mi, że na Eurowizji musi być różowe gówno, że inaczej nie da rady. Francję mogli reprezentować Sébastien Tellier albo Patricia Kaas i jakoś korony im z głów nie pospadały. Za to jednym strzałem Kaas nieźle podpromowała sobie w kilkudziesięciu krajach wydaną przed momentem nową płytę…

Nie czekam na wyniki głosowania. Kogo to obchodzi?

*dane za Wikipedią, a warto wiedzieć, że konkurs pokazywany jest nie tylko w Europie. W USA, Kanadzie, Australii, Indiach, Korei Południowej i paru innych krajach też.

Reklamy

12 thoughts on “Wycisnąć coś z Eurowizji

  1. A ja bym poszedł w inną stronę przy wyborze artysty. Wyślijmy tam kogoś, kogo muzyka buja wszystkich, choć nikt jej nie lubi. Każdy ją zna, ale mało kto się przyzna. Shazza, Boys itd – to są odpowiednie typy na Eurowizję. I mówię to poważnie ^^

  2. Nie mogę się zgodzić. Po pierwsze mnie Shazza nie buja, nic na to nie poradzę. Po drugie, ten trop już przerabialiśmy – Blue Cafe, Ivan i Delfin, Ich Troje… nie działa.

  3. Szkoda że nie wyszło nic z zeszłorocznego startu Żywiołaka w eliminacjach – to byłby ciekawy eksperyment.

  4. Chciałbym powiedzieć, że mnie nie obchodzi ta szmira,ale że zabieram głos, więc wychodzi na to, że jednak trochę? Do Stu Kupich! Gówno prawda! Podchwytuję jedynie ton redaktora, co by tu zrobić (jakiego Trojana posłać na tę wizję) by lepiej wypromować Polskę. A nie lepiej siedzieć cicho jak ten słowacki świstak i zawijać naszą gospodarkę w sreberko, czyli praca u podstaw, ma się rozumieć(?). Historia muzyki pokazuje, że polskie wyroby muzykologiczne nie smakują zachodnim podniebieniom, bo ilu artystów/wykonawców jest znanych/rozpoznawanych/docenianych za mentalnym murem zachodnim? Kilka wyjątków typu Stańko, Vader, (nie wspominając o „wyjechanych” typu Jan A.P. Kaczmarek)swego czasu – nieodżałowani: Komeda, Something Like Elvis czy Decapitated jedynie potwierdzają regułę. Nawet Nergal&CO doszli do wniosku, że chcąc liczyć się TAM nie można kurczowo trzymać się korzeni jeno myśleć kosmopolitycznie.

  5. Moim zdaniem bez sensu jest dyskusja kogo wysłać, bo logicznym wydaje się, że skoro kolejne etapy i finał rozstrzygane są poprzez głosowanie widzów, to i etap krajowy powinien mieć takie same zasady.
    Że w głosowaniu polskich telewidzów może nie wygrać nikt kogo uważamy za interesującego? No może, i co z tego? Miało być przecież bez spinania pośladków.

  6. a za rok będzie to samo 🙂 ależ byłby ubaw jakby faktycznie jakaś tam gwiazdka discopolo wyskoczyła hehe a może by tak Gracjana R naszą gwiazdkę youtube tam posłać ? 😀

  7. no, ale w tym roku w finale obyło się raczej bez żenad niż z żenadami. A że zmieniono zasady głosowania (pół jury/pół widzowie z danego kraju) to i te piosnki, co się znalazły na szczycie, niespecjalnie przegięte były. Większość była oczywiście nudna 🙂

    Ja się tylko zastanawiam nad jednym: skoro Rumunia i Ukraina są w stanie porządnie napisać i wyprodukować popową piosenkę, (szybki przegląd list przebojów w tym kraju wskazuje, że kraje te wysyłają na Eurowizję aktualne gwiazdy, a nie czwarty garnitur), doganiając w tym niedościgniony wzorzec europejski w postaci Szwedów, dlaczego nie są w stanie zrobić tego Polacy?

  8. A moim zdaniem, tu nie chodzi o to kogo byśmy chcieli wysłać, bo Jarek dość ciekawe typy wskazuje, tylko o to, czy te zespoły chcą być kojarzone z kiczem Eurowizyjnym. Czy Hey poszedłby na taki układ, skoro ma swoją niszę muzyczną, której się trzyma i nigdzie się nie wyrywa.

  9. Sama formuła tego festiwalu jest już jakaś taka kiczowato-odpustowa. Jak duża część muzyki pop niestety. W ostatnich latach – poza Edytą Górniak (choć śpiewać umie to jej wysokie 2 miejsce moim zdaniem również zawdzięczamy niejako sojuszom politycznym. Pierwszy występ na Eurowizji, to też dali nam coś na zachętę)przyzwoite noty dostał tylko niejaki Wiśniewski z rodziną w „Keine Grenzen”. A potem nędza… Szkoda słów. Wskazany przez Autora dobór arystów z punktu widzenia dobra muzyki i promocji Polski jest jak najbardziej słuszny. Choć sądzę, że poza Myslovitz to artyści na tyle niszowi, że ich uczestnictwo mogłoby wzburzyć masy Polskie do walki o inne nazwiska i obudzić chwilowo uśpione żądze poszukiwania układu, który to wszytsko obmyślił :-). Poza tym podobnie jak efowski uważam, że nikt z grupy wskazanych do podboju eurowizyjnych scen się nie spieszy.

  10. Ja dostrzegam inną analogię pomiędzy piłką nożną a Eurowizją: otóż minione sukcesy (trzecie miejsca piłkarzy na MŚ kilkadziesiąt lat temu oraz drugie miejsce Tej, Która Traci Pokarm)powodują, że w obu konkurencjach snujemy jakieś mocarstwowe plany, po czym jak kończy się gdzieś tam w końcu stawki, to przychodzi refleksja, że jednak ten optymizm to nie wiadomo z czego wynikał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s