A ja wspominam WTC…

Tak, to prawda, MySpace zamyka biuro w Krakowie. Ludzie komentują. Jedni uważają, że to dlatego, że MySpace w Polsce promował wyłącznie gwiazdy i nie chciał pomagać młodym zdolnym. Inni, że dlatego, iż jeden taki redaktor o niszowych gustach promował wyłącznie niezal, alternatywę i awangardę, bezczelnie ignorując zdrowy, jędrny mainstream. Niestety, nie wolno mi komentować tego wszystkiego, ale chciałbym podziękować za zainteresowanie i zaznaczyć, że bardzo schlebia mi koncepcja, jakoby do zamknięcia biura MySpace w naszym kraju doszło dlatego, że Rupertowi M. nie podoba się moja kolekcja płyt 😉
Przy okazji chciałbym również zaznaczyć, że zamknięcie biura nie jest równoznaczne z wycofaniem się MySpace z Polski, co sobie dośpiewali różni tacy – i właściwie to wszystko, co mogę powiedzieć.

A skoro już tu jestem po kilkudniowej absencji (usprawiedliwiony!), to może podrzucę zainteresowanym pewien tekst. Nie był publikowany, bo nikt go nie chciał – rozesłałem do paru tygodników i dzienników, ale zostałem olany 😉 Choć w jednym z tygodników jakiś czas później ukazał się tekst zaskakująco podobny (oczywiście, nie był to „Przekrój”). Rzecz odkopałem niedawno, w gruzach starego peceta i z pewnym takim rozczuleniem przeczytałem… Napisałem to w tydzień, może dwa po zamachach na WTC i choć dzisiaj ujęcie tematu wydaje się nieco nazbyt idealistyczne, choć całość razi nieporadnością stylu, myślę, że porusza kilka ciekawych kwestii. Pozwalam sobie wrzucić tekst bez redagowania go, więc z góry przepraszam za potencjalne utrudnienia w lekturze…

. . . . .

ŚMIECH PRZEZ ŁZY

David Letterman, poważny i skupiony, łamiącym się ze wzruszenia głosem dziękuje za ofiarność nowojorskim strażakom i policjantom. Zamiast kontynuacji popularnych sitcomów, stacje telewizyjne nadają powtórki. Artyści odwołują koncerty. Filmowcy w akcie patriotycznej autocenzury wycinają ze swoich filmów wszystkie ujęcia, które mogą kojarzyć się z tragicznymi wydarzeniami na Manhattanie. Plotkarskie rubryki największych dzienników zamilkły, bo nikogo nie interesują już biust Britney Spears i nos Michaela Jacksona. Disneyland został zamknięty do odwołania

Pożegnanie z plotką
To co stało się 11 września w Stanach Zjednoczonych, ma konsekwencje nie tylko polityczne i ekonomiczne, choć te najłatwiej zauważyć i najboleśniej je odczujemy. Świadomie czy nie, terroryści uderzyli również w gigantyczną machinę rozrywkową, jeden z ważnych symboli amerykańskiego stylu życia i jedną z głównych przyczyn dobrego samopoczucia mieszkańców Stanów Zjednoczonych.
Czy w obliczu tragedii wolno nam się śmiać? Czy możemy słuchać muzyki, plotkować o prywatnym życiu gwiazd, chodzić do kina, opowiadać dowcipy? Słowem, czy kiedy inni tracą życie, nam wolno żyć normalnie? Pytania o podobnej treści zaczęto zadawać w Ameryce, kiedy tylko opadł kurz nad Manhattanem.
– Nie możemy pisać o dietach supermodelek i dolegliwościach żołądkowych gwiazd muzyki pop, kiedy terroryści zabijają naszych przyjaciół i krewnych, kiedy straszą nasze dzieci. 11 września plotka umarła – stwierdził Richard Johnson, redagujący satyryczną Stronę Szóstą „New York Post”. W środę, 12 września, po raz pierwszy od 25 lat Strony Szóstej w tej popularnej nowojorskiej gazecie nie było. Nie ukazała się również „Z wiarygodnego źródła”, analogiczna kolumna dziennika „Washington Post”.
– Czułbym się głupio i nie na miejscu, gdybym w takiej sytuacji wciąż prowadził swoją rubrykę – uzasadnił redaktor Lloyd Grove.
Niezwykle popularna w USA satyryczna gazeta „Onion”, publikująca głównie wyssane z palca wiadomości z kraju i ze świata, przez tydzień nie aktualizowała swojej strony internetowej, a wydanie papierowe wypełniła wyłącznie przedrukami z poprzednich numerów. Większość muzyków odwołała trasy koncertowe po Stanach Zjednoczonych, a wszystkie amerykańskie internetowe serwisy rozrywkowe, z MTV.com na czele, przez kilka dni publikowały wyłącznie informacje związane z atakami. Zaplanowaną na 16 września ceremonię rozdania nagród Emmy, najbardziej prestiżowych wyróżnień telewizyjnych w USA, postanowiono zorganizować „w bardziej odpowiednim czasie”.
– Cieszę się, że większość dziennikarzy zaopatrujących nas w plotki zamilkła. Teraz rzeczywiście mają one niewielkie znaczenie. Powinniśmy za to nadrobić zaległości ze znajomości najważniejszych problemów współczesnego świata. W przeciwnym razie rzeczywiście będziemy głupimi Amerykanami – tego typu opinie przeważały w reakcjach obywateli USA na brak codziennej porcji plotek. Ale pojawiały się i inne głosy.
– Nie chcę przeżyć reszty mego życia w ciemnościach. Ludzie zginęli i nie wskrzeszę ich, niezależnie od tego, jak długo będę ich opłakiwał. Myślę, że najlepszy sposób na oddanie im hołdu, to pokazanie całemu światu, że terroryści nie zwyciężyli, że potrafimy się pozbierać i wrócić do swoich zajęć. I nie zamierzam przestać się śmiać – to głos niejakiego Diamondgala w internetowej dyskusji o przyszłości rozrywki w Ameryce.

WTC? Jakie WTC?
Wszystko wskazuje na to, że zmiany w amerykańskiej rozrywce, mogą okazać się trwalsze i bardziej brzemienne w skutki, niż tygodniowe urlopy redaktorów od plotek. Koncern płytowy East West zdecydował się na wycofanie całego nakładu „Live Scenes From New York”, koncertowego albumu rockowej formacji Dream Theater. Okładka płyty, której premiera miała miejsce 11 września, przedstawiała wieże World Trade Center wyłaniające się spoza chmury dymu. Wkrótce album znów trafi na sklepowe półki, oczywiście ze zmienioną szatą graficzną.
Z billboardów zniknęły plakaty reklamujące nowego „Spidermana”, a z kin wycofano zwiastuny filmu. Zawierały bowiem scenę, w której główny bohater wspina się po jednej z wież WTC. Wszystkie ujęcia, w których pojawia się budynek, zostaną prawdopodobnie nakręcone jeszcze raz. Również producenci drugiej części kinowego hitu „Faceci w czerni” zmuszeni zostali do wprowadzenia zmian w filmie, bo w jednej z finałowych scen widać było World Trade Center.
Wielkie hollywoodzkie koncerny jednomyślnie postanowiły przesunąć w bliżej nieokreśloną przyszłość premiery filmów „Big Trouble”, „Collateral Damage” (z Arnoldem Schwarzeneggerem tropiącym terrorystów, którzy próbowali wysadzić w powietrze drapacz chmur) i „Bad Company” (komedia z Anthonym Hopkinsem w roli głównej, opowiadająca o grupie terrorystów, którzy chcą zniszczyć Nowy Jork), uzasadniając to oczywiście szacunkiem dla ofiar i ich rodzin.
Czyżby powstała w Ameryce instytucja półkowników? Niektórzy pozwalają sobie na żart, że prawdopodobnie tytuł drugiego tomu trylogii Tolkiena, który brzmi „Dwie wieże”, zostanie wkrótce zastąpiony innym, mniej kontrowersyjnym. To dowcip, na dnie którego czai się bardzo poważne pytanie – czy w obawie przed rozdrapywaniem ran Amerykanie zaczną udawać, że WTC nigdy nie istniało?

Życie to wielka loteria
Podobne, choć mniej histeryczne, reakcje na tragedię w Nowym Jorku miały miejsce również w innych krajach świata, w tym i Polsce.
– Po tragicznych wydarzeniach w Ameryce odwołałem koncerty w Żywcu i Suchej Beskidzkiej. Bardzo się cieszę, że publiczność znakomicie to zrozumiała i nie zaprotestowała nawet jedna osoba. Nie protestował nawet mój menedżer, mimo że przygotowania do tych występów trwały ponad miesiąc, a wszystkie bilety zostały wyprzedane. Nie mogłem jednak postąpić inaczej – w ten sposób uczcił pamięć ofiar zamachu na WTC i Pentagon Marcin Daniec. Popularny satyryk odwołał również trasę po Stanach Zjednoczonych, planowaną na koniec października. Nie odbył się wielki muzyczny festyn z okazji piątych urodzin jednego z operatorów telefonii komórkowej (również dlatego, że Lionel Richie, główna gwiazda imprezy, nie mógł opuścić Ameryki). Na koncercie „Dance ma sens”, który miał miejsce 14 września w Kielcach, nie pojawiła się piosenkarka Tityo. Stacje telewizyjne zmieniły ramówkę, rezygnując na kilka dni z lekkiej, bezmyślnej rozrywki, która stanowi znaczną część oferty większości z nich.
Kiedyś jednak żałoba musi się skończyć i trzeba wrócić na scenę. Marcin Daniec poczekał na przyzwolenie zza Oceanu: – Skoro już ruszyła liga NBA i odbywają się imprezy w Stanach, pomyślałem, że my również możemy zacząć grać. Zawsze jednak znajduję czas na to, by powiedzieć piękny wiersz Andrzeja Sikorowskiego, o tym, że nasze życie to wielka loteria. Dedykuję go pamięci ofiar zamachów w Ameryce.
W pierwszym po tragedii „Dzienniku telewizyjnym” Jacek Fedorowicz powitał telewidzów słowami: – O pewnych sprawach w programie rozrywkowym mówić po prostu nie można. – W klapę marynarki wpiętą miał żółtą wstążeczkę, symbol solidarności z ofiarami ataku na WTC i narodem amerykańskim.

Miejsca dla spalonych
Czy możemy się śmiać po tym, co zdarzyło się w Ameryce 11 września?
– Oczywiście. Równie dobrze nie można by się było śmiać po holokauście, po wojnach światowych, po rzezi Ormian, po wojnach krzyżowych… Nie powinniśmy się śmiać od kiedy żyjemy – uważa Henryk Sawka, od lat satyrycznymi rysunkami komentujący otaczającą nas rzeczywistość.
Śmiech po holokauście to jedno, ale śmianie się z holokaustu, to co innego. Już w kilkanaście minut po ataku zaczęły się pojawiać w Internecie dowcipy, których przedmiotem była tragedia na Manhattanie. Ktoś szybko zmajstrował prymitywną grę komputerową, w której zadaniem grającego jest zestrzeliwanie zmierzających w kierunku wież samolotów pasażerskich. Ktoś inny spreparował fotomontaż, ukazujący różne warianty odbudowanego WTC (na przykład z dziurami przez które mogłyby swobodnie przelatywać samoloty) albo bin Ladena w intymnej sytuacji z prezydentem Bushem. Jeszcze inny dowcipniś próbował sprzedać World Trade Center za pośrednictwem serwisu aukcyjnego eBay. Nie mówiąc już o setkach dowcipów słownych, z których najbardziej subtelny informuje, że w restauracjach w WTC ofiarowano trzy rodzaje miejsc – dla niepalących, dla palących i dla spalonych.
– Strach wywołuje bardzo różne reakcje i to jest jedna z nich – uważa dr Hanna Porzonna, specjalizująca się w niesieniu pomocy psychologicznej osobom przechodzącym poważne zmiany życiowe. Jej zdaniem najwcześniejsze dowcipy o WTC wynikały również z braku zrozumienia dla powagi sytuacji. – Sama oglądając pierwsze telewizyjne relacje z ataku na Nowy Jork, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że to film animowany, albo kolejna część „Godzilli”. Nie wszyscy po prostu uwierzyli w to, co widzieli.
– Mnie te dowcipy nie bawią, nawet jeśli wymierzone są w sprawców zamachów. Dworowanie sobie z tej sytuacji jest absolutnie nie na miejscu. Sam nigdy nie opowiedziałbym takiego dowcipu, nawet w prywatnym gronie. Nigdy! – zarzeka się Marcin Daniec.
– Wszyscy mówią, że nie można, a wszyscy opowiadają. Pewnych rzeczy nie mówi się publicznie, bo po prostu nie wypada. Niebezpieczeństwo polega na tym, że kiedy mówi się pewne rzeczy głośno, trzeba się liczyć z tym, że znajdą się idioci, którzy potraktują to dosłownie – Henryk Sawka jest bardziej wyrozumiały. – Poza tym, większość widzianych przeze mnie rysunków satyrycznych, komentujących wydarzenia w Ameryce, nie ma nic wspólnego z beztroskim naigrywaniem się z cudzego nieszczęścia. To również forma walki z terroryzmem.
Czy dowcipy o zamachu na World Trade Center, obozie oświęcimskim, zatonięciu Titanica i katastrofach lotniczych możemy zaliczyć do tego samego rodzaju humoru, co – nieporównanie bardziej subtelne – komedie wojenne, z „Życie jest piękne” i „Jak rozpętałem II wojnę światową” na czele? A może powstanie kiedyś komedia o islamskich terrorystach i zamachu na WTC? Może nasze dzieci będą zaśmiewać się z niej do łez?

Śmiech to zdrowie
– Śmiech to forma katharsis. Przez ostatnie dni żyliśmy w Ameryce w stanie rozpaczy, od której nie było żadnej ucieczki. Dużo płakaliśmy – i chociaż nie otarliśmy jeszcze łez, czas na pierwszy, nieśmiały chichot, który oznaczał będzie, że wracamy do zdrowia – twierdzi amerykański internauta.
Teoria katharsis (kathareo – grec. oczyszczenie), sformułowana przez Arystotelesa, to dla antycznej estetyki pojęcie kluczowe. Zakładała ona, że od wpływem działania dzieła sztuki miało następować duchowe uwolnienie się od egzystencjalnego lęku przed nieuchronnością losu. Na grunt psychologii pojęcie katharsis przeszczepił Josef Breuer, współpracownik Zygmunta Freuda. Pacjenci Breuera, wprowadzeni w stan hipnozy, powracali do najbardziej traumatycznych wydarzeń swojego życia i przeżywali je ponownie, uwalniając tłumione wcześniej lub w ogóle nieuświadamiane emocje. W obliczu Apokalipsy zdrowy śmiech może być jedynym ratunkiem przed postradaniem zmysłów, może być szpilką, która nakłuwa balon gniewu i przerażenia. Czy jednak stać nas na taki luksus? Czy śmiech na pogrzebie nie dowodzi naszego grubiaństwa?
– Śmiech po pogrzebie jest zdrowy. Ludzie spotykają się w związku z trudnymi i ciężkimi okolicznościami, żeby dodać sobie otuchy, ciepła, żeby powspominać… i w którymś momencie można się zacząć śmiać. Biorąc jednak pod uwagę skalę tego wydarzenia, chyba jeszcze za wcześnie na stypę. Jeszcze nie rozumiemy tego, co się zdarzyło, nie przyswajamy faktów. To dopiero początek żałoby – uważa dr Porzonna.
– Niektóre dowcipy są rodzajem naturalnej samoobrony organizmu – twierdzi Henryk Sawka. – Czarny humor, śmiech przez łzy, to szczepionka, która nas broni przed złem przez próbę jego zbagatelizowania. To próba wyzwolenia się spod paraliżującej władzy strachu.

. . . . .

Oto kilka pierwszych dowcipów o WTC. Pojawiły się w sieci dosłownie godziny po zamachach:

Arabskie Biuro Podróży „Air – Dżihad” poszukuje pilotów wycieczek do Nowego
Yorku oraz Waszyngtonu. Oferta jednorazowa.

– Jaka jest różnica pomiędzy atakiem na Nowy Jork a zamachem bombowym w Oklahoma City?
– Obcokrajowcy po raz kolejny udowodnili, że potrafią robić to lepiej.

W restauracjach mieszczących się w World Trade Center oferowali trzy rodzaje miejsc: dla palących, dla niepalących i dla spalonych.

– Jaka linia lotnicza jest najbardziej efektywna?
– American Airlines. Opuszczasz Boston o 8.15, a w swoim biurze w Nowym Jorku jesteś już o 8.48.

– Jaka była ostatnia rzecz, która przeszła przez głowę panu Jonesowi z 90. piętra?
– 91. piętro.

Reklamy

2 thoughts on “A ja wspominam WTC…

  1. A już zacząłem stukać niepublicznego maila z zapytaniem: Jaro, why? ja rozumiem, kryzys, ale ile takie biuro mogło kosztować p.Murdocha (nazwisko za onet.pl)? chyba że byliście nadaktywni i doiliście bidulka na jakieś niszowe akcyje? swoją drogą, lepszej formy rozpropagowania takiej organizacji nie widzę, więc?…
    co do artykułu o 11.IX: może i rzeczywiście nieco naiwny, ale takie pytania trzeba było zadać, a i materiał całkiem bogaty. Trafia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s