Antony niedoceniony

Miałem napisać płomienną obronę Antony’ego. Albo chociaż bardzo pozytywną recenzję jego nowej płyty. Nie zrobiłbym jednak tego lepiej, niż Bartek (choć absolutnie nie zgadzam się z sugestią, że to może być najsłabsza płyta artysty!), więc daruję sobie wnikliwą analizę muzycznej i tekstowej zawartości albumu, od razu przechodząc do wniosków. „The Crying Light” to wyśmienita płyta wielkiego wokalisty. Jeśli ktoś ma wątpliwości, to pogadamy pod koniec roku, albo i za pięć lat, i zobaczymy, ile było lepszych.
Wiem, wiem, większość recenzentów marudzi, że nie zaskoczył. Twierdzą, że lubią być zaskakiwani – ale oczywiście tylko wtedy, kiedy się tego spodziewają, jak inspektor Clouseau z „Różowej pantery”, który kazał się swojemu słudze Kato napadać znienacka 😉 Wymyślili więc sobie, że Hegarty wymyśli się na nowo i teraz marudzą, że artysta nie spełnił ich wyśrubowanych oczekiwań. Z drugiej strony, w tej samej recenzji potrafią wybrzydzać, że neopogańsko-ekologiczny koncept o Matce Ziemi ich nie rusza i woleliby, żeby Antony wciąż zaglądał sobie do majtek. Że te nowe teksty, nowe emocje, to niemiła niespodzianka… No to jak w końcu z tym zaskakiwaniem? Ma być, czy nie?
Rozumiem mechanizm, sam czasem mu ulegam. Po „I Am Bird Now” od Antony’ego wymagać przecież trzeba wiele, bardzo wiele. Ale przyłóżcie, drodzy koledzy, do „The Crying Light” tę samą miarę, którą przykładacie do tych wszystkich sensacji sezonu, do Glasvegas, Lady Gaga czy innych MGMT – i dopiero wtedy spróbujcie się odważyć napisać, że Antony rozczarował. Że to jest słaba płyta.
W ogóle mam wrażenie, że recenzowanie czegokolwiek przez pryzmat osobistych oczekiwań, to jeden z grzechów głównych dziennikarstwa muzycznego. Bo co to ma niby być? Koncert życzeń? Przecież właśnie ci artyści są najbardziej godni szacunku, którzy nasze opinie i zdroworozsądkowe wymagania mają za nic. Od spełniania życzeń to jest kapela na weselu. A i tak bez stówy włożonej klawiszowcowi w kieszeń się nie obejdzie.

Reklamy

5 thoughts on “Antony niedoceniony

  1. >”W ogóle mam wrażenie, że recenzowanie >czegokolwiek przez pryzmat osobistych >oczekiwań, to jeden z grzechów głównych >dziennikarstwa muzycznego. Bo co to ma niby >być? Koncert życzeń? ”

    lepiej przez pryzmat własnych oczekiwań niż oczekiwań tłumu. recenzja to bardzo subiektywny punkt widzenia z natury, podpisany imieniem i nazwiskiem recenzującego. krzywienie się na recenzentów, że im się nie podoba coś co mnie kręci jest mało przekonujące. dla jednych sztuka dla innych kicz – taki urok.

    • Ależ oczywiście, że powinno być subiektywnie, nie inaczej. Chodzi mi raczej o projekcję własnych oczekiwań, o układanie sobie w głowie recenzji jeszcze przed przesłuchaniem płyty.
      Zresztą, nie traktowałbym tego, co wczoraj napisałem, zbyt poważnie. Lamentuję, bo walą w artystę, którego niemal bezkrytycznie uwielbiam. Kiedy będą podobne rzeczy pisali o U2, nawet nie mrugnę 😉

  2. Ale to jest problem ze wszystkimi artystami, którzy wnoszą jakiś powiew świeżości. Z jednej strony oczekuje się od nich kolejnych przełomów, z drugiej niezbyt ludzie chcą, żeby zespół ten odchodził od tego, co już wymyślił. I bądź tu człowieku mądry.
    I nie zgodzę się z tezą układania sobie recenzji jeszcze przed odsłuchaniem. To raczej kreowanie swoich oczekiwań, które potem zderzają się z rzeczywistością. I to jest chyba normalne, bo czym różni się recenzent od zwykłego słuchacza? Głównie tym, że mu płacą za pisanie.
    BTW: zrobiłem krótką wizytę na zalinkowanym majalansie. Jakoś nie dla mnie ta muzyka, drażni mnie wokal. Za mało przepity/przepalony 😛

  3. Po pierwszym przesłuchaniu „The Crying Light” byłem trochę zawiedziony. Jednak gdy tylko puściłem jakąś inną płytę, po dwóch, trzech utowrach nudziłem się i wracałem do nowego Antony’ego. Na tle poprzednich albumów wypada moim zdaniem trochę słabiej, jednak ogólnie uważam „The Crying Light” za bardzo dobrą płytę.

    Prawdopodobieństwo, że Antony znów zagości w corocznym podsumowaniu „Przekroju” wzrasta skoro trójka recenzentów tygodnika (opórcz autora bloga również Bartek Chaciński i Mariusz Herma) równie dobrze ocenia nowy album. Choć tym razem pewnie nie na 1 miejscu 🙂

  4. Oczekiwania o tyle mogą być jednym z kryteriów oceny, o ile wynikają z zapowiedzi twórcy. Jeśli Oasis czy Franz Ferdinand od dwóch lat wszem i wobec obwieszczają zmianę stylu, rewolucje gatunkowe i podbój całego świata, to zwykła przyzwoitość każe wytknąć im wielkie dysproporcje pomiędzy zapowiedziami a ich realizacją. Wiadomo, gdyby siedzieli cicho, to nie tylko mogłoby się im nie oberwać, ale może i byśmy ich wszyscy pochwalili za „umiejętne rozwijanie własnego stylu”. Biada pyszałkom! (-:

    Co do podsumowań 2009, to życzmy sobie takiego roku, żeby Antony nie zmieścił się w pierwszej dziesiątce (-:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s