Trauma z dzieciństwa

Uświadomiłem sobie niedawno, że z racji uprawianego zawodu mógłbym się już pochwalić całkiem słuszną kolekcją autografów rozmaitych luminarzy popkultury, ale nie mogę, bo w odróżnieniu od większości kolegów po fachu, nigdy autografów nie biorę. Jedyne wyjątki, jakie jestem sobie w stanie przypomnieć, to Nick Mason, na jego książce o Floydach oraz Slayer we wkładce „South of Heaven” (ale to z dedykacją urodzinową dla małżonki, bo to prezent był). Jeszcze John Cleese, na okładce DVD „Lemura zwanego Rollo”, ale to też z dedykacją dla mojej lepszej połowy, bo choć uwielbiam ten film, ona bez wątpienia uwielbia bardziej… O wiem, mam jeszcze autograf Whartona na „Spóźnionych kochankach”! Byłem wtedy na pierwszym roku studiów i spacerując krakowskim rynkiem zobaczyłem pod księgarnią kolejkę jak po mięso w stanie wojennym, więc tknięty instynktem stadnym też stanąłem, kupiłem książkę i poprosiłem autora o podpis. Powieść okazała się trudnym do strawienia glutem, więc na wszelki wypadek nigdy więcej w podobnych ogonkach nie stawałem, a egzemplarz z autografem może kiedyś sprzedam na allegro, jak bieda przyciśnie 🙂
Jako że święta spędziłem w domu rodzinnym, miałem okazję przekopać się przez kilka mniej lub bardziej zakurzonych kupek starych szpargałów. Tu listy miłosne od narzeczonych z kolonii, tam bilet PKP do Katowic, którym najpewniej dojechałem na jakąś Metalmanię, to znów wiersze, które próbowałem pisać w pierwszej czy drugiej klasie liceum (o mój Boże! co też rodzi się w głowie nastolatka…), albo widokówka, nadana przez ekipę zaprzyjaźnionych punków, hipisów i innych dziwolągów z Polańczyka, żebym przyjeżdżał natychmiast, bo impreza nie z tej ziemi. Potem znalazłem rzeczy jeszcze starsze, między innymi zeszyt z autografami. Kilkoma zaledwie, w dodatku większości z nich nie udało mi się odcyfrować. Machina wspomnień została jednak wprawiona w ruch i zaprowadziła mnie aż w głębokie lata 80., na koncert Edwarda Hulewicza, który miał miejsce na dukielskim rynku. Niewielka scena ustawiona była tuż pod oknami śp. lokalu „Złoty Gil” i w rzeczonym przybytku mieściła się prowizoryczna garderoba artysty. Jako że skądś miałem plakat pana Edwarda, o taki mniej więcej
hulewicz
postanowiłem znacząco podnieść wartość zwykłego kawałka papieru przez zdobycie autografu wokalisty. Nic to, że w kręgu moich zainteresowań pozostawali wówczas raczej Shakin’ Stevens i Limahl, a pieśni Hulewicza znałem tylko ze znienawidzonego „Koncertu życzeń” i bynajmniej ich nie kochałem – ważne, że był to artysta z telewizora, a więc chodzący kawałek lepszego świata. Jego autograf, samodzielnie przeze mnie zdobyty, miał być świadectwem, że i mnie o ów wielki świat dane było się otrzeć.
Jako że jednak na koncertach wówczas nie bywałem i moje doświadczenie w dziedzinie obcowania z gwiazdami srebrnego ekranu było mniej niż znikome, nie miałem pojęcia, kiedy należy się po ów autograf udać. Wparowałem więc do wspomnianej wcześniej garderoby pana Edwarda tuż po tym jak zszedł ze sceny. Nie miałem pojęcia, że to element spektaklu, a Hulewicz ukrył był się za winklem tylko po to, by nasłuchiwać aplauzu i za kilka sekund wyskoczyć na z góry zaplanowane bisy. Plączący się mu pod nogami smarkacz, wymachujący płachtą plakatu, zupełnie do tego scenariusza nie pasował, więc piosenkarz w kilku żołnierskich słowach odesłał mnie do kąta. Pewnie nie był bardzo niemiły, ale moja wrażliwa dziesięcioletnia dusza (i duma) bardzo ucierpiała.
Niestety, niewiele się nauczyłem. Kilka miesięcy później (a może to było kilka miesięcy wcześniej – pamięci trudno zaufać) we wsi nieopodal, w tzw. Domu Ludowym, występowali inni artyści z telewizora, m.in. Jerzy Połomski (pamiętam, że straszliwie narzekał na kurz unoszący się tumanami w tym przybytku, wykorzystywanym zwykle do organizowania wesel, prymicji i studniówek, o koncertach nikt tam nie słyszał). Konferansjerkę prowadziła Krystyna Loska. I jej autograf przede wszystkim postanowiłem zdobyć, bo Loska nie była gwiazdą telewizji, ona była Telewizją! Tuż po występie zastukałem do drzwi garderoby, wspólnej dla wszystkich artystów i – nie wiem czy czekając na „proszę”, to muszę przyznać – wtargnąłem do środka. Ukłoniłem się, zaszurałem nogami i wyrecytowałem prośbę o autograf. Jakże bezbrzeżne było moje zdumienie, jak głęboka rozpacz, gdy pani Loska wskazała mi drzwi, informując oschłym(pewnie od tego kurzu) głosem, że jest zmęczona i mam nie przeszkadzać…
Już wiem, dlaczego mimo patologicznych wręcz skłonności do kolekcjonowania, chomikowania niemal wszystkiego, co mi wpadnie w ręce, autografów nie zbieram. Po prostu nie mam śmiałości o nie prosić, w obawie przed odrzuceniem. Dobrze, że pierwsze doświadczenia z dziewczynami nie miały podobnego przebiegu 😉

PS. A ta historia z Loską skończyła się happy endem. Zdjęta litością wybiegła za mną na schody najmłodsza z występujących wówczas gwiazd, właściwie gwiazdeczka, niejaka Ravel. Nie tylko była piękna i ładnie pachniała, ale w dodatku była szalenie miła, pocieszyła mnie, wzięła mój zeszyt na autografy i za kilka chwil wróciła z podpisami wszystkich, pani Krystyny też. Niestety, nigdy więcej o Ravel nie słyszałem.

PS. 2 Dzięki nieocenionemu google’owi dowiedziałem się, że Ravel to Brygida Czarnota. Zaczynała jako wokalistka grupy Fiesta, która w czasach PRAWDZIWEGO kryzysu wylansowała przebój „Kupię skodę na wodę”, by po jakimś czasie spróbować sił solo, jako Ravel właśnie. Ale ponoć poróżniła się ze swoim ówczesnym menedżerem i partnerem życiowym zarazem (szczegóły w komentarzach), więc materiał przygotowany na jej debiutancką płytę nagrała inna młoda zdolna. Niejaka Katarzyna Szczot 🙂 A Ravel zdążyła jeszcze wystąpić w filmie „Pięć minut przed gwizdkiem” (jako prostytutka) i wszelki ślad po niej zaginął. Szkoda. Swoją drogą, pamięć mnie nie myliła, Ravel naprawdę była piękna

Reklamy

5 thoughts on “Trauma z dzieciństwa

  1. Cóż Redaktorze moje przeżycia w kwestii zbierania autografów są dramatyczne i kończą się gdzieś chyba w 99′ lub 98′ podczas chyba ostatniej Metalmanii w Baildonie. Gdzieś między parasolem składanym pożyczonym od mamy a paczką Klubowych Lightów miałem jedyny skrawek papieru w postaci karty bibliotecznej, który to wykorzystałem prosząc o autograf niejakiego (;-]) Xy (wówczas wielbionego, dziś mniej szanowanego)oraz Gusa Chambersa z Grip Inc. (bardzo lubiłem ten zespół), i ciągle ten zmiętolony skrawek shitu trzymam w szufladzie. Dlaczego? Bynajmniej nie dlatego, że są na nim podpisy w/w. Ten śmieć uratował mi niemal życie ;-]. W Baildonie było 1 lub 2 okienka z napojami na tę kilka setek (może tysiąc) typa. Za cholerę nie było jak ugasić pragnienia krócej niż w 3 godziny. Podszedłem więc do grupki fanów Samael w kolejce i pokornie zagadnąłem, że Xy podpisuje na sektorach przy barierce. Kolejka stopniała w połowie, wszyscy polecieli po autograf, ja się napiłem, a Xy, cóż Xy chyba w między czasie się ulotnił a ja oczywiście wtopiłem się w tłum. ;-]

  2. Fajnie poczytac o sobie w takich superlatywach.
    Pozdrawiam ze szwajcarii i zycze szkcesu w konkursie 🙂

    p.s
    nie bylam nigdy dziewczyna menedzera..

    • Ha! Kocham internet!!! 🙂 Oto jak mgliste wspomnienie z lat pacholęcych ciałem się stało! Ravel, może dopisze Pani dalszy ciąg – mam nadzieję, że z happy endem – do przytoczonej przeze mnie historii? A za wpadkę z rzekomym związkiem z menedżerem przepraszam, taką informację gdzieś wygooglałem, już poprawiam…

  3. Ok, nie ma sprawy. Sama sie o tym dowiedzialam z netu (siostra przyslala mi linka z ta mylna informacja).
    Z Loska i J. Polomskim zjezdzilam cala polske, pozniej wystepowalam rowniez na trasach z Rosiewiczem, i w innych konstelacjach. Spiewalam na plycie Zembatego (Hathor, Siedem Zyczen kota…) i z grupa JazzowaYoung Power.
    Wyjechalam do szwajcarii na kontrakt przez Pagart i zostalam tu (juz 20 lat).
    Kto wie jak by sie moje zycie potoczylo w polsce. Moze zrobilabym kariere, moze nie…
    Na wydanie mojej plyty w Rogocie niestety sie nie doczekalam , a Kayah nagrala/przejela wtedy plyte Renaty Czarnoty (kolezanki z Fiesty /to samo nazwisko) ktora rowniez probowala “szczescia” z ta wytwornia polytowa.
    Spiewam nadal, semiprofesionalnie, nagrywam sobie wlasne piosenki, kompomuje, mam 3 dzieci i jestem zadowolona z zycia.
    Jak znajde troche czasu, to moze spelnie swoje marzenie nagrania krazka w stanach, gdzie sound i wszystko dotyczace muzyki jest poprostu inne/lepsze niz w europie.
    Nie urazajac nikogo.Sorry.

    Pozdrawiam serdecznie

    Brygida

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s