Metallica i… Oni

Skoro nawet redaktor Chaciński poświęcił parę zdań Metallice (no ale Bartku, jakże to tak, przecież „Master Of Puppets” najlepsze!), to i mnie wydania „Death Magnetic” zignorować nie wypada. Chociaż każdy, kto słucha metalu częściej, niż przy okazji premier nowych płyt Metalliki i Iron Maiden, doskonale wie, że nie jest to materiał wybitny i nie wnosi zupełnie nic do dorobku zespołu, o rozwoju gatunku nie wspominając. Owszem, jest znacznie lepiej niż na „St. Anger”, ale to kaszka z mlekiem, to jeszcze nie powód do dumy. Choć chyba nie można mieć pretensji do zespołu, bo słychać, że się starają, że ostro prą do przodu, że im zależy. Za to Rick Rubin po raz pierwszy od dobrych paru lat nie zasłużył na swoją wypłatę. Po pierwsze, album źle brzmi. Mamy 2008 rok do cholery, nieco wyższe standardy, niż 20 lat temu – bracia Wiesławscy w Białymstoku lepiej by to nagrali! Po drugie, zastanawiam się, kto Metallice aranżował numery na „Master Of Puppets” skoro dzisiaj stać ich tylko na nieporadne sklejanie motywów, czasem całkiem fajnych zresztą? No dobrze, mógł to być Cliff Burton. A na „Czarnym Albumie”? Ktokolwiek to nie był, dał radę. A Rubin nie dał, zupełnie sprawę odpuścił. Ech, powinien go Lars za brodę wytarmosić, jeśli dosięgnie…

Ale ja tu bynajmniej nie zamierzałem spóźnionej recenzji pisać, bo i po co? Fani Metalliki to ludzie czynu, więc podwójna platyna w tydzień zrobiona. Ja z anegdotą przybywam! Otóż jak doniosły media, szwedzki oddział firmy Universal Music odwołał wywiad z Metalliką gazecie „Sydsvenskan”, po tym jak dziennikarz owego periodyku niebacznie przyznał w recenzji, że ściągnął sobie z sieci nielegalnie wersję albumu. Bardzo mnie ta wiadomość rozbawiła, bo nie dalej jak trzy tygodnie temu odebrałem telefon z polskiego oddziału rzeczonej wytwórni. Miła koleżanka z Universala, czyniąc swoją zawodową powinność, chciała ze mną uzgodnić pewne działania promocyjne, które mogłyby mieć miejsce na łamach „Przekroju”, przy okazji premiery Metalliki właśnie. Ale że singel jakoś mnie nie przekonał, powiedziałem, że żadnej decyzji nie podejmę, dopóki nie usłyszę całego materiału.
– Nie mamy jeszcze całej płyty – odparła koleżanka. – Ale już jest w internecie.
– Ale gdzie w internecie? – zapytałem naiwnie, sądząc, że może wytwórnia jakiś streaming dla dziennikarzy zorganizowała.
– No wiesz…
Acha, więc o to chodzi. Ciekawa sprawa. Szczególnie w kontekście Metalliki.
– Ale naprawdę nie wiem gdzie szukać, nie umiem tego robić i nie chcę się nauczyć – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Okazja czyni złodzieja, a ja nie chcę swojej uczciwości na tak trudną próbę wystawiać, więc na wszelki wypadek trzymam się od sieci p2p z dala. Chwila ciszy i…
– Oni wszyscy dobrze wiedzą! – podsłuchałem niechcący gniewny strzęp szybkiej narady bojowej po drugiej stronie słuchawki. Ale że upierałem się przy swojej wersji, rozmowa została zakończona. Miła koleżanka zapewne odniosła wrażenie, żem trudny we współpracy i nie chcę pomóc, a ja odniosłem wrażenie, że świat stanął na głowie.

Płytę kupiłem, w dniu premiery, dokładając swą skromną cegiełkę do tej podwójnej platyny. I zupełnie już jestem skołowany, bo piracka wersja z sieci ponoć lepiej brzmi…

Reklamy

4 thoughts on “Metallica i… Oni

  1. Lepiej brzmi wersja wycięta z gry Guitar Hero3. Ponieważ w guitar hero udaje się grę na gitarze musi być coś słychać po za trzaskami.

    A co do napster bad, metallica good, Lars gdzieś tam w wywiadzie już nie płakał że ich album jest w necie.
    No i na youtube był konkurs na wideo z ich muzyką – teledysk, fani grający itd.

  2. To, że płyta źle brzmi, dźwięk trzeszczy itd. jestem w stanie przetrawić. Natomiast po raz pierwszy w życiu muszę powiedzieć, że Metallice kończą się pomysły. Bo jak inaczej można nazwać ewidentne autoplagiaty w numerze singlowym i kilku innych kawałkach? St. Anger jaki był, taki był, ale przynajmniej był oryginalny, nieszablonowy. Podobnie jak loady. A Death Magnetic niczym nie zaskakuje-chyba tylko tą spieprzoną produkcją i niemocą twórczą. Nieudolny zlepek riffów, solówek i brzmień z Czarnego Albumu, Load, And Justice…W stylu: dla każdego coś miłego.Ta płyta brzmi nie jak odrodzenie Metalliki, tylko album podsumowujący karierę starszych panów, którzy zagrają jeszcze parę koncertów i resztę życia spędzą na wyjazdach do wód.

  3. Jaro, no żesz kurwa mać, przecież tej płyty nie daje się kompletnie słuchać na dobrym sprzęcie/słuchawkach. Ściana dźwięku, zero dynamiki, wszystkie łepki na waveformie ścięte – a ty tak delikatnie, że „źle brzmi”. Nie w brzmieniu problem – nagranie jesty po prostu wadliwe, nawet na audiofilskim wydaniu na 5-ciu 45-kach.
    Czy wszyscy dziennikarze muzyczni mają już nieco stępiony słuch i nie słyszą tego trzeszczenia na płycie? W większości recenzji ani słowa na ten temat.

  4. A ja się natknąłem na takie coś. http://news.ibox.bg/news/id_214140453
    Artykuł po bułgarsku, więc pokuszę się o krótkie streszczenie. Lars Ulrich w wywiadzie udzielonym telewizji VH1 Classic przyznał się, że niedługo po premierze Death Magnetic ściągnął nielegalnie własny album z Internetu „żeby zobaczyć jak to jest”. Powiedział też, że wszystko stało się podczas małego przyjęcia. Ulrich stwierdził, że jeżeli ktokolwiek ma prawo do darmowego ściągania tej płyty z sieci, to właśnie on.

    Cóż, prawa odmówić mu nie można, ale ironią cała sytuacja śmierdzi na kilometr.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s