Od urodzin Vadera do historii komunizmu

W sobotę obchodziliśmy 25. urodziny Vadera. Świetne kapele, zatrzęsienie starych dobrych znajomych (niektórych nie widziałem od lat), no i okazja odpowiednia do biesiady – ćwierć wieku pod górkę, ale za to z wielkim hukiem. Szkoda, że tuż przed koncertem sprawa się rypła i wszyscy dowiedzieli się, że Darek odchodzi do Dimmu Borgir (swoją drogą gratulacje, to transfer roku w polskim metalu – jeśli nie dekady), a Mauser postanowił skupić się wyłącznie na swoim projekcie UnSun (w który Century Media inwestują stertę pieniędzy, więc kto wie, może doczekamy się pierwszej polskiej gwiazdy światowych list przebojów). No i OK, życzę im jak najlepiej, a Peter oczywiście sobie poradzi, bo Vader to on. Lada moment znajdzie więc nowych muzyków, bo chętnych, z tego co wiem, nie brakuje. Niestety, w związku z całym tym zamieszaniem atmosfera imprezy chwilami była nienajlepsza. Niby urodziny, a jednak trochę stypa…

Całodniową sobotnią masakrę w Stodole odreagowałem w poniedziałek na półakustycznym koncercie Jeffrey’a Lewisa i jego dwóch kolegów, a raczej brata i kolegi, z The Jitters. Zabawna historia z tym koncertem, bo jego organizatorka i wierna fanka artysty zarazem, zadłużyła się po uszy, żeby piosenkarza do Krakowa ściagnąć (w dodatku srogo przepłacając moim skromnym zdaniem) i na dodatek w przeddzień sztuki, czy raczej przednoc, została przyłapana przez organy ścigania na partyzanckim plakatowaniu miasta i osadzona w areszcie. Doszedł więc dodatkowy wydatek, na kaucję, żeby mogła zorganizowaną przez siebie imprezę zobaczyć. Rock’n’roll pełną gębą! 🙂 [PS. Jak się okazuje, jednak było odrobinę mniej rockandrollowo 😉 – szczegóły w komentarzach – JS]

A sam występ Lewisa? Świetny, z jednym momentem absolutnie rewelacyjnym i jednym zgrzytem. Rewelacyjny był trwający nieco ponad kwadrans wykład na temat historii nowojorskiego punk rocka, w latach 1950-75, a więc właściwie naukowy dowód na to, że punk to tylko nieco bardziej pyskate i zaawansowane technologicznie dziecko amerykańskiej muzyki folk. Oczywiście, Jeff swoje wywody bogato ilustrował muzyką, kilkunastosekundowymi pigułami – to zmieniając się w Dylana, to znów w Reeda, Popa (tak, tak, Stooges to Detroit, ale płytę nagrywali w New Yorku, z Calem, więc wszystko zostaje w rodzinie) albo Patti Smith. Doskonały występ, niemal kabaretowy, ale i naprawdę kawał historii muzyki! O, znalazłem nawet wersję sprzed paru lat, nieco krótszą, ale i tak warto zobaczyć, jeśli ktoś nie miał okazji na żywo.

A zgrzyt? Lewis to nie tylko kompozytor, tekściarz i śpiewak, ale również ceniony autor komiksów. Kilka razy więc tego wieczoru odkładał gitarę i mamrotał jakąś historię, przewracając kartki wielkiego zeszytu, co miało być formą teledysku bez telewizora. Opowieść o czerwonej dłoni, przy której pomocy podmiot liryczny rozprawił się z autokarem pełnym zakonnic była nawet zabawna, ale już krótka historia komunizmu w Rosji – zupełnie nie. Oto bowiem okazało sie, że komunizm był fajny, chłopi dostali ziemię na własność, dostęp do edukacji i ochrony zdrowia, wolne wybory, i wszyscy żyliby długo i szczęśliwie, gdyby tylko rząd radziecki był nieco mniej paranoiczny (sic!). O kolektywizacji, NKWD, Gułagu, Planie Pięcioletnim i innych wynalazkach władzy radzieckiej na uniwersytetach Wschodniego Wybrzeża nie mówią? Słuchając tych bzdur napotkałem wzrok jakiegoś chłopaka. „Ale pierdoli” – szepnął w moją stronę. Lepiej bym tego podsumować nie umiał.

Reklamy

6 thoughts on “Od urodzin Vadera do historii komunizmu

  1. Cieszę się, że dobrze Pan się bawił na koncercie Jeffreya Lewisa.
    Ja wzmianki o korzysciach płynących z życia w kraju komunistycznym, rozdawnictwie ziemi itp. odebrałam jako ironię. Moze dlatego, że już po koncercie spędziliśmy z chłopakami kilka godzin na pogawędkach na temat historii USA oraz Europy Wschodniej i muszę przyznać, że nie odniosłam wrażenia jakoby Jeffrey Lewis był ogłupionym przez propagandę naiwnym ‚middle class’ kid.
    Śpieszę jednak donieść, że mój wkład finansowy w całe przedsiewziecie był niewielki, poza tym aresztu zwolniono mnie kiedy kolega przyniósł moje dokumenty. Obyło się bez kaucji:)
    Nie wiem czy to dobrze czy może już nie tak rockandrollowo, jednak w każdym razie w zgodzie z tzw. faktami.
    Pozdrawiam Serdecznie:)

  2. No cóż, ja nie miałem okazji do kilkugodzinnego sondowania wiedzy historycznej Lewisa, ale wiem za to, że nie ja jeden owej rzekomej ironii na koncercie nie odczytałem.
    Co do pozostałych faktów, nic nie zmyśliłem – oparłem się na naszej rozmowie po koncercie (wtedy raczyłaś to wszystko przedstawić w nieco bardziej dramatycznej formie) oraz wpisach Twoich i koleżanki o tutaj: http://www.goldenline.pl/forum/dziennikarstwo-muzyczne/434102 Żadnego dementi na temat owej kaucji tam nie znalazłem. Hmm 🙂
    A tak btw, to proszę nie tytułować mnie „panem”. Panowie to byli w Rosji przed rewolucją i wszyscy wiemy, jak skończyli.

  3. Dementi już jest:)
    Po koncercie w ogóle było euforyczno-dramatycznie, na szczęście udało się dogadać z Jeffreyem, no i wspaniałomyślnie zreflektował się w porę właściciel hostelu, który zaproponował wsparcie:)

  4. a jednak nie tylko ja odebrałem koncert VADER jak stypę…!? Przykra sprawa przy tak szumnie anonsowanej okazji,ale trudno się z Tobą nie zgodzić…Generał na pewno szybko opanuje sytuację:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s