Poznaj swojego wroga

Motto: „Och, minęło tyle czasu / Przepraszamy, że nas nie było / Byliśmy zajęci pisaniem piosenek dla was / Nie musicie się martwić, bo wciąż jesteśmy tym samym zespołem / Nie martwcie się…” (Panic At The Disco, „We’re So Starving”)

Zacytowana powyżej kuriozalna inwokacja to początek nowej, zaskakująco złej płyty Panic At The Disco. Próbowali nie dwie, ale dwieście srok za ogon złapać i wyszła im zupełnie niestrawna punk opera, coś jakby college’owa, smarkata wariacja na temat „Sierżanta Pieprza”, tudzież niestrawna parodia „American Idiot”. A wszystko przez to, że – jak mniemam – pomiędzy artystycznymi ambicjami muzyków Panic At The Disco i ich wyobrażeniami o gustach ich własnych fanów powstała przepaść, której nie da się zasypać, ani przeskoczyć.

Wszystkiemu winne dwie prędkości. Pierwsza z nich to prędkość, z jaką dojrzewają muzycy, nawet ci mierni. Z racji tego, że żyją muzyką na co dzień, że 24 godziny na dobę tkwią po uszy zanurzeni w dźwiękach, szybciej mają dość banałów, łatwiej zmieniają im się i dojrzewają gusta. Chętniej poszukują. Fani tymczasem – jak inżynier Mamoń oraz publiczność największych polskich (i nie tylko polskich, nie jesteśmy pod tym względem narodem wybranym) radiostacji – niestrudzenie domagają się powtórek ulubionych melodii, piosenek, płyt. Nie wszyscy oczywiście, ale większość owszem. Fani, nawet tych alternatywnych, niby niszowych gatunków, w swej anonimowej większości kierują się głównie sentymentami. Doświadczyli tego boleśnie niemal wszyscy wielcy – Pink Floyd, Metallica, REM, U2, Red Hot Chilli Peppers, nawet Slayer… Każdy, kto odważy się choćby lekko zboczyć z kursu obranego na płytach, które przyniosły mu sławę, uznanie i pieniądze, natychmiast naraża się na zimny prysznic. Nie wszyscy się tym przejmują. Pink Floyd na przykład się nie przejmował, nad czym wielce ubolewam 🙂 ale zwykle gwiazdy, nie chcąc narażać raz zdobytego terytorium, wracają na swoje miejsce i do końca mniej lub bardziej spektakularnej kariery grzecznie chodzą na pasku własnej publiczności. Na palcach jednej ręki da się policzyć tych, którzy nigdy nie dali się zapędzić w kozi róg i z każdej próby zaszufladkowania wychodzili obronną ręką. To oczywiście The Beatles (choć kto wie, co stałoby się, gdyby pograli dłużej i przetrwali nie tylko przypływ, ale i odpływ beatlemanii), David Bowie, a nawet… Madonna (choć w tym przypadku zawsze większe wrażenie niż zmiany stylu muzycznego robiły zmiany garderoby i uczesania).

Po co ja to wszystko piszę? No, zaprotestować chciałem… Czy raczej zaapelować. Nie do fanów, bo ci mają święte i niezbywalne prawo do złego gustu, niereformowalności, uporu. Chciałem zaapelować do artystów, by łaskawie odpieprzyli się od nas, dziennikarzy muzycznych i recenzentów. Nie my przecież rzucamy wam kłody pod nogi, nie my torpedujemy każdą próbę rozwoju, nie my każemy 60-latkom wykonywać w nieskończoność głupie piosenki, które niebacznie popełnili w wieku lat 18. To wasi ukochani fani was tak traktują. Więzi was ta sama ręka, która was karmi.

Advertisements

6 thoughts on “Poznaj swojego wroga

  1. A na przykład Miles Davis na zmianach wyszedł lepiej, niż ci, którzy woleli nie eksperymentować. I miał, dzięki Bogu, całą krytykę głęboko w dupie. Dziennikarstwo muzyczne to po prostu kolejna gałąź szeroko rozumianej rozrywki. Może dobrze by było, żeby i muzycy to sobie czasem uświadomili i bardziej się przejmowali jakością swojej twórczości, a nie jej przynależnością do szuflad/ mód… Ale ja się tam nie znam:)

  2. Mi to nawet bardziej chodziło o to, że większość muzyków uważa, że negatywna recenzja może zaszkodzić ich karierze. Tymczasem wydaje mi się, że więcej szkody niż 1000 złych recenzji może im przynieść jeden przebój, którego niewolnikami staną się do końca życia. Ale oczywiście wszystkim przebojów i złotych płyt z serca życzę 🙂

  3. Cześć Jarek.
    Normalnie tylko na tym fajansiarskim blogo można się dowiedzieć co się z Tobą dzieje
    Odezwałbyś się jak jeszcze w Kraku siedzisz.
    Pozdrawiam
    Vitek

  4. puenta spoko, święte słowa rzekłbym…

    natomiast 60-cio latkom to już poszukiwania raczej nie przystoją- jeśli już postanawiają stworzyć coś nowego, to zazwyczaj okazuje się to o 10 lat za stare…

    przykład? wiecznie poszukujący taki Mike Oldfield, się fanom nie kłaniał i grzązł… i grzązł… aż wreszcie postanowił jednak mimo wszystko stworzyć Tubular Bells po raz kolejny i kolejny…

    za całokształt- jakże różnoraki- chwała takim artystom!

    święte słowa w puencie powiadam!

  5. Jedno słowo: Sparks.

    Bracia Mael mają po 50-parę lat a każda ich nowa płyta to krok w nową stronę. Mimo to – a może właśnie dlatego – fani ich wciąż kochają i akceptują każdą fanaberię.

    Więc może to kwestia jakości publiczności.

  6. Czytając Twój artykuł, przypomniał mi sie Marek Grechuta. Każda płyta jaką nagrywał, była inna, co najmniej 5 było genialnych a jednak publika grzęźnie w tych kilku pierwszych przebojach. Z drugiej strony Johny Cash stał się a wiekiem coraz bardziej dla mnie fascynujący mimo, że nic w swojej muzyce nie zmieniał 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s