Fryderyki – neverending story

Wszyscy dzisiaj zdają się szukać w sieci informacji na temat Fryderyków, co oznacza, że wciąż warto je wręczać, że budzą emocje, że jednak i o dziwo, coś znaczą. A skoro tak to i ja dorzucę swoje trzy grosze do pofryderykowych refleksji. Nie żebym wierzył w to, że cokolwiek zmienię, ale choćby po to, bym za rok mógł znów krakać: A nie mówiłem?

Fryderyki wróciły do telewizji – to dobrze. Nie wiem tylko po co to prężenie muskułów i udawanie szołbizowego mocarstwa, którym nie jesteśmy? Po co dwie sceny i czerwony dywan? Przeganianie artystów z góry na dół w trakcie trwania uroczystości było pomysłem tak kuriozalnym, że aż zabawnym, a widok Kory z Fryderykiem w dłoni, goniącej po schodach za Kasią Nosowską porwaną przez Niedźwiedzia – niezapomniany.

Kayah nie powinna brać się za konferansjerkę. Ma wiele innych talentów, śpiewała przecież pięknie, wyglądała pięknie, ale zupełnie nie radziła sobie z dowcipnymi (w zamierzeniu) zapowiedziami. Swoja drogą, najsłabsze było rozpoczęcie transmitowanej przez TVP1 część gali od jakichś osobistych porachunków z Pudelkiem. Nie do końca wiem o co chodzi, bo zaglądam tam sporadycznie, ale skoro Kayah poleca, to chyba zacznę czytać go regularnie… Naprawdę zasłużył Pudelek na taką nobilitację?

Występów zbyt wielu nie widziałem, ale podobała mi się wspólna piosenka Bartka Królika i Natalii Kukulskiej („Pół na pół”), za to zupełnie nie podobało mi się , że Natalia na scenie udaje Amy Winehouse. Podobnie, jak nie kupuję Macieja Maleńczuka udającego Nicka Cave’a. Co się z nim porobiło? Przecież wszyscy pokochali go właśnie za to, że nie udawał. Tak jak nie udaje Kasia Nosowska, która zgarnęła połowę Fryderyków. No i niech ma, na zdrowie…
Niestety, czy się to komuś podoba, czy nie, skazani jesteśmy na dożywotnie nagradzanie Heya, Waglewskiego czy Raz, Dwa, Trzy. Nie dlatego, że nie ma w Polsce równie dobrych zespołów czy kompozytorów (choć tak wielu to w sumie nie ma), ale dlatego, że członkowie Akademii ich nie znają. Nie słuchają nominowanych płyt, nie mają pojęcia, kto to taki Pogodno, nie mówiąc już o Karimski Club czy Behemoth. Z roku na rok nagradzają więc te same dziesięć nazwisk i nazw, bo przejęci swoją rolą, nie będą przecież głosować w ciemno.

Skoro więc udało się odnowić fasadę Fryderyków i impreza znów przyzwoicie wygląda, to może pora popracować nad regulaminem? Może warto ograniczyć ilość głosujących? Może warto popracować nad kategoriami? Przecież nominowanie w tym samym wyścigu akustycznego Heya i Behemotha to groteskowy pomysł! A wystarczyło oddzielić rock od metalu, albumów wartych nominacji znalazłoby się aż nadto… Może trzeba przywrócić kategorię „reedycje”, bo to bardzo ważny element dzisiejszej fonografii. Może warto pomyśleć o kategorii „nowe technologie”, jako wyróżnienie dla tych, którzy w trudnych czasach zamiast psioczyć na piratów stadionowych i sieciowych, potrafią wykorzystywać różne sprytne wynalazki do promocji swojej twórczości? No i do jasnej cholery, nie pozwalajcie wysyłaczom esemsów decydować o tym, kto jest najważniejszą nową twarzą polskiej fonografii!!!

Advertisements

2 thoughts on “Fryderyki – neverending story

  1. Jedyny plus tej imprezy to taki ze Lipa dostał nagrodę dla najlepszego wokalisty. Czyli znaczy to , że ludzie którzy wybierają kto dostanie nagrode nie są tak do końca głusi :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s