Leather Zoo – historia z happy endem

Wróciłem z kilkudniowego pobytu w Londynie. Bogatszy o kupkę płyt (jak to możliwe, że tam w sklepach mają prawie wszystko i w dodatku tanio, a w naszych nie ma nic i w dodatku drogo?) i parę miłych wspomnień. Już w Londynie dowiedziałem się, że w piątek swój pierwszy koncert w stolicy Wielkiej Brytanii zagra moja cudownie wyguglana kuzynka Melanie, wraz ze swoim zespołem Leather Zoo. Postanowiłem zrobić jej niespodziankę. Poczłapałem więc wieczorem na Northampton Road, do obskurnego klubiku Leonard’s, gdzie na stu metrach kwadratowych upchano jakimś cudem dwie sceny, na których miało wystąpić z 10, może 11 zespołów. Makabra…
No, ale o muzyce później. Rodzina musi być na pierwszym miejscu. Bez trudu rozpoznałem Melanie, widziałem przecież jej zdjęcia i fragmenty koncertów w sieci. Podszedłem do niej i bez słowa podsunąłem prawo jazdy, wskazując paluchem nasze wspólne nazwisko. Mel aż podskoczyła. Bynajmniej nie z radości – oczywiście, nigdy wcześniej nie widziała polskiego prawa jazdy, więc widząc wielkie literki PL na niebieskim tle, myślała, że jestem policjantem. Tajniakiem ze specjalnej jednostki do spraw walki z czymkolwiek. Swoją drogą, ciekawe, co przeskrobała, że tak się gliniarzy boi? 🙂 Kiedy w końcu dotarło do niej, kim jestem, zaczął się równie radosny, co męczący rytuał powitalny, potem opowieści familijne, szukanie wspólnych cech, opracowywanie planów wielkiego rodzinnego zjazdu i tym podobne historie, których wam oszczędzę. Tak czy owak, było fajnie.
Szkoda tylko, że koncert nie do końca się udał. Jeśli młodzi polscy muzycy – ci z kapel puszczanych w Trójce przez Piotrka Stelmacha i ci dopieszczani raz na jakiś czas czułym słowem przez Machinę, i ci co w samo południe grywają na festiwalach w Mysłowicach, Jarocinie czy Węgorzewie – myślą, że mają przesrane, że w Polsce trudno się przebić, to niniejszym oświadczam, że są w wielkim błędzie. Choć rynek u nas kulawy, do świadomości fanów przebić się można stosunkowo łatwo, bo konkurencja prawie żadna. Za to w Anglii… Tam wszyscy grają w zespołach. Naprawdę. W piątkowy wieczór w Leonard’s było tłoczno, ale ludzi, którzy nie przewinęli się przez scenę mógłbym policzyć na palcach jednej ręki. W związku z tym, że wszyscy grali, nikt nie słuchał. Kapele były tak skupione na sobie, że kompletnie nie interesowały się tym, co robi konkurencja, a co za tym idzie, mimo pełnej sali wszyscy grali właściwie dla siebie. No i dla mnie, bo starałem się zerkać w tamtą stronę raz na jakiś czas i łowić uchem co ciekawsze dźwięki. Niestety, tych było jak na lekarstwo… Najbardziej rozbawiło mnie czterech nastoletnich Pete’ów Dohertych, którym przed koncertem jakiś siwy pan tłukł do łbów, że muszą jeszcze trochę razem pograć, zanim wejdą do studia. Trochę? Pograć? Przecież oni nawet nie potrafili trzymać instrumentów! Ale przyznaję, na wszelki wypadek notowałem nazwy kapel. Jeśli The Knowledge, Theoretical Dawnfall, The London Agreement lub The Expectations jakimś cudem zrobią karierę, będę się wymądrzał w telewizorze, że widziałem ich pierwsze kroki na scenie i że już wtedy poczułem, że mają w sobie to coś 🙂
Dopiero The Merry Misery, przedostatni tego wieczoru, prezentowali poziom w miarę przyzwoity. Szczególnie w szybkich kawałkach, które brzmiały jak Misfits doprawieni szczyptą rocka z Południa. Słabiej im wychodziły wolniejsze, bluesowe numery, ale cóż, nobody’s perfect… Na koniec Leather Zoo. Przykro było patrzeć, że grają dla niemal pustej sali (bo młodzież z pierwszych zespołów zdążyła już popędzić do domów, po kilku chłopców zresztą przyjechali rodzice), ale serce rosło, gdy widziałem, że starają się tak, jakby to była sztuka na stadionie. To oczywiście subiektywny osąd, w dodatku zaburzony więzami krwi, ale na żywo Leather Zoo zabrzmieli dużo bardziej dynamicznie i przekonująco, niż w wersji studyjnej, a Mel okazała się świetną frontwoman. Grają w lipcu w Cottbus, przy polskiej granicy, więc jeśli ktoś mieszka blisko, polecam. Albo nie… Może przeczyta to ktoś, kto chciałby zaprosić ich wtedy na koncert czy dwa do Polski? Chętnie pomogę. To dopiero byłby happy end!

Reklamy

3 thoughts on “Leather Zoo – historia z happy endem

  1. Cieszę się waszym szczęściem, ale możesz sprawdzić, czy ze strony żony nie było jakichś Araya’ów..;)) bo coś w tym roku nie zamierzają zjechać do Polandii, a po kądzieli może by chcieli:)

  2. Wejdz prosze na http://www.myspace.com/hairinthesinkband, posluchaj ich, przyjdz na koncert do Saturatora 31 lipca-niestety to czwartek(z Krakowa to tylko 2,5 godzinki Intercity). Jak posluchasz,to daj znac. Organizuje ten koncert chlopakom w Saturatorze, boje sie, bo to miejsce to taka betonowa puszka, trzeba bedzie sie natruddzic, bo trzeba bedzie grac ciszej a dynamiczniej, to wyzwanie, tym bardziej,ze wjezdzaja nam reportezy z AntyPortalu, wiec to wazne slowa PO beda. Zaprosilismy tam sentymantalny zespol DUUGI(projekt basisty Rentona)oraz JUNK HUSTLER. I jak juz posluchasz, to pogadamy o Leather Zoo-powaznie o tym pisze-zeby ich na jesien zaprosic na koncert. HITS chce grac bardzo z dynamiczna energia. Leather Zoo jest takowe.
    Pozdrawiam Ciebie bardzo serdecznie i czekam na kontakt. Jezeli to LZ jest napisane powaznie,to ja powaznie odpowiadam.
    Katie
    ps. jak chcesz mnie zobaczyc to http://www.myspace.com/katebordin

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s