Kłopot z Agorą

Mam kłopot z Agorą. Nie żeby mi sen z oczu spędzały pionowe korytarze, nie żebym się zamartwiał, kto jest TYM zastępcą Adama Michnika w GW, a kto tylko zastępcą… Moje rozterki dotyczą marginalnego aspektu ich rynkowej działalności, choć z mego subiektywnego punktu widzenia nader istotnego, czyli wydawania płyt.

A właściwie nie płyt, książek raczej… Takich jednak, których się nie czyta, bo służą jedynie sprzedawaniu płyt, które rzekomo nie są płytami. To zupełnie tak, jak z listami, które jeśli dokleić do nich kawał pancerza czołgu już listami być przestają i można je przesyłać do woli, bez narażania się na konflikt z prawem chroniącym monopolistę. Z kolei Agora wydaje swoje płyty jako książki nie dlatego, że tacy z nich mole książkowi, ale dlatego, że można nie zapłacić państwu 22% podatku VAT (taka jest stawka na kompakty z muzyką i słusznie, bo to przecież nie jest towar pierwszej potrzeby, to nie chleb, ani pieluchy). VAT na książki wynosi równe 0% (bo naród trzeba edukować, żeby mu się lepiej żyło), więc na każdej sprzedanej w ten sposób płycie-nie-płycie, która kosztuje trzy dychy, mamy sześć zeta dodatkowego zysku. Źle?

Oczywiście, wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Z literą prawa, bo przecież nie z jego duchem. No, ale ja to jestem za młody i za głupi, żeby o prawie i o duchach na blogu pisać… Może któryś z moralnych autorytetów Gazety podejmie temat? O łódce Bols chyba pisaliście? 

Sprawa tym bardziej smutna, że na to, co wolno gigantowi, nie mogą (nie chcą?) sobie pozwolić mali, ale waleczni – niezależne labele, jak Vivo, Rockers czy Mystic, które z podziwu godnym bohaterstwem rzeźbią w gównie, płacąc te 22% od płyt, które na rynku, na sklepowych półkach, walczą z wydawnictwami Agory o potencjalnych nabywców. Cokolwiek nierówne szanse, prawda? Poza tym, skoro już decydujecie się wydawać książki, to czemu pchacie się do konkursów dla płyt (Fryderyki) i wręczacie swoim artystom Złote Płyty?

Tak naprawdę jednak, mój kłopot z Agorą polega na tym, że choć niesmak pozostaje, nie jestem w stanie ich potępić w czambuł. Bo mam nadzieję, że dzięki tym ich wydawnictwom coś drgnie w polskiej fonografii, że znajdą się pieniądze na wykonawców w których inne firmy bałyby się zainwestować. Ostatnie propozycje Agory – Ewa Bem, Shakin’ Dudi, Dusza i Mercik, Sztywny Pal Azji… – to może jeszcze nie szczyt marzeń i na pewno nie lista polskich artystów na których płyty czekałbym teraz najbardziej (no, może poza panią Ewą, której nigdy dość!), ale zarazem świadectwo, że ludziom, którzy zajmują się na Czerskiej doborem repertuaru nie zależy na łatwym poklasku, że chodzi o muzykę, nie tylko o dochód. No, chyba że są na tyle naiwni by myśleć, że na płycie SzPaLa z wokalistą z „Idola” zbiją fortunę?

Advertisements

7 thoughts on “Kłopot z Agorą

  1. Pingback: Za książki dają złote płyty, za książki « CHACIŃSKI

  2. Zdaje się, że cel to Agora ma jeden, nadrzędny. Zresztą jak każde przedsiębiorstwo. I nic w tym złego. Zarabiać jak najwięcej pieniędzy. Stąd pomysł na „legalne” niepłacenie VATu. A to, że wydają taki, a nie inny repertuar najprawdopodobniej jest efektem skrupulatnie przeprowadzonych badań, z których wiadomo, kto sięgnie po tego typu wydawnictwa. Skoro młodzi książek nie czytują, to nie zaczną ich kupować nawet z płytami. Stąd oferta skierowana jest do starszych, acz nie tak majętnych, jak ci, którzy (jeszcze) kupują n o r m a l n e płyty. Poza tym, umówmy się, kto chciałby czytać książkę o Dodzie, Feel, czy Gosi Andrzejewicz? Raczej nie ich fani…

  3. Apropos stawki na płyty to czy mam rozumieć, ze prasa i książki to towary pierwszej potrzeby, dlatego maja niższą stawkę VAT?
    Czy muzyka jest towarem zawierającym w sobie mniej kultury niż książka?

    Zresztą widzę, że z reguły ludzie kupując książkę z płytą stawiają na półce co jest raczej cecha książki. Płytę jak się kupi to z reguły jej się słucha.

  4. w czechach chyba podobno istnieje / istnialo? pismo artystyczne, ktore do kazdego numeru dolaczalo premiere muzyczna na plycie. widzialem tez cos takiego brazylijskiego. i pismo bylo fajne, i muzyka. wiec istnieja alternatywne rozwiazania nasladujace legalne naginanie prawa, a utrzymujace klase.

    mam czasem wrazenie, ze niezalezne labele grzesza brakiem inwencji jesli chodzi o dystrybucje.

  5. Gdyby VAT był nałożony na książki – Polacy nie czytaliby w ogóle. A tak? Czytają płyty, czytają muzykę. „Ja ciągle wierzę w gnijący świat…”

  6. Pingback: Straciła kontrolę… « Noise for Music’s Sake

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s