Po co komu Pestilence?

Patrick Mameli nadął się miłością własną i wypuścił komunikat o reaktywacji Pestilence. Holenderski zespół deathmetalowy, który w pierwszej połowie lat 90. był w awangardzie gatunku, pracuje ponoć nad materiałem, który będzie „bardziej techniczny i bardziej brutalny niż kiedykolwiek wcześniej”.

W pierwszej chwili bardzo mnie ta deklaracja uradowała. Ale później przyszła refleksja… Co z tego, że bardziej techniczny? To ma być szkółka dla gitarzystów, bicie rekordu Guinnessa czy płyta? Fetysz “techniczności” w metalu, doprowadzony do absurdu przez kapele pokroju Cynic czy Dream Theater, to dla mnie jakiś zupełnie niezrozumiały kompleks. Oczywiście, technikę trzeba mieć, krótko mówiąc – trzeba umieć grać, żeby zagrać to, co chce się zagrać. Technika pozostaje jednak w służbie muzyki, ma być tak dobra, że przezroczysta, nie jest wartością samą w sobie.

Druga część groźby Patricka dotyczy brutalności. No, to już w ogóle przedszkole. Po pierwsze Pestilence nigdy nie należało do szczególnie ekstremalnych zespołów, nawet jak na standardy sprzed 15 lat. A dzisiaj to już w ogóle nikomu nie zaimponują, wyścigi smarkaczy, którzy chcą sobie udowodnić, kto zagra szybciej, kto zabrzmi ciężej i bardziej brutalnie zostały dobrych parę lat temu doprowadzone do granic ludzkich i studyjnych możliwości. Dzisiaj naprawdę ekstremalny metal to nie groteskowi goregrindowcy oblegający w przedpołudniowych godzinach scenę Fuck The Commerce i Obscene Extreme, ale sun o))). Cóż, Patricka dawno z nami nie było, pewnie o tym nie wie…

No właśnie, gdzie był Mameli? Przecież znudził go już metal i miał być poważnym muzykiem jazzowym. I co? Nie udało się? Bo google zna Patricka tylko jako metalowca, czy to z Pestilence, czy z niedawno założonego, zupełnie niezłego zresztą, projektu C-187. Może po prostu okazało się, że te mityczne umiejętności Holendra nikomu poza metalowym światkiem nie imponują? Może jego przechwałki robią wrażenie tylko w świecie, w którym muzykę mierzy się na osiach „techniczności” i „brutalności”?

Ach, żeby nie było – z ciekawością posłucham tego nowego Pestilence. To był w końcu całkiem dobry zespół. No i na bębnach ma teraz grać Peter Wildoer z Darkane

Advertisements

3 thoughts on “Po co komu Pestilence?

  1. Jak byłem mały, słuchałem trochę tego zespołu – na strychu powinna gdzieś chyba jeszcze leżeć jakaś kaseta… 🙂 Tak, wtedy to była awangarda… łomot że ho ho…

  2. Ho, Ho, no niech sie ukaze ten Pestilence, najwyzej ponarzekamy:) A juz niedlugo nowy CYNIC, i to powinno tak naprawde wkurwiac!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s