Miłe złego początki…

Pierwszy post. Koszmar z którym jakoś trzeba się uporać. Zamiast podsumowania roku, podsumowanie kilku ostatnich tygodni:

1. Już nie pracuję w Onecie, pracuję w Przekroju. W dziale kultury. Niniejszym dziękuję Bartkowi Chacińskiemu za zaufanie – awansował i oddał mi we władanie strony muzyczne, które w pocie czoła redagował dobrych parę lat. To bardzo odważny gest z jego strony, tym bardziej, że mamy nieco inny gust i od tej pory Przekrój będzie promował nie Sufjana Stevensa, ale Meshuggah 🙂

2. Już nie pracuję w Krakowie. To dość przykre, bo wciąż w Krakowie mieszkam i muszę dojeżdżać. Ale nie mogę nie docenić faktu, że redakcja Przekroju mieści się przy ul. Wiejskiej, więc zaliczyłem spory awans cywilizacyjny 😉 Tyko żona i dzieci narzekają, że jestem niedzielnym mężem i ojcem. No, ale to stan przejściowy…

3. Ukazało się niemieckie tłumaczenie „Bez litości”, nie wiedzieć czemu, pod anglojęzycznym tytułem „Show No Mercy”. Fajniej by to wygłądało, gdyby dali „Kein Barmherzigkeit” (czy jakoś tak), ale widać niemiecki wydawca doszedł do wniosku, że tak będzie bardziej światowo. Jego prawo. Poza tym niemieckie wydanie jest trochę grubsze, za to mniejsze i wydrukowane na gorszym papierze. Czyli lepiej mieć wydanie polskie.

4. Miesiąc temu z okładem ukazało sie też wreszcie polskie wydanie „White Line Fever”, czyli autobiografii Lemmy’ego. Nosi tytuł „Biała gorączka” (dzięki Grindak za podpowiedź!) i jeśli lektura wspomnień niezniszczalnego lidera Motorhead sprawi Wam choćby połowę tej radości, którą mi sprawiło ich tłumaczenie – sięgnijcie po tę książkę koniecznie.

5. Oficjalna biografia Vadera powstaje… W bólach… Mam już sporo materiału, ale jeszcze parę rozmów muszę przeprowadzić, kilka zakurzonych zinów przewertować. Będzie dobrze. Nie wiem jeszcze jakie dokładnie plany ma wydawca, ale rzecz na pewno ma się ukazać w 2008 roku, z okazji 25. urodzin grupy.

 6. Kończę właśnie tłumaczenie dokumentu „Ameryka kontra Lennon”, który ukaże się na DVD wczesną wiosną, wydany przez Kino Świat. Fajna rzecz, z której więcej dowiecie się o Ameryce przełomu 60. / 70. niż o Lennonie. A już na pewno nie o Lennonie-piosenkarzu. To raczej historia przemiany idola nastolatek w dojrzałego faceta, który znalazł sobie cel w życiu.

7. Skoro już o idolach mowa… Uwielbiam Davida Bowiego, ale czułem pismo nosem i odkładałem obejrzenie „Idola” tak długo jak to było możliwe. W Święta w końcu się przełamałem, zakurzone DVD z półki zdjąłem i… intuicja mnie – niestety – nie zawiodła. Co za pretensjonalne gówno! Ledwie dotrwałem do końca. Czemu martwi mnie poziom tego, zapomnianego już w sumie, filmu? Otóż „I’m Not There”, głośna opowieść o Bobie Dylanie (a właściwie o sześciu Dylanach), to dzieło tego samego reżysera, Todda Haynesa. Recenzje niby ma dobre, ale „Idol” sprawił, że czekam na polską premierę filmu z lekkim niepokojem…

Reklamy

9 thoughts on “Miłe złego początki…

  1. No nareszcie. 🙂
    Mam nadzieję, że będzie tutaj jak w tytule książki o Slayerze.
    „Idol” jest pretensjonalny jak wielka cholera, ale muzycznie to ciekawy film. Ten sam pomysł ze zmontowaną do filmu supergrupą wykonującą utwory na ścieżkę dźwiękową Haynes wykorzystał zresztą w „I’m Not There”.
    A w starciu z Sufjanem Stevensem Meshuggah musi zwyciężyć. Brutalne prawa ewolucji.

  2. Szykuj erratę do „Bez litości” 🙂 Wreszcie na spokojnie przeczytałem – baaardzo zacna pozycja, wchodzi znakomicie; kwestie kosmetyczne można odpuścić do kolejnego wydania 😉 Ostatnia działalność na łamach „P” też ciekawa… Cóż, czekam na ciąg dalszy, jednocześnie współczując Małżonce i Dziateczkom 🙂 Krakau uber alles!

  3. Bartku,
    pomysł na soundtrack „Velvet Goldmine” zacny, nazwiska wielkie, ale realizacja taka sobie. Dobór utworów dyskusyjny (nic Bowiego?!!!), wykonanie mało przekonujące. Trzeba być 30 x bardziej zdeprawowanym, 300 x bardziej naćpanym i 3000 x bardziej zainteresowanym sprawami seksu niż Yorke, żeby dobrze śpiewać glam 😉 Na soundtracku do „I’m Not There” dużo lepiej to wyszło. Może też dlatego, że kompozycje po prostu lepsze.

    makavity,
    nie spodziewam się drugiego wydania, bo książki muzyczne (osobliwie o metalu) sprzedają się w Polsce obrzydliwie słabo, ale na wszelki wypadek zapisz te uwagi. Będę wdzięczny.

    świerk,
    wiesz jak jest, papier nie wszystko przyjmie 🙂

  4. Ha! Właśnie odebrałem od ciebie „mistycznego” maila i postanowiłem zajrzeć. Gratuluję awansu i życzę dalszych sukcesów. Liczę, że z krawaciarskiej perspektywy nie zapomnisz o starym kumplu, który – co tu dużo gadać – dzięki tobie pisze tu i ówdzie.
    Pozdrawiam i do zobaczenia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s