Podczas zwyczajowego, coweekendowego buszowania w empiku odkryłem pierwszy numer „Lśnienia”, magazynu dla miłośników horrorów. Miło wiedzieć, że są gdzieś inni szaleńcy, od razu człowiekowi lżej na duszy. Niewiele zdążyłem przeczytać, tylko wywiad z egzorcystą w kolejce do fryzjera przerzuciłem (no co, z synem byłem…) i bardzo ubawiło mnie jego biadolenie na fakt, że ludzie nadmiernie interesują się satanizmem, okultyzmem i ezoteryką. Wyrażone – że przypomnę – w ogranie dla fanatyków horroru… To coś jak moje narzekanie na zgubny wpływ Internetu na kulturę, artykułowane na tym blogu ;-)
A redakcji “Lśnienia” oczywiście życzę wytrwałości i sukcesu!

Za kilka minut zadzieram kiecę i lecę zobaczyć Seweryna Krajewskiego live. Rzadka to okazja i przepuścić jej nijak nie mogę. I liczę na coś znacznie więcej, niż seans spirytystyczny.

7 Komentarze

  1. Krajewski to gigant! Gdyby nie on miałbym inaczej na imię ;)

  2. Może nie pamiętasz, ale w zeszłym roku padło Czachopismo – inny magazyn dla horrormaniaków [4 czy 5 numerów chyba wyszło]

  3. Luźne skojarzenie z egzorcystą: Hammerfall nagrał kawałek zatytułowany “Legion” (z tekstem nawiązującym do wiadomego filmu) który bawi mnie ile razy go usłysze, bo powiedzcie jak można wymyslić aby kwestię “my name is Le-e-gioon” zaśpiewać falsecikiem :o ) Normalnie mrok.
    Niedawno nagrałem koleżance zestaw hitów Krajewskiego do użytku w ramach muzykoterapii – ponoć świetnie się sprawdził :o ) Miłego koncertu, Oby Ci tylko ktoś nie sypnął Piaskiem po oczach ;)

  4. Zakupiłem dzisiaj to pisemko, zobaczymy, ile jest warte ;)

    • Heniu Lermaszewski
    • Opublikowany listopad 16, 2009 o 8:00 pm
    • Link
    • Odpowiedz

    Panie Jarku
    Nowy Slayer od dawna na sklepowych półkach, a u Pana cisza jak po śmierci organisty …

    • Niedźwiedź
    • Opublikowany listopad 19, 2009 o 10:40 pm
    • Link
    • Odpowiedz

    koncert S.Krajewskiego to jak spotkanie ok-w-oko z Leninem.

    p.Yanushu: przy dobrym nastroju każde miauknięcie Hammerfall mnie śmieszy, w innym przypadku ciskam mięsem o ścianę i wychodzę. Z siebie.

    • p.Niedźwiedziu, ja z tych którzy startowali w temacie od ekip typu Helloween więc miauknięcia Hammerfalla mieszczą się jeszcze spokojnie w granicach tolerancji a sama kapela MIAŁA u mnie “dodatkowe punkty” za to, że wystartowali z tym w czasie gdy generalnie takie granie było głęboko gdzieś. Potem to i ja vomitowałem na wieść o każdej kolejnej niewiele wnoszącej super-grupie złożonej zwykle z piskacza i starych pryków których wszystkie precyzyjnie odegrane nutki miały razem wzięte tyle rebelii co moje skarpetki po upalnym dniu.
      A Slayer? Wchodzi gładko bo jest bardziej jednolity od poprzedniego, gdzie część kawałków była wyraźnie robiona pod “stary styl” a część “współczesna” i dla mnie akurat średnio strwana. Wybitne dzieło to nie jest i pewno cieszy też trochę na zasadzie “dodatkowych punktów za pochodzenie” ale z drugiej strony kiedy cos jest zupełnie nie w moim guście to żaden sentyment sytuacji nie ratuje bo nie dam rady sobie wmówić, że coś jest fajne gdy puszczam któryś raz i mnie nie rusza. Jak “God hates us all” na przykład … albo cała masa płyt Hammerfall :)


Napisz komentarz

*
*